31.01.2012 10:00

Autor: Katarzyna Sobelga

“Samobójcy skaczą zawsze w stronę, gdzie widać światła miasta, a nigdy w tę, gdzie jest czerń oceanu”- wywiad z Bartkiem Księżykiem z zespołu NeLL

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


“Samobójcy skaczą zawsze w stronę, gdzie widać światła miasta, a nigdy w tę, gdzie jest czerń oceanu” – wywiad z Bartkiem Księżykiem z zespołu NeLL

Rozmowa z wokalistą zespołu NeLL o kulisach nagrywania płyty “Dogs and Horses”, inspiracji Ameryką oraz muzycznej przyszłości.

Uwolnij Muzykę!: Minęły dwa lata od wydania “White Noise Zone”. Czy macie jakieś przykre doświadczenia z nagrywania i promocji debiutu, których uniknęliście przy nagrywaniu “Dogs and Horses”?

Bartek Księżyk: Nagrywanie to jest zwykle sama przyjemność i tak było w przypadku obu płyt. Co do promocji, to zawsze można mieć jakieś zastrzeżenia co do wydawcy. Polskie Radio zrobiło swoje, ale bez popisów. Teraz współpracujemy z Megatotalem i mamy nadzieję, że okażą się bardziej skuteczni. Poza tym, sprawa wygląda inaczej w przypadku decydowania się na wydawanie samodzielne, takie jak w naszym przypadku teraz. Wiesz, że większość (jeśli nie wszystko) zależy od ciebie i ile zrobisz, tyle będziesz mieć. Najważniejsze nie stanąć przed lustrem za jakiś czas i powiedzieć: “Kurwa, szkoda, że nie zrobiliśmy tego czy tamtego. A można było…”

Uwolnij Muzykę!: Jak wygląda współpraca z megatotal.pl? Jakie jest ich zadanie? Jak w praktyce wygląda finansowanie płyty przez Megatotal, a raczej użytkowników tego portalu?

B.K: Tak jest w praktyce. My tym razem złożyliśmy Megatotalowi “propozycję nie do odrzucenia”  i zaproponowaliśmy, że to my będziemy swoimi własnymi inwestorami. Ich zadaniem jest promowanie płyty gdzie tylko się da. “Dogs and Horses” na razie jest dostępna w sprzedaży internetowej na stronie megatotal.pl, na serpent.pl, ale wkrótce powinna też ruszyć sprzedaż tradycyjna, sklepowa.

Uwolnij Muzykę!: A co z dystrybucją w Stanach?

>B.K: Płyty idą tam niedługo do naszego promotora. Nie do końca jest to typowa dystrybucja, a bardziej promocja w radiach college’owych, żeby zdobyć jakieś przełożenie na prawdziwy podbój Nowego Świata. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to nie jest hop-siup i Ameryka leży u naszych stóp, a proces jest żmudny i mozolny, ale tak jak mówiłem wcześniej, jeśli nie spróbujemy będzie tylko gorzej.

Uwolnij Muzykę!: W tym momencie samo nasuwa się pytanie o koncerty. Bo jak na okres “powydawczy” jest ich zdecydowanie za mało, w sumie to prawie ich nie ma. Dlaczego?

B.K: Rozstaliśmy się z naszym agentem i załatwianie wszystkiego wzięliśmy na siebie. Będzie ich więcej, kolejne są juz bookowane, na razie nie chcę mówić gdzie.

Uwolnij Muzykę!: Czy to, że jesteście bardzo związani muzycznie jak i zapewne prywatnie z Chorzowem, szerzej mówiąc ze Śląskiem, nie ma wpływu na to, że jednak nie istniejecie na scenie głównej, za którą jest uznawana Warszawa i przez to wszystkie profity, które za tym idą was omijają?

