05.08.2013 09:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Sambor – wywiad

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Sambor – wywiad

“Muzyka, a potem długo, długo nic”.

Uznany przez MySpace za jednego z najciekawszych polskich głosów. Młody songwriter, który nad swoim debiutanckim albumem “Yesterday Is Unkown” (recenzja) pracował przez dwa lata. Ogromnym sentymentem darzy nagrania Beatlesów i Dylana. Muzyka Sambora to elegancki pop-rock i akustyczne brzemienia, które spotykają się z zimną, połamaną elektroniką. Inteligentna muzyka z klasą.

Mateusz Grzeszczuk: Przez długi czas podróżowałeś pomiędzy Poznaniem a Tychami. Nie przeszkadzała ci w jakiś sposób presja czasu, podróże? W jakiś sposób “życie na muzycznych walizkach”?

Sambor: Samo podróżowanie i “życie na walizkach” jest akurat całkiem fajne. Nadal to uskuteczniam, chociaż trasa trochę się zmieniła i dojeżdżam z Warszawy. Wyjazdy były dla mnie ucieczką od monotonii i obowiązków… takie drugie życie. Przyjeżdżałem na kilka dni na Śląsk i nagle okazywało się, że jestem zupełnie wolny – mogłem zapomnieć o pracy i do woli siedzieć w studio z zespołem. Robić to, na co naprawdę miałem ochotę. Oczywiście pojawiała się presja czasu, ale to też w pewnym sensie działało motywująco. Żałuję tylko, że tak rzadko wracałem, bo mocno opóźniło to wydanie naszej pierwszej płyty.

Jak mniemam, “Oslo Calling” było inspirowane wydarzeniami w Norwegii. Dlaczego akurat zainteresowałeś się postacią Breivika?

“Zainteresowałem” to może trochę za mocne słowo. Nie znam dokładnie tej historii. W momencie, gdy pisałem piosenkę, temat zamachu był wałkowany przez prasę i mimowolnie docierały do mnie różne informacje. Dla wielu osób Breivik stał się uosobieniem zła i fanatyzmu… A ja myślę, że codziennie na ulicy mijamy co najmniej kilku takich Breivików, tylko trochę mniej zdeterminowanych. Piosenka to raczej impresja na temat niż próba opisu rzeczywistości.

Wiem, że duży sentyment masz do “Help” Beatelsów. Im bardziej Twoja kariera zaczyna się rozwijać, tym bardziej jesteś zdany na samego siebie?

Zdecydowanie nie! Właściwie od początku mogłem liczyć na pomoc bardzo wielu osób. To naprawdę świetne uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ktoś wierzy w to, co robisz i chce cię wspierać. Czasem jest to dobre słowo czy porada, ale często ludzie dają z siebie o wiele więcej. Gdyby nie taka pomoc, to pewnie nadal nie mielibyśmy na swoim koncie płyty i tworzylibyśmy do szuflady.

Dopiero w liceum sięgnąłeś po instrumenty. Nie pojawiła się myśl, że to jednak za późno na edukację muzyczną?

Nie pojawiła, bo nie miałem ochoty na edukację muzyczną. Śpiewałem od dziecka. Słuchałem mnóstwo muzyki. Chciałem zacząć tworzyć coś swojego… więc zacząłem to robić. Liceum to taki czas, kiedy nie myślisz, że bycie herosem gitary jest poza Twoim zasięgiem. Po prostu łapiesz gryf i napieprzasz aż palce zaczną krwawić. Nie jestem wirtuozem, ale reszta zespołu to świetni muzycy. Dzięki temu nikt nie słyszy, że ja wciąż nie nauczyłem się porządnie grać.

Ktoś, kto w szczególności pomógł ci na Twojej muzycznej drodze to…

Może dziwnie to zabrzmi, ale… babcia. To ona kupowała mi pierwsze instrumenty. Najpierw klawisze, na których nigdy nie nauczyłem się dobrze grać. Potem gitarę klasyczną. Nie zniechęciła się nawet, kiedy rzuciłem ją w kąt i zażądałem elektrycznej. Gdyby nie babcia, pewnie dziś nie zajmowałbym się muzyką.

“Yesterday Is Unknown” - nadzieje na jutro są atrakcyjne, póki dziś nie stało się wczoraj. Zdarzyło się dotychczas, że się na sobie zawiodłeś? Coś nie poszło po Twojej myśli?

Zdarzały mi się chwile zwątpienia i rezygnacji. Momenty, w których stwierdzałem, że marzenia o byciu muzykiem to mrzonka. Oczywiście nadal czasami nachodzą mnie wątpliwości, ale jestem zdeterminowany, żeby podjąć wyzwanie i iść muzyczną drogą tak długo, jak to tylko możliwe. Jedyne, co mam sobie do zarzucenia – to, że nie zdecydowałem się na to wcześniej.

Byłeś/jesteś zaangażowany w wirtualny duet Xanax. To prawda, że nigdy nie spotkaliście się, ani nie rozmawialiście przez telefon?

To prawda. Wszystko rozgrywało się wyłącznie w internecie. Muzyka przepływała przez łącza, a my świadomie ograniczyliśmy swój kontakt. Powstało mnóstwo fajnej muzyki, ale brakowało nam realnych działań. Minus wirtualnej znajomości. Na razie projekt umarł, ale niewykluczone, że jeszcze kiedyś go reaktywujemy i wydamy coś z materiału, który powstał.

Zdarza ci się ”odrywać od rzeczywistości”, szukać własnego miejsca, czasami z dala od ludzi?

Zawsze czułem się trochę oderwany od rzeczywistości. Codzienność mnie nudzi. Nie lubię jej. W moim świecie istnieje muzyka i potem długo, długo nic. Najchętniej zamknąłbym się w studio i nie wychodził przez kilka lat…

Najbliższe plany?

Cóż, czasem trzeba opuścić to studio… Koncert lub dwa. Później zaczynamy pracę nad nowym materiałem, ale już we wrześniu chcemy wrócić do grania na żywo.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.