03.06.2011 22:02

Autor: Łukasz Stasiełowicz

The Lollipops – “Hold!”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


The Lollipops – “Hold!”
Polskie Radio / 2011

Powrót do przeszłości.

Do recenzji lizaczków przymierzałem się długo. Zazwyczaj proces pisania kończy się pożegnaniem z albumem, odłożeniem go na nieokreśloną przyszłość. W wypadku debiutanckiego krążka zwycięzców Gramy 2010 problem ze spisaniem myśli absolutnie nie leżał w słabej jakości materiału. Wręcz przeciwnie, z olsztynianami nie chcę się rozstawać.

Trójka chwali, serwisy internetowe także, a odwiedzający koncerty swoimi wrażeniami wprawiają w zazdrość. Krytycznych głosów jednak nie brakuje; bo to wokalistka nie potrafi śpiewać, ma zły akcent, marketing jest agresywny, a instrumentalnie to przecież wszystko już było. Kochający zawodzenia np. Thoma Yorke’a lub Iana Curtisa nie widzą w lekkim fałszowaniu niczego złego, a akcent? Pojedźcie drodzy krytykanci na Zachód i wybierzcie sobie ten jeden jedyny słuszny akcent. Marketing agresywny? Jeżeli pod tym rozumieć życzliwą, sumienną ale nienachalną promocję, to tak – lizaczki są bardzo agresywne. A że muzycznie wszystko już było…Tym argumentem zajął się człowiek, który jako jedyny był w stanie przywrócić z zaświatów Marię Curię. W kraju przesiąkniętym mistycyzmem winno się cenić opinię duchowego autorytetu i w konsekwencji przynajmniej zrezygnować z rzucania śnieżkami w twarze albo kłodami pod nogi członków zespołu.

Grupa przyjęła ciekawy model na początku swojej kariery. EP i pojedyncze piosenki udostępniali za darmo do ściągnięcia. Później współpraca z Leszkiem Biolikiem, występ na Open’erze, zwycięstwo na festiwalu Gramy w Szczecinie i szybko przyciągnęli uwagę fanów oraz mediów. Pod koniec marca 2011 spełnili swoje marzenie wydając debiutancki album – kilkanaście kompozycji, sporo z nich zostało zaprezentowanych już wcześniej, choć wersje z longplaya różnią się od tych pierwotnych; ku uciesze jednych i rozpaczy innych.

Nad odpowiednim brzmieniem poszczególnych utworów czuwali Maciej Cieślak i Marcin Bors, a więc persony w polskim światku muzycznym bardzo dobrze znane. Efekt jest jak najbardziej zadowalający, wszak odgłosy wydobywające się z głośników czy słuchawek sprawiają wrażenie dopieszczonych (ale jeszcze nie rozpieszczonych). Urzeka również różnorodność stylów i rytmów, lecz to już zasługa zespołu. Pełno tutaj motywów perkusyjnych, które rozruszają biodra. W utrzymaniu dynamiki pomaga bas, choć niestety poprzez permanentne stosowanie niskich tonów często pozostaje w cieniu, zostawiając tym samym miejsce dla dwójki gitarzystów. Panowie umiejętnie przełączają efekty, przy okazji wplatając ciekawe solówki. Nie jest to zbyt skomplikowane granie, struktury piosenek łatwo rozłożyć na części pierwsze. Jednakże The Lollipops nie roszczą sobie raczej pretensji do tworzenia wielopoziomowych kawałków. Ich twórczość świetnie spełnia natomiast funkcję rozrywki.

Mnóstwo odwołań do muzyki ze środka XX wieku. Tym samym krążek powinien przypaść do gustu osobom zniesmaczonym współczesną kulturą. Niektórzy może przypomną sobie czasy młodości, a jeszcze inni, zafascynowani podobnymi inicjatywami (np. The Dead Weather), poszerzą po prostu obszar zainteresowań o polskie podwórko.

“Hello, Farewell” przenosi słuchaczy w bardzo odległe czasy. Wystukiwany rytm może wywołać uśmiech na twarzy. Gdzieś pojawiają się nawet klawisze, co czyni kawałek w odniesieniu do innych autorstwa The Lollipops bardzo wyjątkowym. Urozmaicenia, choć już innej natury, można znaleźć także w innych utworach. Tak oto w “Young Boy” mamy gwizdanie, a  w kilku innych piosenkach modulację wokalu – pogłos, melodeklamację itd.

Kojarzone z wcześniejszych miniwydawnictw piosenki, takie jak “Jack Horror Show” (tu pierwotna wersja do ściągnięcia) czy “Good Girl”, poddane zostały mniejszym lub większym modyfikacjom. Pierwszy wymieniony utwór został odrobinkę wygładzony, choć i tak charakterystycznego dla pierwotnej wersji gitarowego charczenia nie brakuje. Zapoznanie się z albumową edycją drugiego kawałka bardziej szokuje; kompozycję wydłużono, zmieniono kilka motywów, choć i tak szkielet pozostał ten sam. Potencjału piosenka nie straciła i stanowi dobre oficjalne zakończenie, bo nieoficjalnie pojawia się jeszcze, po kilku minutach przerwy, kolejna propozycja – zdominowana przez interesujące, ostre riffy.

Przygoda niby dobiega końca, ale zawsze można płytę zapętlić. Nie chcę zagłaskać lizaczków i nie chcę kontynuować szastania nagłówkami “Najlepsza polska płyta roku”, “Cudowny debiut”, “Objawienie dekady”…ale jak tu ich nie chwalić. Pomimo różnych inspiracji, koherencja całości materiału została zachowana. Grupa dostarcza rozrywki, pozwala oderwać się od rzeczywistości. Machina nabrała rozpędu, na efekty z pewnością wielu będzie czekać z niecierpliwością.

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (19 głosów, średnio: 8,21 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.