B.K: Zastanawialiśmy się, jak by to było, gdybyśmy mieszkali w Warszawie i doszliśmy do wniosku, że pewnie byłoby łatwiej, jeśli chodzi chociażby o tzw. “bywanie”, które procentuje kontaktami, znajomościami i tak ten światek się kręci. Z drugiej jednak strony łatwo popaść w towarzyski kurwidół, który kręci się wokół własnej osi i nawzajem “liże się po fiutkach”, cytując Tarantino, co w późniejszym czasie skutkuje czymś, co nazywamy “syndromem sceny warszawskiej”, czyli spotkaliśmy się na imprezie, zakładamy “projekt” (bo teraz już nie ma zespołów czy przedsięwzięć tylko projekty), jeszcze nic nie mamy, ale już zakładamy pińcet facebooków, dwieście myspace’ów i trąbimy o tym, jacy to my zajebiści nie jesteśmy. I często nazwa projekt jest jak najbardziej adekwatna, bo to wszystko niedokończone. A tak całkiem serio, to połączenie drogowe do Warszawy jest tak tragiczne, że nie chce nam się tam jeździć.

Uwolnij Muzykę!: Skupmy się na płycie “Dogs and Horses”. Co miało wpływ na jej ostateczny kształt, bo według mnie znacznie różni się od poprzedniej “White Noise Zone”?

B.K: I tak miało być. Ta płyta w znacznie większym stopniu jest mojego autorstwa niż “White Noise Zone”. Słuchałem sporo amerykańskiej muzyki, na kacu oglądałem westerny, zacząłem też szukać cadillaca Brougham De’Ville, ale nie znalazłem w odpowiednim kolorze. Potem zacząłem nagrywać demówki, chłopaki dograli instrumenty i z czternastu czy piętnastu utworów wybraliśmy dziewięć, które były najbardziej spójne i mieliśmy zarys płyty. Z tym pojechaliśmy do Tonn Studia i z naszymi najbardziej zaufanymi osobami spoza zespołu – Maciejem Stanieckim i Krzysztofem Tonnem – nagraliśmy to wszystko jeszcze raz na taśmę. Płyta brzmi dojrzalej. Kiedy słuchałem jej już po pewnej przerwie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony efektem, a ja jestem zawsze daleki od nadmiernego chwalenia się swoimi osiągnięciami, więc stwierdziłem, że chyba naprawdę coś fajnego zrobiliśmy.

Uwolnij Muzykę!: A z perspektywy zmieniłbyś teraz coś na płycie? Czy wszystko nadal  wydaje się idealne?

B.K: Nie odpowiem Ci na to pytanie.

Uwolnij Muzykę!: Dlaczego? To nie jest trudne pytanie. Każdy ma zastrzeżenia do swojej twórczości. I to, że Tobie nie wydaje się idealne nie znaczy, że słuchaczowi się nie podoba.

B.K: To jest rozdział zamknięty. Nie ma sensu się zastanawiać nad tym, co można było zrobić, ale co można będzie zrobić.

Uwolnij Muzykę!: Jeśli chodzi o NeLL można odnieść wrażenie, że zawsze “o coś chodzi”, że wszystko ma jakiś sens. Co ma znaczyć okładka, a w związku z tym tytuł albumu, bo piosenki o tytule “Dogs and Horses” nie ma na płycie, chociaż powiedzmy można odnaleźć jakiś związek przy piosence “Dead Horse My Friend”?

B.K: Po napisaniu większości piosenek przyjrzałem się tekstom i momentowi, w którym wtedy byłem i okazało się, że większość kluczowych sytuacji naówczas dotyczyła przyjaźni, bądź to starych, bądź na nowo odzyskanych i takich, które chyliły się nieuchronnie ku upadkowi. I stwierdziłem, że pies i koń to dwa stworzenia, które kochają bezwarunkowo. A to, że stoją naprzeciwko siebie z wymierzonymi pistoletami może oznaczać jakiś konflikt. Jaki, to już myślę każdy sobie może dopowiedzieć z własnego doświadczenia. A co do piosenki, to powstała jeszcze druga, która miała być dopełnieniem “Dead Horse My Friend”, ale nie weszła na płytę, ukaże się za to na mojej solowej płycie.

