24.11.2015 08:57

Autor: Michał Wieczorek

“Chcielibyśmy się usłyszeć w Radiu Złote Przeboje” – wywiad z Rycerzykami

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy: |


Chcielibyśmy się usłyszeć w Radiu Złote Przeboje – wywiad z Rycerzykami

Z krakowskim zespołem rozmawiamy o debiucie, górach, trudności w pisaniu tekstów i różnicach między miastami.

Z połową Rycerzyków spotykam się w zatłoczonym pubie na krakowskim Podgórzu, położonym zaraz nad Wisłą. Jest jesień, smog dusi miasto, a ja zasłuchuję się w radosnych, odrealnionych piosenkach.

Jak się czuliście jako najlepszy polski zespół bez płyty?

Maciek Pitala (gitara): Wydaje mi się, że nigdy w taki sposób o sobie nie myśleliśmy. Trochę tych “najlepszych zespołów” w naszym kraju już mieliśmy, przecież swego czasu mówiono tak o Muchach, czy też Kamp!. Nasza historia jest trochę inna, bo jeżeli przyjmiemy, że rzeczywiście takie miano jest w naszym przypadku zasadne, to zasłużyliśmy na nie według dużo mniejszego grona odbiorców. Ale muszę przyznać, że fajnie, że wreszcie nasz debiut się ukazał, pozbyliśmy się pewnego balastu. Ciążyło nam, że przez dłuższy czas nie mogliśmy dokończyć tej płyty. Powstawała dosyć długo, cały czas przy niej dłubaliśmy.

Dłubaliście przy niej tak długo, bo się Wam nie podobało to, co nagraliście wcześniej, czy po prostu dopadła Was proza życia i brak czasu?

Maciek: Doszliśmy do takiego momentu, że to, co do tej pory wydawało nam się fajne, przestawało nam się podobać i myśleliśmy, jak to poprawić. A jak już się zacznie poprawiać, to można wpaść w spiralę wiecznych ulepszeń, często niepotrzebnych.

Michał Mierzwa (klawisze): Te piosenki ewoluowały. Najczęściej bywało tak, że Karol (Jadach, gitarzysta – przyp. red.) ułożył jakąś bazę w midi, a potem zespołowo pracowaliśmy nad tymi pomysłami. Po paru miesiącach okazywało się, że niektóre rzeczy nie leżą, w kontekście tego, co graliśmy na próbach. Niektóre partie trzeba było wyrzucić, inne dograć.

Gosia Zielińska (wokal): Poza tym już w trakcie nagrywania zdecydowałam się, że będę śpiewać po polsku. Pisałam teksty od nowa, w niektórych przypadkach zmieniając również linię melodyczną.

Michał: No właśnie, niektóre piosenki graliśmy od dłuższego czasu po angielsku z inną melodią wokalu, a po zmianach Gosi znowu trzeba było przerabiać aranże, by bardziej pasowały do polskiej wersji.

Kto powiedział dość dłubania?

Michał: Olek, nasz basista.

Maciek: Jednocześnie najbardziej przy niej dłubał, będąc producentem albumu. Miał natomiast ściśle określony deadline, bo na wrzesień miał zaplanowaną podróż do Norwegii i musiał skończyć płytę przed tym wyjazdem, więc nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy się wreszcie spiąć i zamknąć ten temat.

Michał: Wszyscy pod koniec byliśmy zmęczeni tym, że nie możemy skończyć płyty.

Skąd decyzja o pisaniu po polsku?

Gosia: Dość długo do niej dojrzewałam. Pierwsze próby pisania po polsku były niemrawe, potrzebowałam trochę czasu, żeby poczuć przyjemność z układania historyjek po polsku i potraktować to jak najlepsze wyzwanie. Zaczęłam od angielskiego, co było pewnym wybiegiem, bo miałam osobliwe odczucie, że w obcym języku nie trzeba się odsłaniać tak, jak w rodzimym. Do tego wszyscy wychowaliśmy się na muzyce anglojęzycznej, więc w pewnym sensie ten wybór wydawał się jakoś naturalny.

Z czasem miałam coraz bardziej dość tego chowania się. Śpiewając po polsku, mam szansę na lepsze utożsamienie z tekstem. W sposób o wiele bardziej świadomy mogę pracować nad własnym stylem i to poszukiwanie jak najbliższego sobie sposobu opowiadania historyjek jest super przygodą. Inaczej też wygląda ekspresja we własnym języku. Na jakimś innym poziomie (niż w przypadku innych narzeczy) chwyta się i czuje słowa.

