11.05.2012 18:19

Autor: Ewelina

Santigold – “Master of My Make-Believe”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Santigold – “Master of My Make-Believe”
Warner Music Poland/2012

Santi już nie taka szalona.

Czy dobrym pomysłem było nagranie tak świetnej pierwszej płyty? Wiele spodziewałam się po “Master of My Make-Believe” . Z jednej strony miałam nadzieję na coś nowego, z drugiej na kontynuację poprzedniego albumu. Przy pierwszym odtworzeniu płyty pomyślałam, że oprócz jednego z singli nie ma tu nic ciekawego. Później uległo to zmianie, ale niestety nieznacznej. W pewnym wywiadzie Santigold powiedziała, że chce, aby ludzie słuchając jej muzyki mieli motyle w brzuchu. Czy słuchając tego albumu czułam coś podobnego? Nie.

Większość utworów jest o tym, jak kontrolować swój świat, o zmianach w życiu, o życiu w ogóle. Santi wiele mówiła o swojej blokadzie w pisaniu. Całe szczęście, że udało się jej przeciwstawić własnym słabościom, i że powstały naprawdę wartościowe teksty. Niestety, wszystko zostało trochę “przegadane”. Artystka skupiła się raczej na przekazie, a nie zabawie. Mało jest tu niekonwencjonalnych pomysłów i ciekawych rozwiązań. Album na pewno zyskałby wiele, gdyby był bardziej dynamiczny i eksperymentalny. Zdecydowanie brak tu energii, która towarzyszyła poprzedniej płycie.

Santi nie zatraciła jednak w sobie umiejętności łączenia i mieszania gatunków. Imponująca jest też liczba producentów albumu, wśród których znajdują się m.in. Switch, Greg Kurstin, Diplo, David Sitek, John Hill. Umiejętny mix reggae z innymi tanecznymi beatami z różnych zakątków świata sprawia, że warstwa muzyczna jest na bardzo wysokim poziomie. Niestety, bardzo krzywdzące dla całego albumu jest to, że White nie wniosła tu swojego punkowego stylu, który był bardzo widoczny w poprzednim wydawnictwie.

Najlepiej jednak Santigold sprawdza się w kawałkach, do których można się “pobujać”. Spokojny rytm, instrumentalna asceza, ale z interesującym “zawiązaniem akcji” i energią – taki jest właśnie “Pirate in the Water”, którego produkcją zajęli się Switch i Diplo, czyli najlepszy możliwy duet wspomagający Santi. Sam kawałek uważam za najciekawszy z całej płyty. Wyraźnie odstaje on od reszty utworów. Innym świetnym numerem jest “Disparate Youth”, który wyprodukował Ricky Blaze. W singlu “Big Mouth” White kapitalnie bawi się słowami: Tick-tock talk that shit non-stop. Najlepsze kawałki zostały wybrane na single. Co stało się z resztą utworów? Dlaczego są tylko złudnie rześkie i pociągające?

“Master of My Make-Believe” nie zmieniło mojego życia, ale na pewno zmieni ciepłe, letnie wieczory na jeszcze bardziej miłe. Album fajnie sprawdza się jako tło, ale zdecydowanie nie jest czymś niesamowitym. Mimo wszystko, to przyjemna płyta. Problemem jest to, że Santi tak wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę poprzednim albumem, że teraz nie zdołała tego przeskoczyć. Czekałam na rewolucję, która niestety nie miała miejsca.

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 7,77 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.