03.06.2015 08:00

Autor: Kuba

The Prodigy – “The Day Is My Enemy”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Prodigy – “The Day Is My Enemy”
Take Me to the Hospital/Cooking Vinyl/2015

Noc jeszcze młoda, oni już nie.

W The Prodigy jedynym zaskakującym elementem jest to, że oni wciąż istnieją i tworzą sobie kolejne rzesze fanów. Nie zrozumcie mnie źle – ja bardzo ich lubię, ale wciąż mnie dziwi, jak bardzo potrafią jeszcze wpływać na nowych słuchaczy. Dwadzieścia lat na scenie powoduje, że trzeba szukać w nowych trendach i ciągle ewoluować, jeśli chce się utrzymać na topie. Ostre brzmienie, które na “Invaders Must Die” nie miało nic wspólnego z tym bezkompromisowym rave’em, przez który ich znamy (choć szanuję za Dave’a Grohla na bębnach), musiało się w końcu znudzić i po sześciu latach mamy do czynienia z kolejnym, szóstym krążkiem Brytyjczyków.

“The Day Is My Enemy” próbuje nie szczędzić w środkach pod względem ilości inspiracji, które znajdują się na albumie. Wszystko brzmi tutaj wielkomiejsko i głośno, ponieważ sami tłumaczą to tym, że w ich twórczości chodzi o poczucie strachu. Przede wszystkim mowa tu o próbach zatoczenia muzycznego koła, kiedy brakuje tylko amen breaków do cofnięcia się do czasów “The Fat of the Land”. Ten post-rave’owy hałas czasem ma bardzo dobre efekty, jak np. agresywne “Destroy” z armadą staro brzmiących syntezatorów czy mocno podparty brzmieniem breakbeatu “Wild Frontier”. Niestety nie zawsze jest z czego się cieszyć. “Invisible Sun” bardzo chciał być ciężkim, industrialnym utworem, ale jest po prostu nudny. ” Medicine” i “Rok-Weiler” nie budzą strachu, tylko nutę zażenowania swoją próbą zjednania sobie fanów poprzedniego krążka. Punkowa rewolta udała się tylko w zamykającym krążek “Wall of Death”, większość niestety to tylko imitacje “Invaders Must Die”. Największym zaskoczeniem i chyba najlepszym utworem jest “Beyond the Deathray” – trzyminutowe interludium bez bitów, z mocną melodią. A jeśli przerywnik jest najlepszą rzeczą na albumie – coś tu jest nie tak.

Z jednej strony cieszy mnie fakt, że taki old school spod znaku The Prodigy wciąż się bardzo dobrze sprzedaje, skoro są jedną z głównych atrakcji tegorocznego Open’era. Z drugiej, we współczesnej elektronice jest tyle ciekawszej muzyki, że ciężko jest być w tym roku zajaranym kolejną płytą Brytyjczyków. Bardziej sentyment niż rewolucja, ale tego można było się w zupełności spodziewać.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.