21.04.2014 16:53

Autor: Weronika

St. Vincent – “St. Vincent”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


St. Vincent – “St. Vincent”
Republic Records/2014

Na karuzeli jest nudno.

Kiedy byłam mała, moja siostra cioteczna wypowiedziała dość dziwne zdanie: “Phill Collins jest tak irytujący, że aż chce mi się go słuchać”. Te słowa przyszły mi na myśl przy okazji albumu St. Vincent. Szala wahała się pomiędzy zaciekawieniem a zirytowaniem. W końcu jednak jedno z uczuć przeważyło na dobre.

Płyta zaczyna się od dźwięków przypominających jakiś przebój Jennifer Lopez, a do tego wchodzi niemniej irytujący wokal, który w refrenie powtarza non stop literę “o”. Sporo potrzeba odwagi, by przetrwać tę próbę. Mi jej zabrakło i tak skończyłam pierwsze przesłuchanie płyty. Za drugim razem zacisnęłam mocniej zęby, podczas gdy wokalistka popiskiwała w tle niczym umierający pingwin. Moja wytrwałość została poniekąd wynagrodzona, bowiem do tej dziwnej, popowo-elektrycznej mieszanki dołączyła gitara elektryczna, która dodała utworowi dość oryginalnego brzmienia.

Kolejny utwór (“Birth in Reverse”) idzie za disco-rockowym ciosem i wychodzi to całkiem nieźle. Jest szybko, melodyjnie, a na koniec nawet trochę psychodelicznie. Przymykam uszy nawet na tekst psy będą szczekać, niech szczekają / ptaki będą świergotać, niech świergoczą. Lecz szala znów przeważa na “nie” po następnym, super nudnym utworze, w którym refren to ta sama (sic!), powtarzana w kółko litera “o”. Jedyne, co da się uratować z tego tonącego statku to bas, który zasługuje na uwagę. Znowu jestem dobrze nastawiona do St.Vincent, kiedy nadchodzi utwór “Huey Newton”. Odkrywam w nim moją starą pasję do szwedzko-polskiej piosenkarki Anji Garbarek (kto nie zna, to polecam). Głos wokalistki Annie Clark, który jak dotąd miał ogromne trudności z przybraniem formy i charakteru, odnalazł tu swoją niszę. A na dodatek, pozornie wyciszonemu utworowi, znowu dodaje pikanterii gitara elektryczna.

Wykończona tą jazdą na karuzeli, która sprawia, że nie mogę ani pokochać, ani znienawidzić tej płyty, kręcę się dalej, by podjąć w końcu decyzję. I mimo ciekawych instrumentów dętych w “Digital Witness”, melodii wpadających od czasu do czasu do ucha, na albumie St. Vincent są utwory nie do strawienia i ogólna szala przeważa na nie. Najgorszym grzechem tego wydawnictwa jest jednak głos wokalistki, który mimo że profesjonalny oraz dopracowany, nie pozostawia w głowie najmniejszego śladu. Piosenki, niczym partia ping ponga, odbijają się od jednego stylu do drugiego, uciekając przed zaszufladkowaniem, lecz to za mało, by okrzyknąć je oryginalnymi. Mimo mnogości instrumentów, różnorodności zabiegów, na płycie St. Vincent zieje artystyczną pustką.

Weronika Makowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 5,93 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.