29.07.2011 08:01

Autor: Katarzyna Borowiec

The Horrors – “Skying”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Horrors – “Skying”
XL Recordings/2011

The moment that you want is coming.

if you give it time. Tak w singlu promującym trzeci album obiecują Horrorsi. Niewiele osób dawało im ten czas, szybko przylepiając etykietkę bajerancki przehajpowany zespół jednego sezonu do debiutanckiego “Strange House”. Że są czymś więcej niż grupą ciekawie ubranych i ekstrawagancko uczesanych chłopców udowodnili przy okazji “Primary Colours”. W przejściu testu drugiej płyty pomógł im Geoff Barrow z Portishead. Trzecią wyprodukowali już sami.

Nie można być gwiazdką jednego sezonu z takim wachlarzem inspiracji, jakim dysponuje ten zespół. Od girlsbandów z lat 60., przez Screaming Jaya Hawkinsa i  Screaming Lord Sutcha, klasyki w stylu Joy Division czy My Bloody Valentine aż do Add N to (X) i Squarepushera. “Skying” to jeszcze nie jest szczyt możliwości The Horrors, a jest już bardzo dobrze.

Tematem przewodnim jest woda. I brzmienie jest do tego dostosowane – pływamy w shoegaze’owych warstwach dźwięków, w sennej atmosferze niczym z nagrań Cocteau Twins. Skojarzeń muzycznych jest tutaj dużo, od kosmicznego nastroju Slowdive do Stone Roses i Suede (“Monica Gems” wyróżniający się żywością). Jeden z recenzentów “Primary Colours” stwierdził, że każdy zespół musi nagrać w swej karierze jeden krautrockowy kawałek i Horrorsi wyrzucili to pragnienie ze swego systemu nagrywając  “Sea Within Sea”. Najwidoczniej jednak mieli tej potrzeby więcej niż pozostali, bo na “Skying” mamy ośmiominutowe “Moving Further Away” zaczynające się czystym Kraftwerkiem.

Faris nadal wspiera się mocno echem i pogłosem, ale śpiewanie idzie mu coraz lepiej. Muzyka jest gęsta – poprzez przelewające się warstwy wzmocnionej efektami gitary i dźwięków elektronicznych przebija mocny bas i wyrazisty rytm perkusji. Dodatkowo po raz pierwszy w twórczości The Horrors pojawia się sekcja dęta – w “Endless Blue”, “Still Life” i “Wild Eyes”. Niektóre partie są wysamplowane, inne zagrane przez wynajętych muzyków albo imitowane przez Toma Furse’a na melotronie. Na koniec pojawia się gitara akustyczna – w pięknym “Oceans Burning”. Album zamyka burza przesterów w stylu Sonic Youth.

Wszystkie wpływy mieszają się zgodnie w coś bardzo ładnego. Jest tu dużo migotliwych kolorów, aczkolwiek nie można powiedzieć, że zespół nagle poweselał. Na smutki patrzymy tutaj z innej perspektywy – zamiast je rozpamiętywać, odpływamy: Float away again (“Wild Eyes”), Away, away, away you go (“Dive In”), otwieramy oczy i patrzymy, jak wszystko się oddala. Muzyka The Horrors wysubtelnia się i pięknieje w uszach. Że posłużę się cytatem: Ładnie tu u pana. A będzie jeszcze ładniej. Opłaca się dawać im czas.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.