02.11.2013 17:21

Autor: Katarzyna Borowiec

▶ Songs: Ohia – “Hold On Magnolia”

Kategorie: Utwory, zagraniczne

Wykonawcy:


Songs: Ohia – “Hold On Magnolia”

Trzymasz moje ostatnie światło.

Chciałam napisać o Jasonie cały artykuł. Ale słucham go dopiero od niedawna – “Lioness” uderzyła mnie jak młotem na początku września. Tymczasem okazało się, że autor tych doskonałych piosenek (jeszcze jeden przykład – “Farewell Transmission”) nie żyje.

Na ironię zakrawa użycie przez moją redakcyjną koleżankę cytatu o szybkim odchodzeniu odnośnie dinozaurów jak Ray Manzarek czy Lou Reed. Nie, żeby ich śmierć nie była równie bolesna czy nie zasługiwali na szacunek. Jednak kiedy umierają takie sławy, słychać o tym wszędzie. Teraz chcę napisać o Molinie, bo zdążył odejść, zanim go poznałam i zapewne nie jestem przypadkiem odosobnionym.

Materiału do słuchania zostało nam mnóstwo, był twórcą niezwykle płodnym. Amerykanin, urodzony w stanie Ohio, na początku grał na basie w zespole heavy metalowym. Własne piosenki zaczął pisać pod różnymi pseudonimami: Songs: Albian, Songs: Radix, Songs: Unitas, w końcu w 1996 wybrał Songs: Ohia. Pierwszy album, pod tym samym tytułem, stał się kamieniem milowym działalności wytwórni Secretly Canadian. Do 2003 roku Jason Molina nagrał dziewięć płyt, czasami dwie albo nawet trzy w jednym roku, każda była zorganizowana według jednego tematu, który dokładnie rozumiał tylko on, każda miała niepowtarzalny i wyróżniający się klimat. Przy czym wszystkie jednoczyła wyjątkowa wrażliwość Moliny, jego pełen rozpaczy głos i charakterystyczna symbolika – walki światła z ciemnością, duchy, spadające gwiazdy, mapy, kwiaty, ptaki i księżyc. Przede wszystkim księżyc. Księżyc w oczach lwicy, księżyc ciemny, przynoszony przez północ, milczący świadek zmagań.

Za szczytowe osiągnięcie Moliny uważa się płytę “Magnolia Electric Co.” z 2003 roku. Później na Magnolia Electric Co. przemianował swój tworzony z rozmaitych muzyków zespół i pod tą nazwą nagrał jeszcze pięć albumów w latach 2005-2009 (w tym jeden koncertowy i jeden boxset). W międzyczasie nagrywał solo pod własnym nazwiskiem (trzy płyty wydane w latach 2004, 2006 i 2012).

W 2009 roku słuch o Molinie zaginął. Odwołano trasę, w którą miał jechać z Willem Johnsonem (w celu promowania wspólnie nagranej płyty “Molina & Johnson”). W końcu jego rodzina wydała oświadczenie, w którym prosiła również o pomoc finansową (zawiłości amerykańskiego systemu ubezpieczeń zdrowotnych). Okazało się, że Molina od dawna zmaga się z nałogiem. Jego zmęczony alkoholem organizm poddał się 16 marca tego roku. Miał 39 lat.

Alkoholizm to rodzaj powolnego samobójstwa, które nie ominęło kilku wyjątkowych twórców. Na myśl przychodzi od razu Townes van Zandt. Kiedy dowiedziałam się, że nowo odkrytego wykonawcę spotkał ten los, przypomniał mi się marcowy wieczór w roku 2010, kiedy Mark Linkous (Sparklehorse) strzelił sobie w serce. I odczułam ulgę, że śmierć Moliny w pewnym sensie mnie ominęła. To boli jak diabli pisał Stephen Thompson 18 marca, wyrażając emocje wielu fanów.

Muzyka Jasona Moliny jest nieco mroczna, trochę depresyjna i mocno melancholijna. Ale to piosenki, których słuchanie pozostawia oprócz smutku jakąś przewrotną nadzieję. Ciemność jest w nich po to, żeby podkreślać światło. Sprawdźcie zresztą sami. Niech o Molinie pamięta jeszcze więcej osób.

Hold on, magnolia, I think it’s almost time.

Katarzyna Borowiec


Oceń utwór dnia:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.