27.08.2014 09:00

Autor: Szymon

Tauron Nowa Muzyka 2014 – relacja cz. 2

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Tauron Nowa Muzyka 2014 – relacja cz. 2

Prawdziwy ślunski kosmos!

Miałem zamiar wyjść na kolejny spacer po Księżycu, ale w końcu dotarło do mnie, że choć trochę w kosmosie, to jestem jednak na Śląsku. W dodatku, czego już zupełnie się nie spodziewałem, zaczął mi się po prostu podobać. W Katowicach odkryłem kolejne drogocenne złoża, alternatywne źródła energii i zobaczyłem na własne oczy jak wygląda strajk. Na koniec wybrałem się na koncertową Barbórkę i dowiedziałem się co znaczy słowo “klopsztanga”. To już był prawdziwy ślunski kosmos!

Młodzi do pracy.

W sobotę wszystko znakomicie się układało. Co sobie pomyślałem, to się spełniało. Katowice chyba z wyprzedzeniem odwzajemniły uczucie jakie wewnątrz mnie dopiero kiełkowało. Wkroczyłem na teren festiwalu pełen werwy i od razu pobiegłem na koncert Brytyjczyków z Years & Years. Młodzi muzycy nie musieli ciężko pracować na swój sukces i spotkali się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem w Polsce. Chwalili się, że największa ilość ich fanów na Facebook’u pochodzi właśnie z naszego kraju. Niechętnie schodzili ze sceny po tym jak zagrali swój największy hit “Real”. Muzycy kilkukrotnie wracali pojedynczo, żeby zrobić telefonem komórkowym zdjęcie rozochoconego tłumu. Nie do końca wierzyli w to, co się właśnie wydarzyło. Po koncercie grupa największych fanek piszczała przy barierkach i jeden z członków zespołu pomachał ręką, aby podeszły do wejścia wiodącego na backstage. Co mogło się dziać dalej pozostawiam już wyobraźni.

Na Śląsku odkryto kolejne pokłady węgla.

Podczas showcase’u wytwórni Hyperdub od godziny dwudziestej za gramofonami fedrował Ros wspierany wokalnie przez wyglądającego jakby dopiero co wyszedł z kopalni, legendarnego MC Conrada (ciemnoskóry MC pod czarną kurtką miał tego samego koloru t-shirt). Wydobyli razem solidną dawkę drum’n'bassu. Myślę, że zapasu tego gatunku muzyki starczy mi przynajmniej na dwa lata. Mroczne i syntetyczne kompozycje przeplatane były tymi bardziej przestrzennymi i instrumentalnymi. Szerokie spectrum połamanych dźwięków i hipnotyzujący wokal MC Conrada spowodowały, że pod powierzchnią Nowego Muzeum Śląskiego nieoczekiwanie pojawiły się nowe pokłady węgla. W bieganinie między scenami trafiłem na chwilę do Carbon Atlantis – gigantycznej galerii i przestrzeni muzyki eksperymentalnej sięgającej w głąb ziemi (żeby dostać się w pobliże sceny trzeba było pojechać ruchomymi schodami ze trzy piętra w dół). Na każdym kroku nowoczesność mieszała się z surową kopalnianą architekturą.

Zaniedbane budynki zdawały się w sposób doskonały koegzystować z tymi nie tak dawno temu oddanymi do użytku. Najbardziej zauroczyła mnie festiwalowa kawiarnia usytuowana w pomieszczeniu dawnego garażu lub warsztatu mechanicznego. Był to jednak tylko przystanek w drodze na Red Bull Music Academy Stage.

Energia w najczystszej postaci.

Występ z pogranicza DJ-setu i live actu brazylijskiego duetu Elekfantz dostarczył na Śląsk dodatkowej energii (nie umniejszając roli głównego sponsora imprezy). To w dużym stopniu dzięki nim Katowice jaśniały tego wieczoru na festiwalowej mapie Polski. Zwabił mnie rozpoczynający show “She Knows”, a potem każda kolejna kompozycja Leo Piovezaniego (profesjonalnego muzyka) i Daniela Kuhnena (DJ-a) zbliżały mnie do gwiazd. Zachwycił mnie “Wish” skomponowany przez Elekfantz w hołdzie mistrzowi bluesa Muddy’emu Watersowi, ucieszyła klubowa reinterpretacja “Love Song” z repertuaru The Cure i poddałem się całkowicie ich muzyce słuchając “Surrender”. Jeszcze sporą chwilę po zakończeniu brazylijskiej imprezy pod Red Bull Music Academy Stage chodziłem po terenie Nowego Muzeum Ślaskiego i śpiewałem w kółko “I Love This City”! Bo przecież nie da się nie kochać Katowic.

Strajk na kopalni.

