19.01.2012 09:10

Autor: Katarzyna Borowiec

Snowman – “Absence”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Snowman – “Absence
Dot Dash/2011

O zespole topniejącym.

Snowman założyły cztery osoby, każda urodzona w zupełnie innym miejscu: w Londynie, na Islandii, w Indonezji i Gawatemali. Trzech mężczyzn i kobieta spotkali się w australijskim mieście Perth. Tam zaczęli razem grać, później przenieśli się do Londynu, gdzie powstała ich trzecia płyta. Kiedy nad nią pracowali, wiedzieli już, że to ostatnia.

Do nastroju “Absence” najlepiej pasowałaby mroczna opowieść o ciężkiej chorobie jednego z członków zespołu, ale na szczęście powody rozpadu grupy nie miały w sobie nic strasznego. Perkusista i basistka postanowili zająć się swoim nowo narodzonym potomkiem, a wszyscy razem uznali, że nie mają już wspólnie nic ciekawego do powiedzenia. Ten wniosek wydaje się mało przekonujący po wysłuchaniu materiału pożegnalnego.

“Absence” nie brzmi jak album zespołu, który powinien się rozpaść. Aczkolwiek oczywiście lepiej pozostawić po sobie dobre wspomnienia. Poprzednie dokonania grupy Snowman były inspirowane takimi wykonawcami jak Einstürzende Neubauten czy Boredoms, australijscy muzycy od początku byli zafascynowani noisem. Było to słychać na wydanej w 2008 roku płycie “The Horse, The Rat and The Swan” poświęconej tematyce apokaliptycznej. Nowy album nie jest tak agresywny jak poprzedni, wokalista, Joe McKee, nie krzyczy. Jednym z powodów zmiany byli podobno lońdynscy sąsiedzi, nieakceptujący hałasów w czasie ciszy nocnej.

Album jest więc w specyficzny sposób delikatny, choć nadal posiada charakterystyczne dla formacji mocne, plemienne rytmy. Cichsze są za to gitary, roztopione w elektronicznych dźwiękach, plumkaniu cymbałek i nawiedzonych wokalach – na “Absence” zamiast krzyku słychać szepty, wycia, głosy są zwielokrotnione, zniekształcone echem i pogłosem (zapowiedzią zwrotu w tym kierunku był kawałek “She Is Turning Into You”). Daje to efekt śpiewających duchów, tajemniczych zjaw, nieczytelnych wiadomości z zaświatów. Bardzo trudno jest dosłyszeć teksty, a strzępy, które jesteśmy w stanie wyłowić, nie pomagają w oswojeniu tych niepokojących dźwięków. Inside the belly of a big blue beast; sleepwalking; remember remember don’t feed the hyena…

McKee mówił, że nie chce nagrywać już muzyki, która sprawiałaby, że słuchacz czuje się źle. Że chce tym razem dać odbiorcom coś, dzięki czemu poczują się dobrze, pożegnalny podarunek. “Absence” z pewnością nie ma w sobie nic komfortowego, ale jej niesamowita atmosfera posiada hipnotyczny urok. Duchy nie wydają się groźne, są raczej smutne. Swoimi mantrami chcą nas ostrzec (przed hieną!), skontaktować się po raz ostatni ze światem, który muszą opuścić.

Twórczość Snowman ma w sobie sporo z Liarsów; wyróżnikiem jest z pewnością wokal. Punktami wspólnymi są estetyka dziwności, elementy noisowe, a przede wszystkim rytmika. Nie bez powodu ten album porównuje się z “Drum’s not Dead”, choć na “Absence” rytm bardziej przywodzi na myśl wymarłe plemię tańczące wokół zgasłego ogniska. To album o odchodzeniu, w każdym możliwym wymiarze; nawet z poszczególnych utworów odchodzą elementy: “Seance” w połowie zaczyna zupełnie się rozmywać, w “A” brakuje wokalu, w “Memory Lost” brak jest zaznaczony w tytule, a perkusja brzmi jakby rozstrzeliwała. Dźwięki wywołują poczucie znajdowania się w jakiejś nieokreślonej przestrzeni, wszystko rzeczywiście kojarzy się z nieobecnością. Płyta kończy się pogrążaniem w chaosie i hałasie, po duchach zostaje tylko szum, powoli zanikający przez ostatnią minutę.

Muzyką na tej płycie grupie Snowman udało się wyrazić treści trudne do opisania, uczucia, dla których często brakuje słów, stany, które trudno uchwycić w inny sposób. Zniknęli pięknie i naprawdę szkoda, że tego materiału nigdy nie będziemy mieli okazji usłyszeć na żywo; to byłby koncert jak seans spirytystyczny.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.