13.11.2014 12:00

Autor: Michał Stępniak

Taylor Swift – “1989″

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Taylor Swift – “1989″
Big Machine/2014

Na nowej drodze.

W czasie przesłuchiwania “1989″ podkusiło mnie, by sprawdzić w paru dużych portalach internetowych, co też “weseli polscy komentatorzy” piszą o Taylor Swift. Opinie o artystce szczególnie mnie nie zaskoczyły. Można więc przeczytać, że Swift beznadziejne ma piosenki sama jest irytująca wiec na czym polega jej fenomen skoro ani charakter ani talent nie powala uroda zreszta tez nie czy Taką ‘muzykę’ to każdy głupi potrafi stworzyć. Nawet pijany w sztok zrobiłby to lepiej. Mój ulubiony komentarz natomiast brzmiał: Następna potrafiąca, która zaśpiewa dobrze jak jej wyjdzie raz na rok. Po co te wpisy przywołuję? Po pierwsze, niech posłużą jako forma antytezy. Po drugie, nie jestem w stanie, nawet w minimalnym stopniu, zaproponować czegoś na kształt tak “błyskotliwego hejtu”. Taylor Swift wreszcie zrobiła bowiem to, co zrobić powinna już dawno. Zachwyciła.

Mimo że wiele osób zdawało się nie wierzyć w tak rewolucyjną zmianę, stało się. Oto Taylor Swift ostatecznie dała sobie spokój z muzyką country. Było to dla wielu o tyle dziwne, że obranie tej ścieżki przyniosło jej, oprócz popularności, sporo nagród (siedem statuetek Grammy). Na poprzednim “Red” artystka wprawdzie wysyłała już pewne sygnały i zbliżała się do popu, ale wydawało się, że to tylko taka mała odskocznia. Nic z tego. Nashville żegnaj! Taylor wymyśliła sobie teraz, że totalne odcięcie się od przeszłości i poszukanie szczęścia w muzyce pop będzie doskonałym rozwiązaniem i ja tę myśl bym chętnie pogłaskał. Rezultatem jest najlepsza płyta w jej dotychczasowej karierze i jedna z najciekawszych produkcji w tym roku.

Na “1989″ mamy pop w odmianie nieco nastolatkowej (kłania się momentami “pyskata skejciara” Avril Lavigne), ale nie spod znaku wieś tańczy i śpiewa, komputerek… Wsłuchując się w podkłady, niekiedy dość zaskakujące skojarzenia przychodzą na myśl i np. założę się, że “Wildest Dreams” bez wokalu sprawiłoby radość wielu uczestnikom snobistycznych imprez. Swift to kolejna artystka, która zwraca się w stronę lat 80., ale robi to z dużą dozą uroku, której brakuje jej podobnym. Szukając bardziej współczesnych odpowiedników,  zdarza się jej brzmieć jak lepsze wydanie Charli XCX (“Bad Blood”), Robyn (“Welcome to New York”), Lorde (“I Know Places”), Katy Perry (“Blank Space”), Lany Del Rey (“Wildest Dreams”) czy nawet Haim (“I Wish You Would”). Wyróżniające jest to, że na “1989″ nie ma mowy o typowej, sprawdzanej już wielokrotnie, strategii dwóch dobrych przebojów i wypełnienia albumu typowym średniactwem czy utworami, których słuchać nie sposób. Tutaj problem polega na czymś totalnie odmiennym. Nie mam pojęcia, jaką metodą będą wybierane kolejne single, bo potencjalnych przebojów jest tutaj trzynaście (uwzględniając jedynie podstawową część płyty). Losowanie, gra w butelkę, “papier, nożyce, kamień” mogą być jakimś rozwiązaniem.

Dylematem w tego rodzaju muzyce pozostają liryki, ale i na to znaleziony został “złoty środek”. Taylor Swift pozostaje wierna tematyce związków uczuciowych, ale nie porusza się w naiwnych, przepełnionych infantylizmem, rejonach. Nie jest kobietą, która większą część czasu poświęca na marzenia o jedynym księciu, a raczej obraca się w tematyce, którą dobrze charakteryzuje fragment: Oh my God, look at that face / You look like my next mistake. Pięć lat starsza Katy Perry mogłaby się wiele nauczyć.

Zacząłem recenzję od komentarzy internautów i może wypada oddać jeszcze jednemu głos. Tajemniczy osobnik pisze: I to jest przykre, że się coś takiego może podobać. Jeden z moich kolegów powiedział natomiast, że to gorszące, iż Taylor Swift dołączyła do grona gwiazd pop, które poważam. Nic na to nie poradzę. Słuchając “1989″ czuję się usprawiedliwiony, że sprawiam przykrość i gorszę. Wspaniała płyta, a haters gonna hate, hate, hate, hate.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (19 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.