Uwolnij Muzykę!: Solowa płyta ma się różnić od tego co robi NeLL? W jakim kierunku ma iść? Chociaż zapewne płyta jest dopiero w fazie projektu.

B.K: Płyta jest gotowa. Niedługo coś powinno się pojawić na Megatotalu. Jest to zupełnie coś innego niż NeLL. Całość jest utrzymana w duchu raczej balladowym. Największy komplement, jaki usłyszałem o tej płycie: “trochę jak Nick Cave na dancingu”.

Uwolnij Muzykę!: A skąd inspiracja Kosińskim? Bo zapewne w Twojej głowie, jako autora tekstów jest wiele osób, które mogłyby być tematami przewodnimi piosenek, tak jak Mr.Wright na poprzedniej. Więc dlaczego Kosiński został bohaterem piosenki “Frisco Lights”?

B.K: Byłem w trakcie czytania “Good Night Dżerzi”, a po drodze przeczytałem wywiad z J. Głowackim na temat San Francisco i Golden Gate, z którego skaczą samobójcy i jakiś dziwnym zrządzeniem losu skaczą zawsze w stronę, gdzie widać światła miasta, a nigdy w tę gdzie jest czerń oceanu. Wszystko mi się ułożyło w piękną fabułę o papierowej fladze, czyli tak naprawdę pisaniu, które utrzymuje przy życiu i zdrowych zmysłach. Połączyłem kropki i bęc! Wyszło “Frisco Lights”.

Uwolnij Muzykę!: Może powinieneś mieszkać w Stanach, skoro aż tak Cię to fascynuje.

B.K: Może tak. To są fascynacje, które po jakimś czasie przechodzą. Dobrze czasem obserwować rzeczy z perspektywy,  bo jak śpiewał Trent Reznor “Things are less pretty on the inside”.

Uwolnij Muzykę!: Czego symbolem jest wanna-trumna w teledysku do “Frisco Lights”?

B.K: Wszystko nawiązuje do Kosińskiego. Tak skończył.

Uwolnij Muzykę!: Na poprzedniej płycie było parę utworów w języku polskim. Na tej już nie. Rozumiem, płyta nawiązuje do Ameryki więc polski język po prostu nie pasuje, ale czy tak już będzie zawsze, czy na przykład następny album może już być w całości po polsku?

B.K: Album w założeniu miał jechać za granicę i dlatego między innymi jest po angielsku w całości. Następny, szczerze powiem, nie wiem.

Uwolnij Muzykę!: Grasz bardziej dla siebie, z egoistycznych pobudek traktując muzykę jako “równoległe życie” niezbędne do Twojego normalnego funkcjonowania czy raczej dla potencjalnych słuchaczy?

B.K: Dla siebie, bo tego potrzebuję jak powietrza, ale piosenki bardzo często piszę dla konkretnych ludzi i wyobrażam sobie co powiedzą, kiedy to usłyszą i mnie pochwalą i będę znów szczęśliwy. Czyli tak naprawdę od początku do końca hedonistycznie.

Uwolnij Muzykę!: Jak według Ciebie będzie wyglądała muzyczna przyszłość, bo wszystko bardzo szybko się zmienia. Jeszcze mniej niż 10 lat temu nie było myspace’a, lastfma i nagrywanie na kasety było codziennością. Czy wszystko idzie w dobrym kierunku? Czy nie będzie kiedyś tak, że Wy i inni muzycy będziecie grać za darmo?

B.K: Mam nadzieję, że nie. Piotr Najsztub ostatnio powiedział mądrą rzecz, że świat zmienia się ze świata relacji na świat transakcji. Ja powoli przestaję być muzykiem-artystą, który coś tworzy, żeby ludziom lepiej na duszy było, a staję się dawcą usług muzycznych, co ze sztuką i muzyką w prawdziwym tego słowa znaczeniu niewiele ma wspólnego. Jednak czekanie na płytę ukochanego zespołu zawsze się wiązało z tak silnymi emocjami. Mam nadzieję, że ludzie tego nie zarzucą.

rozmawiała Katarzyna Sobelga




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.