Charyzmatyczna szwedzka wokalistka Elliphant mogłaby spokojnie stanąć na czele strajku. Co więcej, bez większych problemów, szybko i skutecznie zagwarantowałaby spełnienie wszystkich postulatów niezadowolonych górników. Bez trudu przekonała do siebie też część zebranej w Katowicach publiczności, która parła w kierunku sceny jak na promocję w supermarkecie. Nie brakowało jednak też osób uciekających w popłochu z namiotu, w którym mieścił się Main Stage. Niestety Ellinor Olovsdotter było jednak bliżej do agresywnej M.I.A. (obie mają najwyraźniej w Polsce swoja publiczność), niż do walecznej MO. Mnie też odrzuciła taka postawa artystki. Choć odwróciłem się na pięcie i wyszedłem na zewnątrz namiotu, to przed całkowitą ucieczką zatrzymały mnie dźwięki “Down On Life” i kolejnego lekko funkującego elektronicznego utworu. Wziąłem Elliphant na dystans, usłyszałem kolejny tego wieczoru hit i zaspokoiłem swoją ciekawość.

Różowa Barbórka.

Około północy zaczął w Katowicach padać deszcz. Miasto płakało chyba ze szczęścia, ponieważ na festiwal Tauron Nowa Muzyka przyjechało na prawdę wiele osób. Prognoza pogody, którą sprawdziłem przed wyjazdem z Krakowa spełniła się co do minuty. Zmieniające się warunki atmosferyczne trochę mnie wybiły z uderzenia (przecież przed chwilą był jeszcze środek lata!) i nie byłem w stanie sforsować zatarasowanego wejścia na Wigwam Stage (dzień wcześniej nazywała się Littlebig Stage), gdzie o północy rozpoczęli koncert Pink Freudzi. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Występ Kelis obserwowałem na Main Stage spod samych barierek (zresztą zaraz za mną stała Maja Sablewska). Na zewnątrz lunęło i szybko namiot wypełnił się po brzegi. Gwiazda wieczoru aspirująca do roli soulowej diwy kazała publiczności chwilę na siebie poczekać. Bal zaczął się jednak z przytupem. Kelis ubrana w różową sukienkę (przypominała nieco ciastko z kremem) zaśpiewała przebojowy “Trick Me”, czym od razu zrównała sobie publiczność. Potem w “Jerk Ribs” usłyszałem wszystkie towarzyszące wokalistce instrumenty (trąbka!). Ta muzyka naprawdę żyła. Później publiczność zaśpiewała z Kelis “Happy Birthday” dla gitarzysty Pita i nastąpił ciąg dalszy muzycznych kulinariów. “Friday Fish Fry” było wysmażone i dosmaczane tak dobrze, jakby sam Lenny Kravitz je przyrządzał. Dostałem to, czego chciałem. Na deser Kelis zaśpiewała “Milkshake”. Świętowanie kontynuowano przy tanecznym disco-funky “4th of July”, które w wersji koncertowej, ku mojej uciesze, zostało wypatroszone z elektroniki. Niemal nie poznałem kompozycji jakże odmiennie zagranej i zaśpiewanej niż wersja oryginalna. Na koniec wybrzmiała “Acapella”, którą amerykańska wokalistka wykonała z pomocą publiczności. Miałem wrażenie jakby koncert nagle urwał się w połowie. Po czterdziestu pięciu minutach Kelis wraz z towarzyszącymi jej muzykami zeszła ze sceny i poczułem dziwny niedosyt, podobny do tego, jaki pozostał po openerowym koncercie The Black Keys.

Powrót na ziemię.

Niedługo później zostałem zmuszony do awaryjnego lądowania (festiwal niestety zmierzał już ku końcowi), podczas którego nieco się poobijałem i niezbędny był zabieg na otwartym sercu. Podjęli się go muzycy ze Skalpela. Poddany miejscowemu znieczuleniu doskonale widziałem, jak byłem przez nich nacinany, operowany i zszywany. Otaczał mnie nowoczesny jazz, wyszukane sample i elektronika nie z tego świata. Wymienione elementy w połączeniu ze scenicznym rozmachem na miarę Moderata (wizualizacje i ekrany z grafikami) i muzycznym kunsztem DJ Krusha to była swego rodzaju medytacja, która przyniosła ulgę i wyciszenie. Otaczający mnie ludzie wiedzieli dokładnie w jakim celu przybyli pod Wigwam Stage. To, co usłyszałem było po prostu prawdziwe i piękne. Muzycy Skalpela dokonali bardzo precyzyjnego chirurgicznego cięcia, które ułatwiło mi rozstanie z festiwalem Tauron Nowa Muzyka i pozwoliło na płynne przejście do rzeczywistości. Zaiste rzadko spotykane zjawisko.

Szymon Matlak

fot. Mateusz Kozina

Friday Fish Fry




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.