21.05.2012 07:00

Autor: Marek Pawłat

Spiritualized – “Sweet Heart Sweet Light”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Spiritualized – “Sweet Heart Sweet Light”
Double Six Records/2012

Muzyka rodząca się w bólach.

Jeśli według Jasona Pierce’a poprzednia płyta Spiritualized “Songs in A&E” była dziełem diabła, to w takim razie kto pokierował w tak akuratny sposób piórem artysty, czego wyrazem jest album “Sweet Heart Sweet Light”? Zwyczajowo już, całość jest przesiąknięta tematyką bliską sercu człowieka kontemplującego sens ludzkiego życia, a jednocześnie zwalczającego nękające go problemy natury osobistej. Po wielomiesięcznych udrękach, udało się stworzyć muzykę, która okazuje się zwycięstwem nad wewnętrzną, psychiczną nieudolnością i przesłania cierpienie, jakie przechodziła jednostka Spacemana w drodze do fizycznego i duchowego uzdrowienia. W rezultacie jest to muzyka, która wlewa odrobinę nadziei we wszystkie bezwładne dusze oraz stanowi swoisty katharsis dla człowieczego psyche.

Pomimo wszelkich przeciwności, jakie spotkały artystę od czasów poprzedniego wydawnictwa, “Sweet Heart Sweet Light” emanuje pozytywną werwą, aurą spowitą uczuciem autentyczności emocji wyciekających z tej muzyki. Od początków istnienia podstawę twórczości Spiritualized tworzy songwriting, głęboko zakorzeniony w rock psychodeliczny lat sześćdziesiątych, ubarwiony elementami zaczerpniętymi z gospelu oraz naznaczony wybujałym instrumentarium, co przekłada się na kreowanie wolnej przestrzeni, czyli tak zwanego space rocka. O tym, że wierność tej formule popłaca, przekonać się można było na podstawie longplaya “Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space”, który do granic możliwości wyczerpał koncept wywoływania za pomocą urojonych dźwięków odmiennych stanów świadomości. Od tamtego czasu, Spaceman wraz z akompaniującymi mu muzykami, kontynuował kosmiczną podróż po bezdrożach ludzkiej natury. Gdzie zawędrował tym razem? Sedno sprawy sprowadza się do analizy zasadności misji, jaką wydaje się kierować Pierce. Niestrudzony artysta niejednokrotnie podejmował próby naszkicowania obrazu świata, jaki jest widziany przez niego spod różowych okularów, które jednak nie są aluzją do zbyt optymistycznego widzenia rzeczywistości, lecz odwołaniem do narkotycznych imaginacji otoczenia. Otoczenia, które w jego wizjonerskich widzeniach miało się charakteryzować umiłowaniem wszystkiego, co do niego należy. Jednakże tym razem uświadczamy czegoś na znak spowiedzi, żałowania za grzechy oraz chęci odpokutowania za minione niedoskonałości.

Osławiona w przypadku Spiritualized wolta stylistyczna jest jakby przykrywką dla entuzjastycznego charakteru kompozycji zawartych na tym albumie. W zasadzie niczego nowego tutaj nie doświadczamy – pełne uniesień, wzbogacane o orkiestrowe aranżacje i gospelowe chórki ballady, budują atmosferę podniosłości przekazu artystycznego. Gdzie indziej wspomniana psychodelia gęsto spowija elementy tradycyjności muzyki rockowej. A to wszystko w obliczu absolutnej instrumentalnej różnorodności, co od samego początku było czymś symptomatycznym dla ich twórczości.

Opener albumu w wykonaniu kwartetu smyczkowego zatytułowany “Huh? (Intro)” wygrywa główny motyw utworu “Life Is Problem”, który jest kwintesencją tegoż wydawnictwa, o czym nieco później. Następnie rozbrzmiewa singlowe “Hey Jane”, będące niepohamowanym rock’n'rollowym pędem, okraszonym kontrowersyjnym, pełnym przemocy teledyskiem z transwestytą w roli głównej. Powrót do space rocka w “Get What You Deserve”, niemiłosiernie dłużące się “Headin’ for the Top Now”, a także gospelowy chórek wspomagający Pierce’a w “I Am What I Am”, to fragmenty z pewnością niezawyżające wartości artystycznej tego albumu. Jednakże tym, co konstruuje wspomnianą swobodną przestrzeń są dźwięczne ballady, które swą ckliwością rzucają na kolana nawet niewzruszonych twardzieli. Cudownie popowe “Little Girl” tylko rozbudza apetyt przed kolejnymi tego typu kompozycjami. Upojne melodie rozbrzmiewające już w smyczkowym wstępie, rozlewają się na niespełna czterominutowe “Too Late”, upodobniające się do “Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space”. Następnie pianistyczne “Freedom” oraz “Mary” – powoli rozpędzające się do rozmiarów przenikliwej, psychodelicznej kanonady, budzącej niepokój wywołany przez huczne wołanie w kierunku tytułowej Mary. W tym momencie nadchodzi długi finisz, rozpoczynający się tak na dobrą sprawę już na samym początku… albumu, gdyż główny szkic “Life Is Problem” poznajemy już na wstępie “Huh? (Intro)”. Ta już w samym zamyśle przejmująca kompozycja, nabiera jeszcze większej pompatyczności z przyczyn bezpośredniego zwrotu Spacemana w kierunku Jezusa, z błaganiem o odpuszczenie grzechów oraz pośmiertne zabranie do nieba. Finałowe “So Long You Pretty Thing” to zasobnie ukonstytuowany utwór, zaśpiewany w towarzystwie młodocianej córki. Orkiestrowe aranżacje w połączeniu z uduchowionymi tekstami, znamionują o wewnętrznej ufności artysty w dobroć i sprawiedliwość świata bożego, ale niekoniecznie we własną przemianę.

Odpowiedź na początkowe pytanie nie jest prosta, lecz oczywiste jest powiązanie treści zawartych w tekstach niektórych utworów z personą Chrystusa. Odwołując się do samej muzyki, ciężko jest spostrzec przeszłe cierpienia artysty, gdyż “Sweet Heart Sweet Light” to dzieło pełne subtelnych melodii, które pieczętują triumf muzyki nad wszelakimi ludzkimi udrękami i słabościami. Wniosek z tego niezwykle prosty – muzyka rodząca się w bólach, dzięki inspiracjom życiowymi doświadczeniami wywołuje efekt autentycznej ekspresji emocji tłoczących się w artystach.

Marek Pawłat


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 7,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.