24.10.2016 23:41

Autor: Kuba

Russian Circles we Wrocławiu – relacja z koncertu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Russian Circles we Wrocławiu – relacja z koncertu
Wrocław, Firlej/21.10.2016

Amerykańska formacja ponownie pojawiła się we wrocławskim klubie Firlej, by zasiać chaos za pomocą swoich ciężkich, post-metalowych kompozycji.

W sierpniu Russian Circles po raz kolejny zatrząsnęli muzycznym firmamentem dzięki swojej szóstej płycie długogrającej, “Guidance”. Polska publiczność miała okazję usłyszeć materiał z ostatniego albumu jako jedna z pierwszych, ponieważ koncertem we Wrocławiu zespół Russian Circles rozpoczął swoją europejską trasę. Jak było? Wspaniale, ale o tym niżej.

Zanim grupa pojawiła się na deskach klubu Firlej, wieczór otworzyła czeska grupa punkowa, Kovadlina. Myślę, że tym jednym zdaniem można podsumować wszystko, co zespół miał do zaoferowania. Utwory były szybkie i ostre, ale jednocześnie sztampowe i momentami przynudnawe. Uwagę przykuwała postać wokalisty – wielkiego, wytatuowanego osiłka, który biegał z jednego końca sceny na drugi i wypluwał wykrzykiwane zdania z częstotliwością karabinu, ale za tym nie kryło się nic ciekawego. Moją ciekawość za to budził jego sceniczny trik – plucie śliną w górę, a następnie łapanie jej w locie. Nie mam pojęcia, czemu to służyło, ale najwyraźniej był to niezwykle istotny element koncertowego oblicza grupy, skoro robił to co chwilę. Jedyne momenty, kiedy grupa wyrywała się z marazmu, to te, w których sekcja instrumentalna bawiła się harmoniami i wygrywała przyjemne dla ucha melodie. Niestety, były one jedynie rzadkością w porównaniu do ilości zaprezentowanego materiału.

Na szczęście, złe wrażenie zostało zatarte od pierwszych sekund, kiedy muzycy Russian Circles wkroczyli na scenę. Trio powoli budowało suspens za pomocą zapętlonych, dronowych wstawek, z których stopniowo wyłoniły się pierwsze dźwięki “Asa” z najnowszego albumu grupy. Przez następne 80 minut przeprowadziła nas przez meandry swojej dyskografii. Oczywiście, z naciskiem na ostatni album, z którego usłyszeliśmy także “Vorel”, “Mota” i “Afrika”. Nie odmówili także sobie wędrówek do poprzednich płyt: mieliśmy więc przygody z ciężkim, metalowym uderzeniem ze “Station”, rozmywające się molochy z “Memorial”, czy rozgrzewające do białej gorączki utwory z “Empros”. Całość objęta była genialnym budowaniem suspensu za sprawą zapętlanych, ambientowych plam, dzięki którym każdy kolejny utwór mógł wejść z nową mocą, a zarazem dawał chwilę oddechu muzykom, żeby wykonać chociażby tak prozaiczne czynności, jak przetrzeć ociekającą od potu twarz i napić się niedobrego, koncernowego, polskiego piwka.

Najaśniejszym punktem samego koncertu, o dziwo, nie były dla mnie wielkie umiejętności Mike’a Sullivana do budowania gitarowych konstrukcji i ekstensywnego zapętlania swoich partii w celu uzupełnienia muzycznego krajobrazu. Nie chodziło mi także o niezmordowanego Dave’a Turncrantza, który z każdym kolejnym utworem wygrywał swoje charakterystyczne, perkusyjne wstawki. Tym razem moim ulubionym członkiem Russian Circles był Brian Cook, który nie operował jedynie gitarą basową, zgniatając mi żebra swoim nisko strojonym basem. Muzyk uprawiał cudowny multitasking, którego można pozazdrościć. Umiejętnie przesiadał się w trakcie utworu z gitary elektrycznej do basowej, operował syntezatorami za pomocą nożnego sterownika, a także wykonywał tak ekstremalne zadania, jak wygrywanie melodii klawisza swoim małym palcem, grając jednocześnie basowe partie. Oczywiście, nie umniejszam tu roli całego zespołu, bo koncert był fenomenalny od samego początku aż do smutnego końca.

W przypadku muzyki tej grupy ciężko jest mi być obiektywnym. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ich rok temu po latach wyczekiwania, w końcu zrozumiałem, co tak naprawdę chcą przekazać swoją twórczością. Jak to w muzyce instrumentalnej – liczy się ton, barwa, nasycenie utworu emocjami. Pod tym względem Russian Circles to mistrzowie umiejętnie kroczący na kilku frontach naraz. Ich kompozycje, choć czasem, nie ukrywam, oparte na standardach i wytartych schematach, na żywo wciąż robią piorunujące wrażenie. Trio z Chicago działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Oby działała jak najdłużej z pełną mocą. Do zobaczenia następnym razem.

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.