13.12.2015 12:55

Autor: Tomasz Blaszkiewicz

Sława tylko na scenie – wywiad z Natalią Nykiel

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Sława tylko na scenie – wywiad z Natalią Nykiel

“Nasz rynek otworzył się na nowo. Potrzebne były nowe gwiazdy, które nie tworzą po to, żeby stać na ściance na modnych imprezach, ale po to, żeby robić wartościową muzykę.”

- Uważam, że na scenie można wszystko, w ramach ogólnie przyjętych norm kultury, bo nie chcę nikogo obrażać. Scena jest dla mnie odpowiednim i jedynym miejscem, żeby czuć sławę - mówi Natalia Nykiel, autorka albumu “Lupus Electro”.

Tomasz Błaszkiewicz: Osoby biorące udział w talent show – zwłaszcza na poziomie odcinków na żywo – mają doskonałe głosy, do których trudno się przyczepić. Pozostaje pytanie, co z tym zrobić po programie? Co sobie zakładałaś?

Natalia Nykiel: Nie chciałam być tworem telewizyjnym. Bardzo liczyłam na współpracę z Foxem. Właściwie, gdy dostałam propozycję kontraktu, to było moje pierwsze założenie. Zależało mi, żeby robić w stu procentach własną muzykę. Teraz jestem szczęśliwa i świadoma tego, że mi się to udało, choć wiem, że słuchacze często widzieli mnie w innym repertuarze.

W końcu zaczęłaś od Coldplay…

To prawda, ale programy telewizyjne trzeba oddzielić grubą kreską, śpiewa się tam covery. Mam sentyment do różnych gatunków muzyki. Uwielbiam śpiewać np. “Nothing Compares to You”, ale to nie oznacza, że chcę iść w podobnym kierunku, tworząc własną muzykę.

Niektórzy uczestnicy przychodzą do programu, mając już pomysł na siebie, być może nawet materiał na płytę. Masz poczucie, że gdyby wokaliści mogli śpiewać własne piosenki, byłoby ciekawiej?

Tak się dzieje w innych programach i to na pewno jest dla nich szansa. Ale z drugiej strony, ja przyszłam bez swojego materiału i nawet gdybym wcześniej coś nagrała, nie chciałabym występować z czymś nie do końca dopracowanym. Miałam 18 lat i wolałam, żeby obok mnie pojawił ktoś, kto mógłby mnie wesprzeć. Taką osobą był m.in. Fox. Nagrywając płytę “Lupus Electro” wiedziałam też, że nie czuję się na siłach, żeby napisać wszystkie teksty sama. Dlatego zaprosiłam do współpracy moich ulubionych tekściarzy, których doświadczenie jest dla mnie nieocenione.

Już po programie otoczyłaś się doświadczonymi muzykami. Bariera ochronna?

Tak, chciałam wyciągnąć z tej współpracy jak najwięcej wniosków i  nauki. Dzięki chłopakom mam poczucie bezpieczeństwa. Dopiero zaczynam jeździć w duże trasy, poznawać pewne sytuacje. Na niektóre jestem przygotowana, a inne są dla mnie nowością.

Na przykład?

Chodzi o rzeczy czysto techniczne, związane z trasą, których po prostu nie znałam. Teraz wydaje mi się, że może powinnam być bardziej stanowcza w kontaktach z ekipą.

Podobno to kobiety lepiej dowodzą zespołem?

Chciałabym być taką osobą i cały czas się tego uczę. Ale nie jest tak, że zaczynasz i od razu pokazujesz wszystkim, gdzie jest ich miejsce, tak dla zasady. Wchodząc na scenę, chciałabym być traktowana w stu procentach poważnie przez ludzi pracujących przy tej scenie. Ale to musi dziać się naturalnie. To jest mój cel, żeby osiągnąć taki efekt w poczuciu dobrej współpracy.

Czujesz się pewnie na scenie?

