12.09.2011 08:00

Autor: Maria

Russian Red – “Fuerteventura”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Russian Red – “Fuerteventura”
Sony/2011

Żadnych Asereje!

Fuerteventura – wyspa należąca do Hiszpanii w archipelagu Las Palmas. Popularne miejsce wycieczek. Miejsce, znane z tego, że można poleżeć na plaży, pić drinki z palemką w barze hotelu all inclusive i jeśli ktoś już wyjdzie z hotelu, to zgubić się, bo Hiszpanie nie mówią po angielsku. A ta płyta jest zupełnie nie o tym.

Jakoś się utarło, że gwiazdy hiszpańskiej muzyki zaglądają na nasz rynek muzyczny tylko przy okazji wakacji, promując piosenki o tym, jak to fajnie jest leżeć na piasku, popijać mojito i podrywać panny… a tu proszę! Panna jest z Hiszpanii i niczym nie przypomina swoich krajan. Śpiewa piękną angielszczyzną, bez cienia irytującego akcentu typowego dla tej strefy geograficznej, a przede wszystkim śpiewa, no dobrze, też o miłości, ale w słowach o niebo bardziej skomplikowanych niż jej sąsiedzi z plażowego leżaka.

Russian Red stylem swojej twórczości idzie w modny ostatnio kanon powrotu do przeszłości i stylu retro. Blisko jej do Adele, Amy Winehouse czy (chyba najbardziej) Amy McDonald. Choć głosu potężnego nie ma, rozsiewa wokół siebie czar i urok. Trochę jesienny, trochę smutny, ale niezaprzeczalnie urok.

Zdecydowana większość piosenek na płycie to spokojne ballady o ograniczonym zazwyczaj do gitary, pianina i elementów perkusyjnych instrumentarium. Lourdes (bo tak ma naprawdę na imię) bawi się głosem, przy śpiewaniu wysokich rejestrów brzmi to bardzo dobrze, jednak pozostaje wrażenie jakby ulotności i dziecinności tego głosu. Krystaliczny i czysty, ale bez specjalnych popisów. Nie powala, a jednak urzeka. Głos we wszystkich utworach gra niezaprzeczalnie pierwszą rolę, a instrumenty drugo- a nawet trzecioplanową. Często wspomagana chórkami, które z klimatu retro przenoszą nas w bardzo retro, np. w piosence “Fuerteventura” zbudowanej na chórkach i pianinie. Potem wchodzi saksofon i jesteśmy na przedwojennym dansingu.

“Fuerteventura” właściwie cała jest nastrojowa, smutna i o nieszczęśliwej miłości. To płyta zdecydowanie niehiszpańska. Choć trochę za tym tęskno. Za optymizmem. Jedyną piosenką pod nóżkę na całym albumie jest singlowe “The Sun, the Trees”, który przez to właśnie odstaje od reszty kompozycji na albumie.

Maria Grudowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,29 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.