22.05.2014 09:00

Autor: Maria

Rozmowa z Russian Red

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


Rozmowa z Russian Red

“Możesz żyć z dnia na dzień robiąc coś, co kochasz.”

Trzecia płyta, 7 lat na rynku muzycznym. Jak oceniasz swoją drogę muzyczną z perspektywy czasu?

Myślę, że jeśli robisz coś kreatywnego, twoja osobowość, to jak dorastasz idzie w parze z tym, co robisz. Zdałam sobie ostatnio sprawę, że moje “ja” dorastało z moją muzyką. Jednak muzyka ma swój rytm, w którym wydaje się album, jeździ się z nim w trasę. Ty dojrzewasz, chcesz opisywać już inne historie, masz nowy sposób opowiadania o swoich uczuciach, a ciągle tkwisz w tym, co jest na tej płycie, musisz o tym opowiadać, potem to grać, a myślisz już o robieniu nowych rzeczy. Dlatego dla mnie było to zawsze trudne: rozwijać siebie i rozwijać swoją muzykę w jednym czasie. Ale teraz uświadomiłam sobie, że to nie jest takie poważne, nie muszę być dokładnie w tym momencie piosenki, którą śpiewam. Zawsze byłam wymagająca w stosunku do tego uczucia, które muszę przekazać ludziom, którzy mnie słuchają. Chciałam, żeby to było prawdziwe. Było mi ciężko przy dwóch pierwszych płytach, a przy tej trzeciej myślę już o robieniu nowej muzyki. Nie jestem w tym momencie, gdzie byłam przy pisaniu tych piosenek, ale nauczyłam się, że to nic poważnego. Że nie ma nic bardziej serio niż być szczerym. Zawsze było to dla mnie trudne, by być na 100% na scenie, być w 100% w mojej muzyce. Zawsze chciałam więcej, zawsze wszystko podważałam, ale dopiero ostatnio nauczyłam się, żeby tego nie robić. Żeby polegać na sobie, na swojej ekipie, zrelaksować się, być cierpliwą i cieszyć się tym. To jest ważne.

Co wpłynęło na ciebie, że z melodyjnego pop-folku weszłaś w dość elektroniczno-rockowy klimat muzyczny?

Gdy byłam w trasie z drugim albumem – “Fuerteventura” – wymieniłam swój skład. Zrobiłam to, gdyż mój zespół nie funkcjonował dobrze, a ja chciałam robić coś w zgodzie ze sobą. Dlatego złapałam za gitarę elektryczną i od tamtego momentu wszystkie piosenki, które napisałam były na ten instrument, a ja zaczęłam zagłębiać się w te dźwięki. Dlatego ten album jest taki. To był dość organiczny proces.

Czy to jest styl, który utrzymasz, czy jednak wrócisz do akustycznych brzmień?

Myślę, że prawdopodobnie połączę oba style. To, że śpiewam jedno nie znaczy, że nigdy nie zaśpiewam czegoś innego. Tak, prawdopodobnie połączę oba.

Czytałam w twoim wywiadzie dla hiszpańskiego Rolling Stone…

Znasz hiszpański?

Nie, ale jest Google Translator.

[śmiech]

Czytałam, że dźwięki, które słychać na płycie “Agent Cooper” to dźwięki Los Angeles, w którym mieszkasz od roku.

Byłaś kiedyś w Los Angeles? Polecam tam pojechać. To miejsce ma taką energię. Muzyka tam jest tak żywa. Ludzie w Ameryce są bardzo otwarci, więc jak tylko się tam sprowadzisz i jeśli znasz kogoś kto tam gra, rozmawiacie, gracie wspólny koncert, już jesteś częścią tej sceny muzycznej. Jestem z Hiszpanii i mogę ci powiedzieć, że takie rzeczy nie dzieją się w Madrycie. Więc dla mnie, dla każdego kto przenosi się do LA i chce tworzyć muzykę jest coś w powietrzu, jest coś w byciu częścią pewnej wspólnoty, co sprawiało, że byłam bardzo podekscytowana i myślę, że chcieliśmy też to umieścić na płycie: jazdę po mieście, to pozytywne uczucie, ale też pewną nostalgię. Myślę, że takie jest brzmienie tego albumu.

Żyjemy w epoce obrazu. W internecie można znaleźć wiele sesji akustycznych z twoim udziałem, działasz czynnie na Instagramie, prowadzisz bloga, gdzie umieszczasz swoje prywatne zdjęcia i filmy. Czy obraz jest dla ciebie tak samo ważny jak muzyka?

