07.08.2016 13:57

Autor: Katarzyna Borowiec

Taniec z gwiazdami – relacja z Off Festivalu dzień 2

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | | | |


Taniec z gwiazdami – relacja z Off Festivalu dzień 2
06.08.2016/Katowice

Wszystkie strony piękna.


Pierwszego dnia festiwalu niewiele występów wzbudziło mój entuzjazm, ale nie chciało mi się wierzyć w to, że Artur Rojek zaplanował prawie same nudy – no i oczywiście już w sobotę przekonałam się, że nie ma źle, Off jest dalej Offem. Prawie co drugi koncert krzesał euforię z publiczności, a jeśli nawet nie spotykałam czegoś przyjemnego dla ucha, to było to przynajmniej ciekawe poznawczo.

Zaczęło się od mocnego uderzenia z Goat. Wydawać by się mogło, że już raz tutaj byli, a chętnie zobaczyłabym ich, bo tamtym razem wybrałam (jako jedna z garstki) genialnego Erica Copelanda z mego ukochanego Black Dice. Ale to nie ta sama koza – tym razem przyjechali do nas panowie z Japonii. Wizualnie może takiego szału nie robią, ale muzycznie pozamiatali. Mocne, gitarowe granie z jazzową psychodelą.

Z jazzem bawili się także Taxiwars, ale na tyle nieprzekonująco, że wkrótce porzuciłam ich na rzecz chłopaków z Fidlar, których już raz miałam okazję posłuchać na żywo. Panowie grają bardzo sympatyczny, punkowy, garażowy lo-fi. Piosenki o tym, co w życiu ważne – miłości i pieniądzach, a raczej ich braku, o piciu i nieszczęściu, w skocznym, radosnym wydaniu. Masa świetnej zabawy doprawiona porządnym gitarowym graniem. Po zabawie w pierwszych rzędach i reakcji na zakończenie koncertu wnoszę, że nie tylko mi się podobało.

Pierwszą ciekawostką przyrodniczą byli Islam Chipsy & EEK, jak się później okazało, z powodu olewczości Wileya, podwójna gwiazda wieczoru. Podziwiam panów już za sam pomysł na skład – dwie perkusje + syntezator. To egipskie trio brzmi trochę jak szalone wnuki występujących dzień wcześniej Master Musicians of Jajouka – arabskie rytmy w wydaniu Atari. Lider z pasją grzmoci klawisze, perkusiści dotrzymują mu kroku z oszałamiającymi rytmami. Impreza na 102, choć kawałki ciągną się jak mordoklejki i całość może się szybko przejeść.

Żeby nie było, że cudze chwalicie i chodzicie tylko na wesela bliskowschodnie, to na Offie pojawił się dla równowagi w przyrodzie Janusz Prusinowski ze swoją kompanią. To, co najlepsze z polskiego folku podane w surowej, dawnej formie, czyli w efekcie bardzo przyjemna wiejska potańcówka z nutką melancholii. Pięknie to panom wyszło i owacje dostali niezgorsze.

Potem na głównej pojawili się Lush, czyli shoegaze w żeńskim wydaniu. Skład wrócił do grania w 2015, zapewne na fali nostalgicznych powrotów do płyt z lat 90., i radzi sobie świetnie. Nietypowy, bo nie ginący w gitarowej zamieci wokal Emmy Anderson pięknie brzmiał na tle riffów i przesterów pozostałych muzyków, było też trochę nowego materiału. Później na dawnej scenie leśnej, a obecnej Electronic Beats, rozgościli się Jaga Jazzist, zapraszając do tańca tym, czego można spodziewać się już po samej nazwie, czyli energetyczną mieszanką jazzu i elektroniki.

W namiocie eksperymentalnym tymczasem kolejny pomysł alternatywny – Ata Kak. W 2012 na scenie głównej Off Festivalu pojawiło się pewne kuriozum – Awesome Tapes from Africa, czyli pan puszczający na scenie taśmy z Afryki. Teraz wreszcie mamy nieco sensowniejszą sytuację, czyli wykonawca, którego muzykę w zachodnim świecie wydała wytwórnia Awesome Tapes from Africa pojawia się osobiście, aby zapoznać nas ze swoją twórczością bezpośrednio. Ata Kak to sympatyczny starszy pan o kocich ruchach i wielkiej energii. Jego muzyka meandruje od radosnego pop-funku do czegoś w okolicy hip-hopu. Pierwszym utworem porwał do tańca, kto dał się wciągnąć, pewnie nie żałował, ja zastanawiałam się, w jakim języku wykonywane są rapsy (niestety research internetowy do tej pory nie przyniósł rezultatu), które brzmiały w polskich uszach dosyć zabawnie i trochę losowo.

Wreszcie na scenie głównej pojawiła się absolutna perełka sobotniego line-upu, pierwotnie zaplanowana do namiotu eksperymentalnego, przeniesiona na miejsce GZA. Jambinai to koreański post-rock, będący wszystkim, czym jest najlepszy post-rock, czyli zmasowanym atakiem gitarowej energii przeplatanym falującymi muzycznymi krajobrazami, i czymś jeszcze więcej – a to dzięki połączeniu klasycznego instrumentarium z muzyką koreańską. Oprócz gitary elektrycznej i basowej oraz perkusji mieliśmy okazję usłyszeć jeszcze piri, haegeum i geomungo. To pierwsze to coś w rodzaju fletu – grał na nim lider, Lee Il-woo. To drugie – coś w stylu skrzypiec, instrument trzymany pionowo, z dwoma jedwabnymi strunami i szerokim smyczkiem na stałe umieszczonym pomiędzy nimi, którym operowała Kim Bo-mi. Najpiękniejszy był instrument trzeci – leżąca cytra dająca ponury, mocny dźwięk, na której cuda wyczyniała Sim Eun-yong. Koreańczycy, zakochani w Polsce, w której już mieli okazję występować, zagrali materiał z najnowszej płyty, “A Hermitage”, jak i starszy materiał. Całość robiła piorunujące wrażenie, roztaczając apokaliptyczne wizje, a potem kołysząc w pełnych pasji, delikatnych utworach.

Najmocniejsze Electronic Beats na przechrzczonej scenie leśnej zaprezentował islandzki GusGus. Fani, którzy zakochali się w ich bujającym trip-hopie byli mocno rozczarowani koncertowym składem. Panowie zagrali bowiem set idealny do ćwiczeń gimnastycznych i aerobiku – przepełniony wyrazistymi, wkręcającymi się w żyły rytmami. Disco, elektro, potańcówka i podrygiwanie do beatu. A na koniec – Mgła, bo niestety nie udało mi się doczekać i sprawdzić, co ma do zaprezentowania Fumaca Preta. Metal z growlem, z którego udaje się czasem wychwycić słowa (dla nieosłuchanego w tych klimatach ucha raczej niesamowitość) pełen opętańczo szybkich uderzeń. Pewnie fajne, ale nie dla mnie, w kwestii nieokiełznanego hałasowania czekam na dzisiejsze Lightning Bolt.

Katarzyna Borowiec
fot. Anna Lenarcik




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.