17.10.2012 08:12

Autor: Ewelina

Tame Impala – “Lonerism”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Tame Impala – “Lonerism”
Modular Recordings/2012

Lepiej niż na debiucie. Można? Można.

Zdarzały się już w tym roku wyczekiwane “drugie płyty”. Jednym wyszły one lepiej, drugim gorzej. Generalnie “szału nie było”. Jednak przyszła kolej na australijski zespół, który albumem “Lonerism” przerwał tę tendencję. Po bardzo dobrym debiucie ciężko jest przebić się z czymś jeszcze lepszym, bardziej świeżym, ciekawym. Jeszcze ciężej jest sprostać oczekiwaniom fanów, którzy żądają wręcz kontynuacji płyty, a krytycy chcą być zaskakiwani. Jak znaleźć złoty środek?

Tame Impala ma na to sposób – robić swoje, czerpiąc garściami zewsząd. Album nagrywany był bowiem w wielu różnych miejscach podczas trasy koncertowej zespołu i już pod koniec 2011 roku cały materiał został odstawiony do mixu i masteringu. Zdarzało się, że gitara była nagrywana w Wiedniu, a wokal w samolocie do Londynu, jednak większość materiału została nagrana w domu Kevina Parkera. Na płycie znajduje się też wiele ambientowych dźwięków, które Parker nagrywał na dyktafon. Jay Watson powiedział, że na “Lonerism” jest ogólnie – mnóstwo wszystkiego. I nie ma tu mowy o przeroście formy nad treścią czy też nadmiarze czegokolwiek. Panuje tu psychodeliczna harmonia.

Na “Innerspeaker” (recenzja) momentami brakowało mocy i siły przebicia, ale ciągle był to niesamowicie interesujący i wciągający album. Na swojej drugiej płycie muzycy pokazali, że może być jeszcze ciekawiej, dodając do tego ogromną dawkę energii. Całość oscyluje pomiędzy psychodelicznym rockiem a popowymi melodiami, które wciągają słuchacza w inny świat. Dużo tu rock’n'rolla, nawiązań do lat 60., 70. i eksperymentów. Pulsujące gitarowe riffy przeplatają się ze świetnymi zmianami tempa tworząc spójne, ale śmiałe kompozycje.

Album rozpoczyna się dość jednostajnie – te same, rytmiczne uderzenia, powtarzające się szeptane I gotta be above it i w końcu trochę wokalu. Dalej jest tyko lepiej. W “Endors Toi” słychać ciekawe perkusyjne zestawienia połączoną z ładną linią basową. Od dłuższego czasu znany nam utwór “Apocalypse Dreams” to mieszanka różnych rytmów z pianinem i przesterowanymi gitarami. “Mind Mischief” jest bardziej przejrzysty, a “Feels Like We Only Go Backwards” to spokojny utwór z niesamowitym klimatem. Ostatni utwór “Sun’s Coming Up” różni się od reszty, a to za sprawą braku perkusji i basu.

Niemal każdy utwór broni się tu z osobna. Każdy mógłby być singlem i zbierać pochlebne recenzje. Album brzmi również świetnie jako całość – nieco onirycznie, pseudo-elektronicznie, ale wciąż bardzo świeżo. Brzmienie “Lonerism” po prostu magnetyzuje. To płyta, przy której nie sposób się nudzić nawet przy dziesiątym z rzędu przesłuchaniu. Oby pomysły Kevina Parkera nigdy się nie skończyły.

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (28 głosów, średnio: 8,46 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.