02.10.2014 10:00

Autor: Tomasz Blaszkiewicz

The Saturday Tea – “Shindig”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


The Saturday Tea – “Shindig”
Bad Indian Recordings/2014

Przebojowo, po brytyjsku.

Od ostatniej EP-ki The Saturday Tea zatytułowanej “This Is Over” minęły dwa lata. Teraz powstał album długogrający. Garażowy i brudny, lecz zachowujący piosenkową, melodyjną formułę. Warszawscy muzycy nie boją się sięgać do światowego kanonu rocka. Na “Shindig” usłyszymy wyraźny wpływ twórczości Beatlesów, a co za tym idzie, fali wybitnych, brytyjskich bandów. Swego czasu zarzucono Woody’emu Allenowi, że w swoich filmach próbuje udawać Boga. A czy to zły wzór? – odpowiedział reżyser.

Album otwiera znakomita, mocno gitarowa kompozycja “Walking Dead”, w dużej mierze oddająca charakter całego krążka.  Im dalej, tym lepiej, za sprawą dosadnego “Don’t Look Back” czy beatlesowego “Except For You”. Nie brakuje chwili wytchnienia. Znajdziemy klimatyczne, zwięzłe ballady, jak choćby “The Word” czy “Far From OK”. Płytę zamyka i spina wyrazistą klamrą “If My Dreams Come True”. Kluczowym atutem The Saturday Tea jest leniwy, nieco zblazowany wokal. Pod szyldem rock’n'rolla maniery, niedociągnięcia i swoista bezczelność stają się wyróżnikiem. Tutaj wręcz ogromnym.

The Saturday Tea mają to, co charakteryzowało najlepsze brytyjskie kapele lat dziewięćdziesiątych, a czego nie miały tysiące pewnie bardziej utalentowanych zespołów, które nigdy nie wyszły z garażu – przebojowość (nie mylić z tandeciarstwem) i olbrzymi luz. Swoją drogą, w zeszłym miesiącu minęło 20 lat od debiutu Oasis, prawdopodobnie najbardziej kochanej i jednocześnie nienawidzonej kapeli w historii brytyjskiego rocka. Ich płyta “Definitely Maybe” tylko w Wielkiej Brytanii pokryła się siedmiokrotną platyną. Dlaczego? Bo nie mylono wówczas, a przynajmniej nie w dużym stopniu, przebojowości z tandeciarstwem. I słowo klucz – komercja – brzmiało jakby przyjaźniej i mniej obciachowo. Dziś proporcje się nieco zmieniły, a kozłem ofiarnym stały się naprawdę dobre, gitarowe bandy.

W związku z tym The Saturday Tea siedmiokrotna platyna niestety nie grozi. I bynajmniej nie ze względu na poziom muzyczny.  Ten jest z całą pewnością wysoki, to kwintesencja przemyślanych, garażowych melodii. Nawet brud, tak dobrze słyszany na “Shindig”, wydaje się zaplanowany, co tylko udowadnia, z jak świadomą kapelą mamy do czynienia. Panowie z The Saturday Tea i debiutant (sic!) Tomasz Organek śmiało mogą podać sobie ręce.

Tomasz Błaszkiewicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,67 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.