22.11.2011 11:39

Autor: Radek Chudzik

The Take Away Shows – francuskie dania na wynos

Kategorie: Czytelnia, Lo-fi Music Clips, POLECAMY

Wykonawcy: | | | | | |


The Take Away Shows – francuskie dania na wynos

Francuzi słyną z dobrej i wykwintnej kuchni, ale serwują także rewelacyjne dania na wynos. The Take Away Shows.

1 sierpnia 1981 roku bezpowrotnie zmienił się świat muzyki. Ruszyła wtedy pierwsza, muzyczna stacja telewizyjna. Teledysk do utworu brytyjskiej grupy The Buggles “Video Killed the Radio Star”, nostalgicznie żegnający odchodzącą epokę, otworzył wtedy nowy rozdział w historii popkultury. Od tamtego czasu trudno jest sobie wyobrazić powrót do czasów sprzed MTV. Kultura obrazu zagarnęła wtedy kolejny przyczułek zarezerwowany dotąd dla radiowych prezenterów. Magów, którzy czarowali słuchaczy swoimi głosami. Radio to przecież teatr wyobraźni, a pojawienie się muzycznej telewizji sprawiło, że miejsce wyobraźni zajął podany “na tacy” konkret. Indywidualny odbiór muzyki zastąpiła narzucona skądinąd wizja reżysera teledysku. Nierzadko tak sugestywna, że nie pozostawiającą odbiorcy pola do snucia własnych wyobrażeń o utworze. Któż z nas nie przeżył takiej sytuacji, w której nie mógł uwolnić się od teledysku i słysząc dany utwór automatycznie przypominał sobie towarzyszący mu klip.

Czasy dominującej roli radia minęły, ale nie chcę wpadać tutaj w nostalgiczny ton ani dowodzić wyższości radia nad telewizją. Coś się zmieniło i wielbiciele muzyki otrzymali wtedy nową jakość. Przez te trzydzieści lat wiele się działo w świecie wideoklipu i wśród masy produkcji jednorazowych, pojawiły się teledyski – arcydzieła sztuki filmowej, klipy ewoluowały poddając się trendom, nie tylko, co oczywiste, w kwestii zmieniających się gatunków muzycznych, ale przede wszystkim w kwestii środków wyrazu, po jakie sięgali twórcy: od prostego sfilmowania grającego zespołu, po teledyski wykorzystujące animację lub będące produkcjami o budżetach filmu fabularnego. Wielu reżyserów zaczynało od realizacji teledysków, aby potem przesunąć swoje zainteresowania w stronę filmów pełnometrażowych.

Jakie MTV jest teraz każdy widzi i jej rolę przejęły serwisy takie jak YouTube czy Vimeo, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko, co w dziedzinie muzycznego teledysku ekscytowało odbiorców na całym świecie, ale byłoby uproszczeniem sądzić, że tylko tam dzieje się coś wartościowego.

Rok 2006 przyniósł “małą rewolucję” w świecie muzycznego wideo. Pojawił się wtedy serwis internetowy, który zainspirował do podobnych działań wielu młodych zapaleńców z kamerą, talentem i pomysłem. Nie chciałbym tutaj przesadzać, ale francuski projekt Take Away Shows uważam za rewolucyjny i innowacyjny. Niech świadczą o tym dziesiątki naśladowców na całym świecie.

The Take Away Shows czy w oryginale les Concerts a Emporter, wyrosły z założonego w 2003 roku serwisu muzycznego La Blogotheque. Projekt powstał w kwietniu 2006 roku, a jego ojcami byli Christophe Abric, znany wtedy szerzej jako Chryde oraz młody, niezależny reżyser Vincent Moon, któremu Chryde zaproponował zrobienie czegoś innego niż filmowanie wywiadów z muzykami, którzy pojawiali się na Blogotheque. Razem wymyślili coś, co poprzez swoje niebanalne podejście, zapewniło serwisowi wartość dodaną, niezbędny wyróżnik w muzycznej blogosferze – mikrokoncerty w dziwnych miejscach, sfilmowane “z ręki” przy minimalnym udziale technologii. Twórcy Take Away Shows zmienili już w sale koncertowe takie miejsca, jak windę, wagon w metrze czy środek ulicy. Towarzyszą temu niczego nieświadomi przechodnie, przypadkowi słuchacze. Zaskoczeni, zadziwieni, ale częstokroć zafascynowani sytuacją, w której się znaleźli. Tak samo muzycy, postawieni w nietypowych okolicznościach, potrafią zaskoczyć nietypową aranżacją czy też ciekawym instrumentarium. Całkowicie wytrąceni z utartego schematu soundcheck – koncert, pokazują przy tym swoje mniej gwiazdorskie oblicze. Chryde w jednym z wywiadów podkreśla, że czuje się jak chemik dokonujący w swej probówce szczególnej syntezy muzyki i miasta.

Przeglądanie tych sesji jest dla mnie jak oglądanie starych, pożółkłych fotografii. Emocje, których doświadczałem, gdy pierwszy raz słyszałem tych wykonawców wracają ze zdwojoną siła, zwłaszcza kiedy widzę zespół jeszcze na krótko przed osiągnieciem statusu gwiazdy, przed światowymi trasami, kiedy radość grania i wspólnego śpiewania jest jeszcze intensywna i nie zatraca się w rutynie.

Muzyka i obraz jej towarzyszący nie są wypolerowane przez twórców projektu. Podawane są na surowo, w najczystszej możliwej postaci, co otwiera widowni nowe pola interpretacyjne lub czasem dostarcza po prostu dobrej rozrywki. Wszystko dzieje się tu i teraz. Reżyser, Vincent Moon przedstawia siebie jako kolejnego muzyka, który chłonąc atmosferę miejsca oraz muzykę graną przez zespół, improwizuje z kamerą  i wychodzi z tego całkiem nowa jakość, która jest zjawiskiem z pogranicza muzyki, sztuki wideo i socjologicznym fenomenem zarazem.

Wybrałem dla Was kilka ciekawych sesji. Wybór jest bardzo subiektywny, ponieważ ilość materiału nagrana do tej pory przez twórców serwisu jest ogromna.

Arcade Fire grający w windzie i Sigur Ros w restauracji pewnie wszyscy już widzieli, ale co powiecie na Little Scream? Perkusista wykorzystuje podczas gry niemalże każdy element “scenografii”.

Przypomnę też polski akcent, czyli  występ Adama Repuchy.

i jeszcze coś z “pożółkłych” fotografii:

Radek Chudzik




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.