20.08.2012 15:00

Autor: Katarzyna Borowiec

The Deadly Syndrome – “All in Time”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


The Deadly Syndrome – “All in Time”
wyd. własne/2012

Niepostrzeżenie.

Ci, którzy zachwycają się twórczością The Deadly Syndrome, narzekają jednocześnie na to, że zespół jest niedoceniany. Niewystarczająco wielu o nim słyszało, drugą i trzecią płytę muzycy musieli wydać samodzielnie, nie mogą się z tej działalności utrzymywać. Nie dzieje się tak jednak bez powodu, a nowy album raczej tego nie zmieni.

The Deadly Syndrome to zespół z Kalifornii. Panowie tworzą piosenki elektroakustyczne (lub raczej akustyczno-elektroniczne, w których brzmienie gitary jest delikatnie urozmaicane przez inne dźwięki) i okołofolkowe, pełne melancholijnego rozgoryczenia, przyprawione odrobiną patosu. Nie są to kompozycje niemiłe dla ucha, teksty, które zawodzącym głosem śpiewa Christopher Richards są na ogół zgrabne i ciekawe, a mimo tego nie można o nich powiedzieć za wiele dobrego. Nie można ich też porządnie skrytykować – są zaskakująco nijakie. Na trzeciej płycie podobnie jak na poprzednich dwóch.

Album otwiera mocne uderzenie gitar elektrycznych w “Demons”. W marszowym rytmie wokalista przekonuje forget all the shit you used to talk about. Jest to nieco milsze powitanie niż why don’t you just fuck off and die z poprzedniego wydawnictwa, “Nolens Volens” (2010), ale nastrój się nie zmienia – nie ma próby żartu na miarę tytułowego kawałka z debiutanckiego “The Ortolan”. Głos Richardsa urozmaicają damskie wokale w tle “Spirit of the Stairs” i singlowego “Whatever Comes Our Way”. Śpiewają Angie Correa (Correatown) oraz żona klawiszowca i perkusisty, Michaela Hughesa, Jenni Tarma. Podniosłe utwory, w tym najbardziej “It’s a Mess” brzmią jak Arcade Fire, a inne, jak “Maine”, przypominają kawałki Wolf Parade. Skąd u zespołu z Kalifornii tyle Kanady, nie wiadomo; dla zrównoważenia butlerowsko-boecknerowski wokal Richardsa zalatuje również momentami Isaakiem Brockiem z Modest Mouse.

Zbytnie podobieństwo do innych twórców nie może być jednak mocnym zarzutem wobec The Deadly Syndrome, chociażby z tego względu, że mariaż tych dwóch kanadyjskich zespołów nie jest taki oczywisty – ich brzmienie dzieli spory dystans. Kalifornijski kwartet brzmi lepiej, kiedy produkuje muzykę surowszą. W “Fine On Your Own” okazuje się, że Richards i gitara akustyczna tworzą całkiem urokliwą parę. W “Heavy Foot” została ona ciekawie urozmaicona niepokojącymi, buczącymi dźwiękami . Mimo wszystko wciąż brakuje na tej płycie czegoś, co utrzymałoby uwagę słuchacza. Ciężko jest cokolwiek zapamiętać po pierwszym przesłuchaniu, a i po dziesiątym nie jest wiele lepiej. Odnoszę wrażenie, że nawet jeśli po długotrwałym obcowaniu z tą płytą nieco się zaprzyjaźniliśmy, za miesiąc i tak nie będę z niej nic pamiętać.

Spośród tysiąca płyt wydanych w tym roku “All in Time” nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nie da się jej kochać ani nienawidzić, polubić trudno, skrytykować niewygodnie. Syndrom z nazwy zespołu to chyba śmiercionośna nuda.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (1 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.