19.08.2014 09:10

Autor: Maria

Sziget Festival – relacja z pierwszych dwóch dni festiwalu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | |


Sziget Festival – relacja z pierwszych dwóch dni festiwalu
Budapeszt/11-18.08.2014

Sziget to nie festiwal, Sziget to styl życia.

Powiedzieć “ale tam ładnie!” to jakby nic nie powiedzieć. Nie dość, że miasto Budapeszt jest piękne, to jeszcze rozgrywa się tu jeden z największych w Europie festiwali. Cała wyspa, 108 hektarów parku, pokryta jest mniejszymi i większymi scenami, straganami gastronomicznymi, wszędzie zza krzaków wystają namioty, bo nie ma wydzielonej strefy na pole namiotowe. Wszystkie alejki obwieszone są lampionami, dzięki temu rozpoznajesz drogę do swojego namiotu, a w nocy masz pewność, że nie trafisz do cudzego (przynajmniej takie jest założenie). Siatki wyznaczające granice obwieszone są ogromnymi zdjęciami z poprzednich edycji festiwalu. Na wyspę prowadzi wąski most, specjalnie na jeden tydzień w roku obwieszony flagami (notabene, jak pół miasta!) i tabliczkami z powitaniami w różnych językach. Przejście przez most jest jakby symbolicznym przystąpieniem do udziału w imprezie, choć z zewnątrz wyglądamy zapewne jak banda kolorowych imigrantów. Stąd na końcu mostu wielki napis “Welcome to Island of Freedom”, a od tej pory wszyscy jesteśmy “Szitizens” (w węgierskim “sz” czytamy jako “s”, więc wszystko brzmi poprawnie politycznie).

Sziget to festiwal międzynarodowy przez duże “M”. Nie chodzi tylko o gwiazdy zapraszane z całego świata, od Ameryki, po Azję, od Norwegii, po Chile. Na uliczkach brzmią wszystkie języki świata, z każdym (serio! Każdym!) porozumiesz się bez problemu po angielsku, na Flag Party pojawiały się nawet flagi tak odległych krajów jak Nowa Zelandia, Egipt czy Brazylia. Międzynarodowość słychać też w muzyce: scena główna przeznaczona jest na gwiazdy zarówno światowe, jak i węgierskie, jak pierwszego dnia The 1975 obok Leningradu, a później węgierska Tankcsapada. Ale Sziget to również – a może przede wszystkim – sceny mniejsze i liczniejsze: Blues Irish Stage, World Village Stage i wiele, wiele innych, gdzie grają zespoły przyjeżdżające tu zewsząd, od węgierskich grup folklorystycznych, po malijskich Bassekou Kouyate & Ngoni Ba – zespół grający afrykańskiego bluesa z wibrującym, hipnotyzującym rytmem. Wbrew pozorom, w każdym momencie pod każdą sceną jest tłum, ale nawet pod główną sceną nie czuć, że bawi się z tobą 415 000 osób. Oczywiście w pierwszych rzędach stali hardkorowi psychofani, ale nie ma mowy o dzikim tłumie i równie łatwo wyjść z tłumu, jak i w niego wejść.

Jak widać, pierwsze zachwyty nad festiwalem mogą odsunąć muzykę na dalszy plan. W sumie festiwalowicz sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla niego ważne: The 1975 na scenie głównej, warsztaty capoeiry czy opera i scena teatralna. Po nieudanym odbiorze koncertu na Orange Warsaw Festiwal, wybrałam występ grupy z Manchesteru i był to najjaśniejszy punkt pierwszego dnia wydarzenia. Świetne nagłośnienie, świetny kontakt zespołu z publicznością, a powitanie Matta słowami: “Będziecie tu siedzieć tydzień? Serio? Tydzień? Ale wy będziecie śmierdzieć!” -  bezcenne!

Już nie tak bezcenny był występ Queens of the Stone Age. Zespół bardziej sprawdza się na płycie niż na koncercie. Brzmi świetnie, ale poza tym nie ma nic innego do zaoferowania. W przeciwieństwie do Deadmou5e. Opening party z DL-em w roli głównej to jedna wielka impreza, pośród kolorowych świateł i płomieni. Godne rozpoczęcie 7-dniowej imprezy.

Ciąg dalszy nastąpi.

Maria Grudowska
Foto: 1., 2.Mohai Balázs, 3. Szemerey Bence




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.