31.08.2012 09:21

Autor: Agnieszka Pawłowska

Skinny Patrini – “Sex”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Skinny Patrini – “Sex”
wyd. własne/2012

Z tą płytą jest jak z seksem… Jak się w tym rozsmakujesz, to nie możesz przestać.

Ja nie mogę. Od dobrych kilku tygodni próbuję zdjąć słuchawki, bądź w najlepszym razie włączyć inną płytę. Bezskutecznie. A o tym, że totalnie stracę głowę dla nowego dzieła Skinny Patrini wiedziałam już kilka miesięcy temu, kiedy światło dzienne ujrzała piosenka zapowiadająca album “The Wind”. Już wtedy z czystą przyjemnością narażałam się na dziwne spojrzenia rodaków w tramwajach i sklepowych kolejkach kiwając się w swoich słuchawkach do piosenki z głośnością ustawioną tak, by dobrze odebrać utwór i przez przypadek odbiór ten cząstkowo przekazać także innym. Podniecona do granic możliwości w końcu doczekałam się premiery “Sexu”. I co? Totalny odlot. Muzyczna uczta. Poczucie spełnienia. A pozostając już przy tematyce seksualnej – po prostu ORGAZM!

“Sex” zasługuje bowiem na wszystkie, nawet najbardziej wazeliniarskie określenia jakie kiedykolwiek powstały. Nie chodzi tu już tylko o pewien muzyczny poziom jaki Skinny Patrini wyznaczyło na płycie, ale łatki jakie dzięki temu albumowi mogą sobie spokojnie odpruć z kubraczka. Z nieco sympatyzującego z electroclashem bandu przeistoczyli się w kompletnie nieprzewidywalną gatunkowo i palącą brzmieniem niczym chilli kapelę. Podobnie jak na wydanej trzy lata temu “Duty Free” trójmiejski duet postawił na melodyjne i błyskawicznie wpadające w ucho dźwięki, które mimo często nie ludzkiej wręcz dynamiki, będzie mogła zaśpiewać niejedna publiczność. I porządnie się przy tym wyszaleć. Bo jakby nie spojrzeć to, co od razu rzuca się w uszy to potężna dawka emocji jakich trochę brakowało mi na poprzedniej płycie. W przypadku “Sexu” włosy aż jeżą mi się na głowie przy refrenach refrenach w “Life/Time” czy “Something Special”, które swoją mocą dosłownie zwalają z nóg.

O dziwo podobną siłę rażenia mają ballady, a szczególnie kończące (z tym nie tak do końca, ale tą tajemnicę powinien odkryć słuchacz samemu) album “Glory”, które uważam za jeden z najmocniejszych punktów na tej płycie. Spokojniejsza nuta nie oznacza jednak chwili wytchnienia czy tańca-przytulańca na imprezie. Nie takie numery ze Skinny Patrini. Być może to właśnie te utwory mogą nas przyprawić o szybsze bicie serca. Tak jest w moim przypadku ze wspomnianym “Glory”, które od początku do końca hipnotyzuje, zniewala i niepokoi. Cechy te można jednak z powodzeniem przypisać każdej piosence na krążku. Okraszony w rzęsiste  i niemal mechaniczne electro klimat wraz z doskonale wybijającą się z tych dźwięków wokalizą Ani Patrini daje nam mieszankę wręcz doskonałą. A to, że taka muzyka nie wpisuje się w czyjąś estetykę i uważana jest za kicz (z takim zdaniem kilka razy się spotkałam) to już inna kwestia, nad którą nie warto debatować. Produkcyjnie i brzmieniowo jest to album nie do zdarcia. Nadzwyczaj równy i bajecznie rozmaity jednocześnie, stawia trójmiejski duet na najwyższej półce z muzyką elektroniczną nie tylko w kraju (a może przede wszystkim w tym kraju), ale także i na świecie. Mogliśmy się chwalić że mamy naprawdę reprezentatywny na całym globie rock alternatywny, folk czy alternatywny pop. Teraz możemy pochwalić, że mamy nad Wisłą bardzo wyszukane i dobre electro.

Agnieszka Emma Pawłowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,20 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.