Tak i to też duża zasługa zespołu, bo mamy bardzo dobre relacje, dbamy o siebie nawzajem. Widzę, że nie przyjeżdżają grać ze mną, bo “mamy joba”. Poza tym koncerty to dla mnie najważniejsza kwestia. Właściwie po to robimy muzykę, żeby móc dzielić się nią z publicznością. Przed wyjściem na scenę przychodzi stres, ale bardziej motywujący, na zasadzie “dajcie już, chcę zacząć”. Na większości koncertów mam takie poczucie, że ludzie przyszli tu dla mnie, to bardzo motywuje. Ale są też miasta, w których publika przychodzi z ciekawości, nie ma jeszcze wyrobionej opinii. I wtedy najlepszy jest moment w połowie koncertu, gdy widzisz, że ci ludzie zaczynają się do ciebie przekonywać.

Pamiętasz pierwsze sceny?

Jeszcze w szkolnych czasach miałam swój zespół rockowo-metalowy. Graliśmy na sporych scenach, jak na tamte czasy. Ale były też koncerty dla pięciu osób w knajpie i te również dobrze wspominam.

Wspomniałaś o zespole. “Kupili Cię” od razu?

Z Kacprem Zasadą poznałam się już dość dawno i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby razem pracować. Właśnie Kacper polecił mi Maćka Gołyźniaka, którego poznał przy okazji zastępstwa w Sorry Boys i Andrzeja Pieszaka. Andrzej zajmuje się elektroniką i na samym początku współpracy we trójkę z Kacprem zajęliśmy się mozolnym przełożeniem wszystkich beatów na aranżacje koncertowe. W kolejnej fazie pojawił się Maciek. Stwierdziliśmy, że warto go zapytać o współpracę. Przyszedł na próbę i po kilku piosenkach powiedział, że jest mile zaskoczony, że tak czysto śpiewam. Pomyślałam sobie, “co się porobiło, że komplementem dla wokalistki jest usłyszeć, że czysto śpiewa?” Właściwie już po pierwszym spotkaniu wiedzieliśmy, że chcemy razem pracować. Dla mnie Maciek to Kasia Nosowska polskich bębnów. No i wie jak mnie zawołać na koncercie. Jak tylko walnie w otwarty hi-hat to przychodzę od razu. (śmiech).

W życiu jesteś liderką?

Trochę tak. Nie chcę się nigdy wywyższać, ale wydaje mi się, że jeśli znajomi zapytają mnie o zdanie, mają to przekonanie, że odpowiem im zgodnie z tym, co myślę.

Jak się robi hity?

Najlepiej w ogóle nie mieć takiego zamiaru.

Można się potknąć?

Dokładnie. Zaufaliśmy tylko sobie, bez konsultacji z osobami z zewnątrz. Okazało się, że wytwórnia zaakceptowała cały materiał w takiej formie, w jakiej go zamknęliśmy. Włożyliśmy ogrom pracy, żeby dotrzeć z muzyką do publiczności, wiedzieliśmy że z tymi kawałkami nie będzie łatwo. Piosenki zaczęły się podobać. Cieszę się, że zrobiliśmy płytę w zgodzie z sobą, bez myślenia pod kątem stacji radiowych, a mimo to kilka piosenek odnalazło się w mainstreamie.

A trzeba przyznać, że stacje radiowe z głównego nurtu zazwyczaj grają pop, ale chyba wciąż w starym wydaniu, nie mającym wiele wspólnego z muzyką elektroniczną. Chodzi raczej o prosty, chwytliwy refren.

Nie spodziewałam się, że radia to podłapią, w naszym kraju świat alternatywny i popu jakoś egzystuje obok siebie, bardzo rzadko zdarza się, że  jedno przechodzi w drugie,  nie bardzo wiadomo kiedy i dlaczego. Mam wrażenie, że sama nazwa pop ma u nas negatywny wydźwięk, kojarzy się z komercją. A przecież to nie jest tak jednoznaczne.

