07.11.2011 12:15

Autor: Katarzyna Borowiec

The night’s not dark enough

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


The night’s not dark enough
6.11.2011/Kraków

Noc nie jest dostatecznie ciemna, żeby cię schować, a koncert Dale Cooper Quartet & the Dictaphones dostatecznie długi, żeby cię usatysfakcjonować. Jest za to hipnotycznie piękny – relacja z koncertu w Fortach Kleparz.

Zespół o wyraźnej inklinacji do serialu Twin Peaks tworzy muzykę klasyfikowaną jako dark jazz. Mieszanie jazzu i elektroniki bywa problematyczne. Jeden z zespołów, na podobieństwo do którego wskazuje francuski kwartet, to Kilimanjaro Darkjazz Ensamble. W przypadku tego zespołu piękne brzmienia z albumów na żywo okazują się totalną porażką. Na pięć osób przypada sześć laptopów, dźwięki żywej perkusji są generowane sztucznie (choć generowanie to tutaj za duże słowo), utwory niczym nie różnią się od wersji płytowych, odtworzenie ich po prostu bardzo głośno na dobrym sprzęcie dałoby porównywalny efekt. Do dziś nie mogę zapomnieć tego rozczarowania, dlatego mimo wielkiej radości spowodowanej objawami życia ze strony kwartetu imienia najwspanialszego agenta FBI wszechczasów, do koncertu podchodziłam z rezerwą.

Na szczęście Francuzi nie zawiedli. Sprzętu elektronicznego używają z uzasadnieniem, wyczarowując z niego dźwięki niemożliwe do uzyskania w inny sposób. Kwartet tworzą mężczyźni – dwaj gitarzyści, saksofonista i pan obsługujący elektronikę. Rolę dyktafonu pełniła w Krakowie Gaëlle Kerrien.

Set trwał niecałą godzinę, co było zdecydowanie czasem niewystarczającym, za to z pewnością fantastycznie spędzonym. Utwory z nowej płyty “Métamanoir” i z debiutu “Parole de Navarre”, który swego czasu był płytą nie tylko brzmiącą tajemniczo, ale także stworzoną przez ludzi, o których ciężko było znaleźć informacje, przechodziły płynnie jeden w drugi, tworząc spójną całość, zostały urozmaicone przede wszystkim  śpiewem Gaëlle.

Koncert rozpoczął się od dźwięków saksofonu – dźwięków nietypowych, bowiem było to głównie powietrze przepuszczane przez instrument, efekt przypominał szum fal. Później do elektronicznego, sennego bitu dołączyły niskie saksofonowe dźwięki. Niesamowitym klimatem muzyka przenosiła słuchaczy w tajemnicze krainy. Zespół używał sampli, to z komputera, to z dyktafonu, przykładanego przez Gaëlle do mikrofonu. Jej delikatny śpiew, wsparty echem, doskonale pasował do tego nastroju, w efekcie kompozycje Dale’ów przypominały nieco twórczość To Kill a Petty Bourgeoisie. Gitarzysta grał przy pomocy śrubokręta oraz smyczka, saksofonista wydobywał ze swego instrumentu dźwięki przypominające pisk i krzyk.

Brzmi na to, że o ile “Parole de Navarre” miało klimat mrocznego snu, tak “Métamanoir” to perwersyjnie przyjemny koszmar. Ostatni utwór, jaki zagrał kwartet, mógłby być śmiało wykorzystany jako soundtrack do horroru.

Na koniec Gaëlle swoim delikatnym głosem podziękowała za przybycie. Po wyjściu brakowało mgły i światła uliczne działały sprawnie, ale szum przejeżdżających samochodów już nie brzmiał tak samo.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.