08.03.2012 20:48

Autor: Katarzyna Borowiec

Słów kilka o śpiewie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


Słów kilka o śpiewie
29.02.2012/Kraków, Rozrywki Trzy

Relacja z NO-STEP PARTY #2.

Jak wskazuje nazwa tego uroczego cyklicznego wydarzenia, jest ono organizowane w związku z najmodniejszym ostatnio gatunkiem muzyki tanecznej. “Jeśli słyszycie w klubie muzykę, która jednak utrzymana jest w tak  wolnym tempie i tak posępna, że jeszcze dekadę temu wygoniłaby ludzi z  klubu, to może być dubstep. Albo żałoba narodowa.” – tak obecne trendy skomentował Bartek Chaciński na łamach “Polityki”. Rzeczywiście, znalezienie w Krakowie jakiegoś klubu, gdzie z głośników nie sączy się najsmutniejsza muzyka świata jest, zwłaszcza po upadku schodów, delikatnie mówiąc niezbyt proste (w dodatku szykuje się zamknięcie kolejnego legendarnego miejsca, które posiada całkiem zacny dancefloor). Na pierwszym NO-STEP PARTY można było poszaleć przy dźwiękach – w pewnych kręgach - znanego, choć pojawiającego się sporadycznie i znienacka, duetu Cold Lady (a.k.a zimna suka). Świetnie poradziły sobie również grające później dziewczęta. Tym razem poszło trochę gorzej. Ale zanim o tańcach, tytułowa kwestia śpiewu, czyli będzie o koncertach.

Nieco mniej wyjątkową częścią NO-STEP PARTY są występy zespołów. Młodych polskich (często krakowskich) jak dotąd. Ten rodzaj zabawy jest już zdecydowanie łatwiej dostępny w królewskim mieście, łowca młodych talentów ma zazwyczaj sporo okazji do wyboru, szukać może w rozmaitych lokacjach, ostatnio nawet w Klubie Garnizonowym. W poprzednią środę w Rozrywkach wystąpiły, adekwatnie, trzy zespoły. Pierwszy z nich, Die Flöte, to w subiektywnym odczuciu autora tego tekstu, zespół grający całkiem sympatycznie. Ostatnio nastąpiła w nim zmiana na stanowisku wokalisty, co do której słuszności mam pewne wątpliwości. Drugi występował dla odmiany zespół warszawski, Lora Lie. I tu wypada wspomnieć o nagłośnieniu. Rozrywki Trzy to lokal spory, w którym lepsza muzyka leci zawsze na górze, gdzie niestety nie ma parkietu (ja bym do takiej tańczyła, czasem nawet próbuję, ale za dużo tam krzeseł i stolików zdecydowanie). Dolna część (typowy krakowski lokal piwniczny, czyli w dół wiodą schody dosyć śmiercionośne) Składa się z dwóch sal i aneksu szatniowego pośrodku (informacja praktyczna: szatnia płatna). W jednej sali znajduje się scena, w drugiej bar oraz głośniki, przez które emitowany jest dźwięk pochodzący z pierwszej. Opis ten nie służy tylko ćwiczeniu wyobraźni przestrzennej czytelnika; jest użyteczny w celu odnotowania pewnego fenomenu. Otóż w sali koncertowej dźwięki zlewają się ze sobą dosyć mocno, ciężko usłyszeć wokal (co bywa pozytywne, ale o tym później) i rozróżnić poszczególne instrumenty. Żeby lepiej słyszeć koncert należy udać się do drugiego pomieszczenia, aczkolwiek tam gromadzi się raczej publiczność znudzona, w celach konwersacyjnych. Może to skutkować zdezorientowaniem i/lub krążeniem pomiędzy salami, żeby czasem sobie posłuchać, a czasem popatrzeć. Obie te rzeczy są dosyć wskazane w przypadku występów Lory Lie, którzy nie tylko ładnie grają, ale i ładnie wyglądają. Zanim zdążyłam zażegnać konfuzję, na scenie pojawił się kolejny wykonawca, czyli zgodnie z planem Armando Suzette.

