17.03.2012 07:00

Autor: Maria

Sofa – “Hardkor i disko”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


Sofa – “Hardkor i disko”
EMI Music /2012

Dziwna to płyta. Na której jest i disko, i hardkor, i nie wiesz w końcu czego tam więcej. I jaki to ma sens.

Już od samego początku płyta pełna jest dziwactw i sprzeczności. Zaczyna się dźwiękiem pozytywki, raczej kojarzonym z usypiającym intro, niż początkiem płyty zapowiadanej jako hardkor i disko w jednym. Delikatny i powłóczysty głos Kasi Kurzawskiej miesza się tu z funkowym rapem i urywa w najmniej spodziewanym momencie, pozostawiając spory niedosyt, a przenosząc słuchacza natychmiast w strefę hardkoru. I to bez trzymanki. Zarówno pod względem psychodelicznie skonstruowanych zwrotek, żywcem jak soundtrack z filmu, jak i dużej dawki gitarowego uderzenia w refrenie.

Nawet ballady w wykonaniu Sofy są jakieś oderwane od rzeczywistości romantyczno – miłosnej, aby wpaść i zatracić się bez reszty w stylistyce reklamowej. Hej, daj mi ten sprej, zrobię ci włosy – może być hymnem miłosnym współczesnego pokolenia. XXI wiek ma niestety swoje prawa. Po którymś z kolei przesłuchaniu piosenki zaczęłam nawet szczerze wątpić, czy o miłość tu chodzi…

“Serpentyny i mydlane bańki” jest natomiast przykładem na tezę, że piosenki można pisać o wszystkim. I nie zawsze musi mieć to sens, prawie nigdy nie ma głębszego, ale często brzmi dobrze. Szczególnie jeśli tekst napisze Tomek Organek. Wtedy jest gwarancja, że tekst może i będzie o niczym, ale za to z polotem. Choć nie wolno mylić polotu z kiczem. A Sofa po brzegi wypełniona jest kiczem. Czasem do tego stopnia, że zastanawiam się, gdzie w przypadku twórców leży ta delikatna granica pomiędzy śmiesznym a słabym, i czy aby w moim prywatnym odczuciu już tej granicy nie przekroczyli. Obawiam się, że “Headlights” poszło za daleko. Przestery wokali przypominające bardziej krzyżówkę Justina Biebera z Usherem, tłusty bit i częsta zmiana rytmu… to nie na moje nerwy. W 4:13 zmieściły się chyba wszystkie, nawet najbardziej odbiegające od siebie stylistycznie pomysły zespołu. I wyszła z tego mieszanka dla słuchaczy o mocnych nerwach. I taki styl panuje już do końca płyty.

Tak, jak na okładce jest jakieś monstrualne multizwierzę poskładane z różnych części innych zwierzaków, tak i w muzyce Sofy pełno wszystkiego: jest tłusty bit, są syntezatory, są gitary i jest wokal, zarówno Kasi – grzeczny i delikatny, jak i chłopaków – melorecytacja i zabawa własnym głosem. Przypomina to trochę youtube party na domówce u znajomych, gdzie ballady mieszają się z dubstepem, divy popu z rapem, w zależności od tego, kto na 3o sekund przejmie władze nad klawiaturą, a na koniec wszyscy śpiewają Whitney Houston.

Płyta nie spodoba się wszystkim. Może nawet nie wzbudzi zainteresowania dotychczasowych fanów Sofy. Przy pierwszym przesłuchaniu może wydawać się bardzo nierówna, właśnie przez wspomnianą wieloelementowość. Warto jednak wsłuchać się głębiej.

Maria Grudowska

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu.

Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.