24.11.2012 07:00

Autor: Michał Stępniak

Rihanna – “Unapologetic”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Rihanna - “Unapologetic”
Mercury/Def Jam/2012

Marność.

Daleką drogę przeszła Rihanna przez ostatnie siedem lat. Nie widzę jednak potrzeby roztrząsania tematu, czy Barbadoska to jeszcze artystka, czy już tylko celebrytka. Wystarczy bowiem obejrzeć koncert (choćby wirtualnie), by uzyskać odpowiedź. Mam jednak zupełnie inną wątpliwość – 24 lata na karku i siedem albumów na koncie. Czy to jest normalne? Czy panie i panowie sterujący karierą Rihanny nie przesadzają? Niemal wszyscy wiedzą, jak bogate życie osobiste prowadzi wokalistka, ale jej kolejne płyty zaczynają sprawiać wrażenie rocznego sprawozdania. W którymś momencie musiało się to odbić na jakości…

Przy okazji poprzedniego albumu “Talk That Talk”, łatwo było o wniosek, iż jego najlepsze momenty zostały stworzone we współpracy z Calvinem Harrisem. Teraz jako producenci pojawiają się StarGate, Benny Blanco, Chase & Status, David Guetta. Taki zestaw brzmiał groźnie, a w konsekwencji okazało się, że obawy były jak najbardziej na miejscu.

“Unapologetic” gromadzi 14 utworów, z czego zdecydowana większość jest najzwyczajniej nijaka. Wiele można było do tej pory zarzucać Rihannie, ale nuda znajdowała się wśród najrzadziej wymienianych argumentów. Teraz jest, niestety, inaczej. Na płycie muzycznie paradoksalnie dzieje się sporo, ale rezultatem może być co najmniej ból głowy i pustka. Prawdopodobnie największym błędem było zaproszenie do współpracy zbyt wielu producentów, z których każdy miał inny pomysł na to, jak powinna brzmieć Rihanna. O spójności nie ma tu w ogóle mowy. Przesadnie plastikowych utworów, nie rzadko podszytych dubstepem (szkoda, że porzucono niemal kompletnie elementy R&B), nie ratują ckliwe ballady. Słabo spisują się także zaproszeni goście. Eminemowi wiele brakuje do Jay’a Z, a Chris Brown (przy okazji tej współpracy napisano sporo głupot) udający Michaela Jacksona jest raczej parodią samego siebie. Sama Rihanna w zbyt małym stopniu korzysta z nielicznych atutów wokalnych, które posiada. Te wszystkie wady byłyby do przełknięcia, gdyby nie jedna najistotniejsza rzecz – na “Unapologetic” brakuje przede wszystkim przebojów. Niby łatwo zauważyć, iż płyta sprawia wrażenie nieco bardziej ambitnej i przeznaczonej nie tylko do podrygów, ale i do kontemplacji (np. nienajgorsze “Love Without Tragedy / Mother Mary” ze świetnym początkiem i dramatyczną dalszą częścią). Tylko w tej strategii Barbadoska raczej się nie sprawdza. Pocieszać się mogę, że jest jeden mały wyjątek. Diamencik na “Unapologetic” nazywa się “Diamonds”. Tak właśnie powinien brzmieć pop w wykonaniu Rihanny. Byłbym jednak zdecydowanie bardziej szczęśliwy, gdyby znajomość “Unapologetic” na tym utworze się też zakończyła.

Moje uwielbienie dla Barbadoski zaczęło nieco gasnąć. Co za dużo, to nie zdrowo. Tyle razy musiałem już w życiu bronić Rihanny przed atakami przeciwników, że doprawdy mi przykro, że tym razem to oni mają rację. Parasolka w 2012 roku zaczęła troszkę przeciekać. Może za rok będzie znów dobrze, bo w to, że za minimum dwanaście miesięcy usłyszymy nowy album nie wątpię.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 5,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.