Według słów mózgu owego jednoosobowego projektu, Mateusza Tondery, był to pierwszy koncert w powiększonym składzie. Sam założyciel jest odpowiedzialny za wokal i klawisze, na basie grał Aleksander Margasiński, na perkusji Tomek Tondera. Na pochwałę zasługuje Rafał Pach, który obsługiwał gitarę elektryczną, wydając z niej dźwięki przykuwające uwagę pomimo ciężkich warunków odbioru. I tu dochodzimy do sedna problemu. Wokal. W ogóle odnoszę niemiłe wrażenie, że jest to bolączka znakomitej większości młodych polskich zespołów. I tym razem było źle. A nawet gorzej. Ciężko było zdecydować, czy lepiej oddalić się od dosyć nieprzyjemnego głosu pana wokalisty i utopić spowodowany nim przesycony bólem smutek w piwie, czy też pozostać w salce koncertowej, gdzie złe nagłośnienie tłumiło te okropne dźwięki, a do czego dodatkowo zachęcała wspomniana wspaniała gra na gitarze. Śpiew to był, czy raczej krzyk, bardzo ciężko stwierdzić. Melodii raczej nie słyszałam, elementem pasującym do muzyki owe eksklamacje też raczej nie były. Ponadto panu chyba wydawało się, że śpiewa po angielsku. Brzmiało to fatalnie. Też nie umiem śpiewać, więc rozumiem, że łatwo nie jest, ale raczej mam litość dla bliźnich i staram się tego nie robić, to chyba najprostsze rozwiązanie. Ewentualnie istnieje jeszcze możliwośc nałożenia sobie na wokal masywnego echa (na wzór Farisa Rottera, chociaż ów ma przynajmniej niemożliwie seksowny, głęboki głos, czego o Tonderze powiedzieć niestety nie można), albo w ogóle zainwestowania w mikrofon z efektami (swego czasu frontman Rotofobii korzystał z takiej opcji). Wypadałoby także nadrabiać wizerunkiem, czego w przypadku twórcy projektu Armando Suzette zupełnie nie było. Ale uwagi na temat wyglądu nie są ani eleganckie, ani sensowne, więc tę kwestię pominę. Grunt, że jego zupełnie niepotrzebny i maksymalnie bolesny “śpiew” zupełnie uniemożliwił skupienie się na pozostałych aspektach granej muzyki. Ponieważ dotarła do mnie gitara, wnioskuję, że była naprawdę świetna. Pozostaje tylko mieć złudną nadzieję, że był to nieszczęśliwy wypadek przy pracy (każdemu może się zdarzyć, vide tekst, który właśnie piszę) i Mateusz Tondera tak naprawdę śpiewa jak anioł. To naprawdę byłoby lepsze dla nas wszystkich i chciałabym się w ten sposób miło zaskoczyć.

Na koniec: tańce. Jak na polski event przystało, oczywiście rzecz cała miała obsuwę, więc after party nie zaczęło się o planowanej 23:00. Pochwały godne były wizualizacje, bardzo atrakcyjne w formie, dobrze dopasowane do prezentowanych rytmów. Same rytmy nieco słabiej. Średnio taneczne, mało porywające, nie zwabiły na parkiet zbyt dużej ilości zmęczonych dubstepem bywalców krakowskich klubów. Ewidentnie brakowało jakichś hitów, w końcu najlepiej jest tańczyć do Joy Division. Ale ponoć zginęło kilka elementów garderoby, więc zabawa chyba nie mogła być taka zupełnie najgorsza. Czekamy na brak dubstepów #3, w końcu do trzech razy sztuka, no i nazwa klubu zobowiązuje. W części koncertowej może tym razem jakiś skład instrumentalny?…

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.