Myślę, że jest ważny, ale nie tak samo, bo to co wychodzi spontanicznie to muzyka. We wszystko co nie jest muzyką muszę włożyć dodatkową ilość pracy. To zupełnie co innego. Ale lubię robić teledyski, lubię ten proces. Wiem co mi się podoba, ale nie wiem jak to tworzyć. Więc jeśli wybierzesz kogoś, kto jest utalentowany i dasz mu wolność do wykreowania własnej historii do twojej muzyki to jest miłe. To jak rozszerzenie całej koncepcji piosenki, sprawienie, żeby jej część była wizją innych ludzi. Filmowanie tego to dobra zabawa, wszystko co jest tworzone na planie jest piękne, też synergia pracujących tam ludzi. To miłe, uwielbiam to robić.

I wiem, że sama też robisz zdjęcia. Bardzo piękne zdjęcia.

Dziękuję bardzo.

A propos fotografii mały polski akcent. Twoim bliskim kolegą jest polski fotograf, Luc Kordas. Na jego stronie jest trochę sesji z twoim udziałem. Opowiedz mi o tej znajomości.

Mieszkał w Madrycie. Ma bardzo mocne powiązania z Hiszpanią. Teraz pracuje na południu Hiszpanii. Poznaliśmy się kiedy byłam na studiach i nie miałam jeszcze zespołu. Pracowaliśmy razem w kawiarni. Któregoś dnia powiedział mi: “Bardzo chcę zrobić ci jakieś zdjęcia”. Zgodziłam się. I od tamtego czasu zostaliśmy przyjaciółmi. On mieszkał w Barcelonie, potem w Londynie, później znów w Hiszpanii. Ale przez te wszystkie lata widywaliśmy się prawie co roku. Mamy takie artystycznie połączenie, uwielbiamy ze sobą pracować. Dopiero co się z nim widziałam, dwa tygodnie temu wrócił z Indii do Madrytu.

Podróżujesz bardzo dużo. Czy masz czas na zwiedzanie miejsc, w których bywasz? Co cię w nich głównie interesuje?

Znam ludzi w różnych miejscach, więc jeśli mam wystarczająco dużo czasu wtedy się z kimś spotykam. Chcę wiedzieć co u znajomych, chcę nadrobić, chcę żeby opowiadali mi o swoim życiu, o mieście w którym żyją. I po prostu chodzić po mieście, krzyżować ścieżki z ludźmi. I jeśli mam czas to iść na fajną wystawę. To jest zawsze bardzo inspirujące.

Największe muzyczne marzenie? Może duet?

Wiesz, jest taka piosenka na płycie – “Alex T.”. Chodzi o Alexa Turnera (Arctic Monkeys – przyp. red.). Miałam kiedyś powtarzające się sny, w których był. I stał się dla mnie na jakiś czas inspiracją. Nie byłam w tym czasie w nikim zakochana, nie spotkałam nikogo, kto by wstrząsnął moim światem. Więc mając powtarzające się sny z tym gościem, którego właściwie zmyśliłam, bo go nie znałam… Myślę, że teraz mogłabym z nim kolaborować, z jego zespołem. Może duet z nim byłby czymś całkiem niesamowitym.  Właściwie to mieszka teraz w Los Angeles.

Poznałaś go?

Tak. Ale nie był dla mnie tak miły jak ja dla ciebie (śmiech).

Dziękuję. To trzymam kciuki za duet, żeby się udało.

Dziękuję. Czemu nie. Wszystko jest możliwe.

Wielu młodych muzyków miota się, w którym kierunku muzycznym mają podążyć, żeby utrzymać się na rynku. Ty, mam wrażenie, nie masz tego problemu.

To są rzeczy, które słyszałaś już tysiąc razy, ale to prawda: myślę, że żeby coś stworzyć musisz po prostu wyrzucić to, co siedzi w tobie. Możesz na początku tego nie lubić. Możesz myśleć: “Lubię inny rodzaj muzyki”, “Szkoda, że ja tego nie zrobiłem”. Ale to nie idzie z wnętrza. Po prostu to wypuść. I wtedy nauczysz się jak tym kierować, sprawić, że będzie to bardziej w zgodzie z tobą. Możesz żyć z dnia na dzień robiąc coś co kochasz. To podróż, proces wymagania od siebie.

Wywiadywała: Ada Ziółkowska
Foto: Luc Kordas:
http://luckordas.com/
http://luckordasblog.eu/




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.