18.02.2012 07:00

Autor: Monika Pomijan

The Maccabees – “Given to the Wild”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Maccabees – “Given to the Wild”
Fiction Records/2012

Bez “Toothpaste Kisses” i dużo dojrzalej.

Dotąd The Maccabees kojarzeni byli z  indie popowym graniem, jednak nie wystarczająco chwytliwym, by przesłuchać płytę więcej niż dwa razy. Debiutanckie “Colour It In” z  2007 roku odbierało się lekko i przyjemnie, ale głównie dzięki zaskakująco dobrym “Toothpaste Kisses” i “Tissue Soldies”. “Wall of Arms” w dwa lata później było zaś tylko drobnym kroczkiem naprzód – nagłe przypisywanie The Maccabees post-punku trochę mijało się z celem. Brytyjczycy jednak twardo wpisali się w łatwo przystępną, niezbyt ambitną stylistykę indie, dlatego mało kto spodziewał się po nich rzeczywistych rewolucji. Tymczasem oni postanowili dać wszystkim, którzy spisali ich na straty, porządnego prztyczka w nos.

Już tytułowy kawałek – de facto intro – subtelnie, niemal dream popowo otwiera przed słuchaczem nie tyle album pełen zmian, ile wyjątkowo intymny, ciepły. The Maccabees stali się w końcu świadomymi siebie twórcami, na całe szczęście nie zatracając przy tym tej beztroski, która tkwiła w  debiucie. Łącząc modną wciąż stylistykę a’la Beach House (cudownie senne, wycofane “Child” czy przestrzenne “Glimmer”) z echem dynamicznego indie popu (“Feel to Follow” choćby), a na deser zostawiając galopujące, odrobinę duszne “Unknow” nagrali najlepszy album w swoim dorobku. Słuchając poszczególnych kawałków ma się nieodparte wrażenie tej brytyjskiej nonszalancji, dzięki której muzyka The Maccabees nabiera przestrzenności. Wokal Orlando Weeksa wciąż jest wysoki, miejscami nawet młodzieńczo naiwny, ale nabrał lekkości, której trudno nie docenić. Wystarczy włączyć na przykład “Forever I’ve Known”, by to sprawdzić, a tym samym dostać kolejny trochę oniryczny, fascynujący utwór. Nie znaczy to jednak, że muzyka The Maccabees to teraz tzw. pościelowe granie, zespół nie odżegnał się od dynamicznych riffów i  gwałtownej perkusji, co również słuchać w “Forever I’ve Known”. I trudno oprzeć się pokusie stwierdzenia, że chyba właśnie połączenie przestrzenności kompozycji z wciąż trochę indie rockowym brzmieniem (“Pelican”) okazało się przepisem na sukces.

“Given To The Wild” słucha się za każdym razem z ogromną przyjemnością, bo będąc płytą bardzo spójną, choć niezamkniętą w jednej stylistyce, kryje w  sobie mnóstwo smaczków. A co więcej, pasuje w zasadzie na każdy nastrój – raz docenia się te wyciszone, subtelne kawałki, innym razem cieszy się beztroską (“Went Away”) albo pragnie dynamizmu, jak w “Unknow”. Jest to zresztą najlepszy kawałek trzeciego albumu The Maccabees, zdający się pędzić na podbitych nerwową perkusją żywych gitarach w nieskończoność. I tak samo w  nieskończoność można go słuchać.

Trudno odmówić Brytyjczykom dojrzałości i objawienia w końcu potencjału, który gdzieś się gubił na poprzednich dwóch płytach. O “Given to the Wild” nie można inaczej powiedzieć, że jest po prostu solidna, a dzięki uniknięciu klisz chce się do niej wracać.

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,63 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.