Rzeczywiście jest trudniej napisać coś sensownego po polsku?

Maciek: Tak się składa, że polski tekst skupia na sobie większą uwagę, powinien więc być z zasady na odpowiednio wysokim poziomie literackim. I tu często zaczynają się schody. Po angielsku tak naprawdę wszystko przejdzie. Poza tym jest to język o wiele bardziej “plastyczny” – łatwiej łączy się z muzyką niż “szeleszczący” polski.

Gosia: Angielski jest też bardziej hasłowy, mam wrażenie, że jest w nim więcej niż w polskim słów, które mogą służyć jako wypełniacze.

Michał: Trochę mówię za Gosię, ale fakt, że wychowaliśmy się na muzyce anglojęzycznej trochę zaburzył nam percepcję. Po polsku przecież też powstały fantastyczne teksty.

Gosia: Tak, znamy wiele naprawdę dobrych tekstów po polsku, które świetnie współgrają z muzyką i niektóre z nich są dla nas bardzo inspirujące. Polski jest “trudny w obsłudze” dla języka, trzeba się nieźle z nim gimnastykować przez nagromadzenie tych wszystkich szelestów i to też jest jakieś wyzwanie, żeby dać szansę tym szelestom fajnie dźwięczeć. To na poziomie samej wymowy, a jeśli chodzi o “sensowność” tekstu – to sprawa bardzo indywidualna. Na pewno fajnie jest poszukiwać tej sensowności na własną rękę i szukać jakiejś równowagi między zabawą słowami i stojącymi za nimi obrazami a troską o czytelność tych zabaw dla słuchacza.

Maciek: Wydaje mi się, że młode zespoły często decydują się na angielskie teksty między innymi dlatego, że po cichu liczą na karierę międzynarodową, która przeważnie nigdy nie następuje. A może lepiej jednak przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest? Mieszkamy w Polsce – dlaczego mamy nie śpiewać po polsku?

A skąd w takim razie wziął się Marquez?

Gosia: Trochę z przypadku. Pierwsze próby, pierwsze ogrywanie piosenek wyglądało tak, że brałam książkę “leżącą obok” i wymyślałam melodię do przypadkowego tekstu. Padło na Marqueza, którego wtedy czytałam. Miały być tymczasowym rozwiązaniem, ale Marquez tak się zrósł z tymi piosenkami, że już został.

Maciek: Może to nie do końca przypadek, tylko jakieś cudowne zrządzenie losu, szczęśliwy układ planet. Nasza muzyka chyba ma pewien pierwiastek baśniowości i miejscami swoim klimatem trochę nawiązuje do realizmu magicznego, z którego znany jest Marquez.

No właśnie, gracie radosną, baśniową muzykę. Dlaczego na zdjęciu promocyjnym jesteście tacy smutni?

Gosia: Była siódma rano.

Maciek: Poza tym taka też była idea tej sesji – że wszystko ma być nie do końca na swoim miejscu, lekko oderwane. Zimowe kurtki i nasze smutne miny kontrastują z palmiarnią, która jest przecież przyjemnym i ciepłym miejscem.

Gosia: Tak samo jest w teledysku. Jesteśmy w nim tajemniczy, poważni, niekoniecznie tacy jak na co dzień.

Maciek: Wydaje mi się też, że prywatnie każdy z nas jest trochę smutny.

To kontrastuje z Waszą muzyką.

Maciek: Być może ona jest trochę na pohybel. Bywa nam smutno, więc robimy wesołą muzykę, żeby od tego smutku uciec.

Gosia: Coś w tym jest, bo kiedy układam melodię, koncentruję się na najpiękniejszych przeżyciach i wyobrażeniach, szukam tego, co najbardziej chciałabym utrwalić, a co niekoniecznie mam “pod ręką”.

Michał: Wychodzi z tego wszystkiego eskapizm. Spoglądamy w głąb siebie, sięgamy do dzieciństwa.

Częste pobyty w górach, w Mszanie Dolnej, to też część tej ucieczki?

