28.09.2014 11:47

Autor: Michał Stępniak

The Drums – “Encyclopedia”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Drums - “Encyclopedia”
Universal Music/2014

Był sobie kiedyś fajny zespół.

The Drums nigdy nie zapowiadali się na kapelę, która może zawojować świat i zapisać ważny rozdział w historii muzyki. Byli w zasadzie tylko takim przyjemnym zespolikiem, który swoją obecnością nie przeszkadzał, a dodatkowo zdarzało mu się umilać czas. Czerpali garściami z brytyjskiej muzyki pop lat 80. i 90., stawiając jednak przede wszystkim na radosną piosenkowość. Zasadniczy problem polegał na tym, że ich dwa albumy były strasznie nierówne, a obok utworów wybijających się ponad przeciętność, znajdowały się takie, których najzwyczajniej nie chciało się słuchać. Trudno było też spodziewać się diametralnej zmiany obrazu sytuacji, bo panom najwyraźniej strategia powtarzania sprawdzonych patentów i pójścia na żywioł niezwykle się podobała. Okazuje się, że jednak do czasu.

Przez ostatnie lata nazwa zespołu coraz rzadziej pojawiała się w mediach. W pewnym momencie z kilku stron dochodziły informacje, iż członkowie The Drums przestali za sobą przepadać i w miejscu przyjaźni narodziło się zdecydowanie mniej fajne uczucie. Szybko znalazło to odzwierciedlenie w faktach. Oto bowiem zespół po trzech latach wraca i ponownie odbyło się to ze stratami w ludziach. Na “Encyclopedia” The Drums już nie są kwartetem, ale duetem (przez pewien czas funkcjonowali jako trio). Konsekwencje takiego rozwoju wypadków okazały się dość brzemienne w skutkach, bo przecież “co cztery głowy, to nie dwie”.

Na trzecim albumie The Drums uciekli z plaży, znudziło się im jeżdżenie na desce surfingowej i nie szukają przede wszystkim rozrywki. Pogłębili więc to, czego echa dało się już odnotować na drugiej płycie i jeszcze bardziej postawili na smutek oraz przygnębienie. Jonathan Pierce płaczliwym głosem wyśpiewuje więc kolejne wersy o rozterkach uczuciowych, prosi o pocałunek, błaga o pomoc. Nieustannie nieco infantylnie, ale akurat w tym aspekcie nie doszukiwałbym się wad. Taki mają styl.

The Drums postanowili na trzecim albumie nieco zmienić oblicze brzmieniowe i uznali, że dobrym rozwiązaniem będzie różnorodność. Użycie większej ilości bajerów elektronicznych miało pewnie odróżniać dokonania zespołu od poprzednich, ale doprowadziło duet w dość nieciekawe rejony. Nie zrównoważyły takiego obrazu ballady w stylu “I Can’t Pretend” czy “Wild Gesse”, w których zabrakło błysku czy choćby większej emocjonalności. Nieco kuleją utwory przywodzące na myśl materiał z dwóch poprzednich płyt (“Kiss Me Again”, “Deep In My Heart”), a powód jest nader prozaiczny – są one po prostu słabsze. Na “Encyclopedia” jest w konsekwencji dość nudno, a wskazanie lepszych momentów jest zadaniem trudnym. Być może takim utworem mogło być “Face of God”, ale panowie przesadzili z długością i powtarzaniem refrenu. Być może “Magic Mountain”, ale tutaj znów za dużo zbędnych kombinacji.

“Encyclopedia” to prawdopodobnie pożegnanie z The Drums. Powtarzanie tej samej melodii nie ma większego sensu, a nowe pomysły okazały się znacznie słabsze od poprzednich. Coś się wyczerpało, ale mimo wszystko, zespół będę wspominał miło. Niewielu współczesnym kapelom udało się przecież nagrać tak proste, ale jednocześnie świetne piosenki jak  “Let’s Go Surfing” czy “Money“.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 6,14 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.