15.07.2011 08:54

Autor: Katarzyna Borowiec

Roboty na wysokości – “Studio huta”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Roboty na wysokości – “Studio huta”
Wyd. własne/2010

Można nieźle dostać po głowie.

Przy czym w tym przypadku przed urazem nie ustrzeże nas nawet kask. Ta płyta jest niebezpiecznie nieprzyjemna. Opis wróży wiele dobrego, początkowe dźwięki są zachęcające i nagle – łup! Nieopatrznie upuszczony przez pracujących wokal miażdży czaszkę niezdającego sobie sprawy z zagrożenia słuchacza.

Roboty na wysokości tworzą muzycy związani z Locomotive Sun i Iowa Super Soccer: Piotr i Wojciech Sawiccy oraz Daniel Hozumbek, który niestety udziela się tutaj wokalnie. Dlaczego to robi, nie wiadomo, ale moim zdaniem zdecydowanie nie powinien. Ten głos będzie się pojawiać w wielu koszmarach, ta drażniąca barwa, ten irytujący sposób wydłużania niektórych sylab. Poza tym pan właściwie nie śpiewa, tylko krzyczy, więc naprawdę mógłby to robić ktoś inny.

“Ich muzyka wymyka się wszelkim ramom, czerpiąc z wielu różnych gatunków” – to cytat z opisu na profilu zespołu w serwisie myspace. W praktyce jest to dosyć chaotyczne brzmienie, przy czym chaotyczność naprawdę może mieć o wiele więcej uroku. Elektroniczne bity, nu-jazzowe wstawki, gdzieniegdzie gitary, jeśli się pogrzebie pod wokalem, jest to nawet dosyć ciekawe. Nie na tyle jednak, żeby przykuć uwagę pomimo krzyków w warstwie wierzchniej. “Studio huta” zwyczajnie męczy – chropowatymi brzmieniami, jak i nieustannym wołaniem; trochę jakby wyjść na zatłoczoną ulicę. A szkoda, mogło być całkiem ciekawie, zwłaszcza, że brzmienie jest ładnie dobrane do przyjętego entourage’u. Moglibyśmy zostać w tytułowej hucie i skupić się bardziej na dźwiękach surowców niż tych wydawanych bezpośrednio przez element ludzki. Muzyka momentami przypomina nieco dokonania innego mechanicznego zespołu, Robotobibok. Przy czym ta druga maszyna radzi sobie zdecydowanie lepiej, być może dlatego, że utwory są instrumentalne.

Ciężko jest z tego hałasu coś zapamiętać. Słowa, wedle zespołu abstrakcyjne, brzmią raczej jak nieudany żart, z którego śmieją się tylko jego twórcy. Oprócz twórców podstawowych na płycie występują również goście. Jednym z nich jest Miszcz Pawarotti (The Syntetic vel Człowiek Widmo) i jego “ajajaj Puerto Rico” jest tu chyba jedynym sympatycznym momentem.

Ciężkie roboty. Na dodatek pracujący ni chuja mają na to ochoty. Już w pierwszym kawałku można usłyszeć ostrzeżenie: nie zostawaj na wieczór ze mną. Podobno jest to twórczość awangardowa, więc może do kogoś jednak przemówi, wierzę również, że na żywo zespół jest w stanie zrobić całkiem niezłe show, ale osobiście polecałabym raczej uważać przy przechodzeniu nieopodal.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 6,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.