Maciek: Częściowo tak, a częściowo jest to wybór oparty na praktycznych przesłankach. Ja wywodzę się z Mszany, Karol ma tam domek letniskowy. Przez pewien czas, można powiedzieć, że mieszkaliśmy obok siebie, ale zupełnie o sobie nie wiedzieliśmy, poznaliśmy się dopiero w Krakowie. Domek Karola jest położony pod lasem i pomyśleliśmy, że to świetne miejsce, by robić tam próby, szlifować piosenki. Wbrew pozorom są tam bardzo dobre warunki do nagrywania, więc część partii na płytę była nagrywana właśnie tam. Poza tym fajnie być czasem bliżej natury.

Michał: Fajnie się robi muzykę w takiej atmosferze luzu.

Kraków Was męczy?

Maciek: Czasem tak. Lubię tu mieszkać, ale mam potrzebę wyjazdu co jakiś czas. Nie tylko z powodu powietrza.

Gosia: Co chwilę sobie postanawiam, że czas się wyprowadzić, może wrócić do rodzinnego Wrocławia. Kraków mnie męczy, często czuję, że jest ciasny. Ale może sama mam ciasno w głowie.

Mnie się ta ciasnota podoba, ale może dlatego, że Warszawa jest zupełnie inna, to takie miasto-niemiasto.

Michał: Perspektywa gościa jest zawsze inna. Mnie podoba się w Warszawie właśnie to, że jest tam tyle miejsca. Nawet odległość między stolikami w chińczyku jest większa.

Maciek: Naprawdę chciałbyś chodzić do knajpy, w której stoliki są ustawione co pięć metrów? Przecież to totalna izolacja.

Michał: Powiedziałbym raczej, że integracja nie jest wymuszona, jak w niektórych miejscach w Krakowie, gdzie siedzi się praktycznie ramię w ramię.

Gosia: Poczucie ciasnoty jest też skutkiem ogromnej liczby turystów, którzy tłoczą się na Starym Mieście i Kazimierzu.

Maciek: To wynika z tego, że Kraków jest miastem ze zdefiniowanym centrum. Wszystko co istotne rozgrywa się właśnie tu, na tym małym obszarze – ma to swoje plusy, ma też oczywiście minusy.

Czy Kraków ma swoje własne brzmienie?

Maciek: Kraków bardzo długo był postrzegany przez pryzmat Piwnicy pod Baranami i to był pewien problem dla sceny alternatywnej. Młodzi artyści raczej nie zbierali się w grupy, kolektywy. Stajnia Sobieski jest pewnym ewenementem, jeśli chodzi o krakowską scenę muzyczną. Udało nam się stworzyć w miarę spójne środowisko. A jak to się stało, tego szczerze mówiąc do końca nie pamiętam. Jak my się wszyscy spotkaliśmy?

Michał: Myślę, że to był pomysł Piotrka Lewickiego (ex-Kaseciarz, ex-Father Issues) albo Mateusza Tondery (Die Flöte, Armando Suzette). Wtedy w Rycerzykach byli tylko Gosia i Karol. Wszyscy się znaliśmy, graliśmy na wspólnych koncertach i padł pomysł, żeby to jakoś sformalizować.

Maciek: Projekty ze Stajni Sobieski są od siebie różne stylistyczne, ale klucz myślenia o muzyce mamy wspólny, więc to nie tylko grupa towarzyska.

Płyta wyszła niedawno, ale powstawała dłuższy czas. Macie już jakieś pomysły na kolejne piosenki?

Maciek: Mamy szkice kilku piosenek. Są różne pomysły w zespole. Część z nas chce wypuścić EP-kę przed drugim albumem, część chce od razu zabrać się za drugą płytę. Jeszcze nie wiadomo, jak się dogadamy.

Michał: Pomysł szybkiego wydania EP-ki wiąże się z obawą, że nad płytą znowu będziemy siedzieć i siedzieć.

W jakim radiu chcielibyście się usłyszeć?

Maciek: Jako dzieciak zawsze marzyłem o tym, żeby usłyszeć się w Trójce i ostatnio, ku mej uciesze, to marzenie się spełniło. To chyba jedyne ogólnopolskie radio, które promuje polską “alternatywną” muzykę, dlatego też wydaje mi się, że jest to naturalny kierunek dla każdego młodego zespołu.

Michał: Ja bym chciał się usłyszeć za jakiś czas w Złotych Przebojach. To by było coś.

rozmawiał Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.