08.04.2016 08:37

Autor: Michał Stępniak

The Last Shadow Puppets – “Everything You’ve Come to Expect”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Last Shadow Puppets – “Everything You’ve Come to Expect”
Domino/2016

Odrobinę zawiedzione oczekiwania.

Osiem lat zajęło Alexowi Turnerowi i Milesowi Kane’owi odnalezienie idealnego momentu, by nagrać i wydać na świat następcę świetnie przyjętego krążka “The Age of the Understatement”. W międzyczasie ich status na scenie uległ diametralnej odmianie. O Turnerze można mówić w zasadzie w samych superlatywach.  Opinie określające go mianem “głosu pokolenia”, “najwybitniejszego tekściarza naszych czasów” nie są pozbawione mocnych argumentów, a i nie będzie przesadą stwierdzenie, że w wieku 30 lat uzyskał on pozycję, na którą inni pracują bezskutecznie przez całe życie. Kolejne albumy Arctic Monkeys dowodziły, że nazwisko Turnera być może wkrótce będzie wymieniane jednym tchem przy tych wielkich (Morrissey, Brett Anderson, Jarvis Cocker). Z jednym zastrzeżeniem – Alex nie może spocząć na laurach. Kane też nie próżnował, ale wydaje się, że już do końca życia przylepiona zostanie do niego łatka mniej utalentowanego z pary przyjaciół. Złośliwi stwierdzają wręcz, że projekt The Last Shadow Puppets to szansa, jaką daje Turner Kane’owi, by ten mógł się ogrzać w blasku sławy, a nie tylko podrywać dziewczyny na znajomość z wokalistą Arctic Monkeys. Złośliwości zostawmy jednak innym…

Kane i Turner dojrzeli, co ma swoje plusy, ale również i minusy. Na “Everything You’ve Come to Expect” słychać, że panowie słuchają muzyki i wyciągają z niej liczne inspiracje. Instrumentami także umieją się posługiwać i wiedzą kogo zaprosić do współpracy, by utwory nabrały dodatkowego uroku (w tej roli przede wszystkim Owen Palett odpowiedzialny za aranżację instrumentów dętych i smyczkowych). Z drugiej jednak strony daje się usłyszeć pewien niedosyt błyskotliwości, która pozwoliłaby na to, że słuchacz z wrażenia otworzy usta. Nie jest to wprawdzie często spotykana arogancja w myśl zasady: “nie musimy się starać, bo fani i tak to kupią”, ale talent zobowiązuje do czegoś więcej. W przypadku dojrzewania pojawia się też problem, którego uniknąć się nie dało. Spojrzenie na świat Turnera i Kane’a osiem lat temu było diametralnie inne, bliższe i bardziej autentyczne. Mieliśmy przecież do czynienia z kolesiami, którzy mogli udać się bez skrępowania do pubu, a za piwo płacili z własnej kieszeni. Dzisiaj odwiedzają inne miejsca, do których wchodzą specjalnym wejściem. Taka cena sławy, ale jej skutki odczuwają również odbiorcy. Czasami wprawdzie udaje się ją ukryć, ale Turner i Kane nie do końca potrafią. Znajduje to w rezultacie odbicie m.in. w tekstach, które wprawdzie są dalej udane, ale osiem lat temu bardziej chwytały za gardło.

W żaden sposób nie oznacza to jednak, że “Everything…” brzmi źle. Oczekiwania były ogromne i to właśnie te oczekiwania czynią największą przeszkodę w czasie pierwszych kontaktów z albumem. Z czasem pewien niedosyt przechodzi w akceptację, a potem w coś więcej. Wydaje się, że The Last Shadow Puppets w jeszcze większym stopniu niż na debiucie inspirują się Scottem Walkerem. Słychać tu także wpływy Serge’a Gainsbourga czy Davida Bowie, a sami powołują się na Isaaca Hayesa czy The Style Council. W przeciwieństwie do “The Age of…” w kilku przypadkach dość łatwo przychodzi wyobrażenie sobie poszczególnych utworów na albumach Arctic Monkeys (“Used to Be My Girl”) czy solowych Milesa Kane’a (“Bad Habits”). Płyta w mniejszym wymiarze przywodzi natomiast na myśl soundtrack do spaghetti westernu, choć ciągle zauważalne jest mruganie okiem w stronę lat odległych. Panowie udowadniają, że mają niezwykły talent do pisania chwytliwych melodii. Nie wszystkie piosenki są jednak efektowne. Oto część utworów zapada w pamięć (“Miracle Aligner”, “The Dream Synopsis”), o innych jednak dość łatwo się zapomina (“Everything You’ve Come to Expect”, “The Element of Surprise”). Trochę szkoda, że zabrakło utworu, który można by określić przebojem przez duże “p”. Żaden nie jest więc w stanie konkurować z “Standing Next to Me” czy “My Mistakes Were Made for You”. Łatwo tym samym przewidzieć, że na letnich festiwalach panowie na bis będą zmuszeni sięgać po utwory z debiutu.

Nowe nagrania The Last Shadow Puppets nie wywołują takich emocji jak te zaserwowane niemal dekadę temu, ale i tak słucha się tych piosenek miło. Zapewne kluczem jest tu talent Turnera, którego ten póki co nie marnuje. Alex zapowiedział, że The Last Shadow Puppets to zespół, który zaplanował sobie “trylogię”. Będzie więc jeszcze ostatnia jej część. Z jednej strony dobrze, gdyby przerwa nie trwała tym razem osiem lat, ale z drugiej obserwowanie jak panowie dojrzewali artystycznie i mentalnie może okazać się za kilkanaście lat jeszcze bardziej interesujące. Chyba, że projekt ten ma służyć przede wszystkim na złapanie oddechu przed przecieraniem kolejnych szlaków dla Arctic Monkeys. Jeśli z takim rezultatem jak dotychczas, to niech tych trylogii będzie jak najwięcej.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 7,31 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.