W tym świecie popu i alternatywy nie jesteś jedyną nową twarzą. Co więcej, pojawiła się nowa fala, także nastolatków, którzy nie oglądają się na boki, robią swoje np. The Dumplings, Fismoll, Dawid Podsiadło i pewnie moglibyśmy jeszcze długo wymieniać. Jesteście zwartą grupą, czujesz, że jedziecie na jednym wózku?

Mam dobry kontakt z Dumplingsami, widujemy się dość często w Warszawie. Rzeczywiście łączy nas wiele i ten kontakt to nie tylko kumplowanie się, ale też współpraca na polu artystycznym. Ale nie dochodzi do niej tylko dlatego, że znasz kogoś osobiście, ale przede wszystkim ze względu na to, że ktoś docenia twoją muzykę. Nasz rynek otworzył się na nowo. Potrzebne były nowe gwiazdy, które nie tworzą po to, żeby stać na ściance na modnych imprezach, ale po to, żeby robić wartościową muzykę np. Brodka czy Dawid Podsiadło.

Na scenie jesteś charakterystyczna, kolorowa, a Wasze koncerty to starannie przygotowane show. W momencie, gdy tworzyliście materiał na pierwszą płytę, miałaś też koncepcję na wizerunek?

Chciałam uwzględnić rzeczy, które sama lubię oglądać i słuchać. Cenię artystów, którzy mają pomysł na sceniczny wizerunek. Nie mam na myśli świecidełek i fajerwerków, ale dbałość o spójny przekaz, adekwatny do muzyki. Niedawno byłam na koncercie Skubasa. Na scenie były rozstawione wiatraki, trochę jak ze skansenu. W połączeniu z muzyką, powstał nastrój sielanki. Słuchasz, oglądasz i rozpływasz się. Uważam, że na scenie można wszystko, w ramach ogólnie przyjętych norm kultury, bo nie chcę nikogo obrażać. Scena jest dla mnie odpowiednim i jedynym miejscem, żeby czuć nazwijmy to – sławę. Dlatego ta stylizacja, oprawa wizualna, o którą tak walczyliśmy. Zadbałam o odpowiedni kontrast, bo popularność w życiu codziennym mnie nie interesuje.

W przypadku popularnych artystów jest pewna pułapka, która polega na tym, że nawet jeśli nagrasz słaby materiał to i tak zostanie on zauważony, bo masz już markę. Myślisz o tym, jak w tę pułapkę nie wpaść?

Masz rację, ale nie chcę się jeszcze nad tym zastanawiać. Wiem na pewno, że nie chciałabym nagrać dwóch takich samych płyt. Dla słuchacza to zawsze jest szok, gdy artysta, którego dobrze znają, pokazuje nową twarz. Niektórym się to spodoba, a pewnie część dotychczasowych fanów przestanie go słuchać. Ale przy nagrywaniu płyty takie kalkulacje nie powinny się liczyć. Mi chodzi o rozwój, szukanie nowych rzeczy.

W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Na pewno pójdę konsekwentnie w stronę mocnego electro, mam już pierwsze pomysły, ale nic więcej nie chcę jeszcze mówić. Pracuję także równolegle nad innymi projektami. Niedawno wspólnie z Auerem nagraliśmy piosenkę “Ground Level”. W Nowym Roku pojawię się też gościnnie w projekcie “Pawbeats Orchestra”, najpierw pojawi się płyta, a w marcu zagramy koncerty, z których ukaże się później DVD. Przygotowujemy także niespodziankę wspólnie z Rysami, z którymi miałam okazję występować już m.in. podczas koncertu w radiowej Trójce. A już w Sylwestra podczas telewizyjnego koncertu we Wrocławiu premierę będzie miał ostatni singiel z płyty “Lupus Electro”.

Rozmawiał: Tomasz Błaszkiewicz

Fot.: Justyna Hołubowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.