13.12.2011 07:00

Autor: Michał Stępniak

Rihanna – “Talk That Talk”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Rihanna - “Talk That Talk”
Def Jam/2011

Mainstream ciągle należy do Rihanny.

Zaledwie cztery lata temu Rihanna przeszła na ciemną stronę mocy i przemieniła się w niegrzeczną dziewczynę. Strategia się opłaciła. Na scenie pop nie ma dziś dla siebie konkurencji. Współpracować chce z nią każdy – w ostatnich miesiącach przyjęła zaproszenia od m.in. Kanye Westa, Coldplay i Drake’a. Gdzie w tym czasie Rihanna znajduje czas na nagrywanie własnych płyt? Okazuje się, że w hotelowych pokojach, bo to właśnie tam powstawał najnowszy album “Talk That Talk”.

Wydawanie płyt co rok niekoniecznie może przynieść spodziewany efekt. Czasy jednak mamy takie, że ciągle należy dolewać benzynę do ognia. Od Rihanny wszyscy oczekują właściwie jednego – przebojów.  Te dostajemy i tym razem, choć w dawce zdecydowanie mniejszej niż miało to miejsce przy okazji poprzedniego “Loud”. Trzeba zauważyć, że dziewczynie z Barbadosu udało się coś zasługującego na uwagę – w trzy lata osiągnęła tyle, że inne postaci głównego nurtu mogą jej zazdrościć. Rihanna to zupełnie inna liga. Ona jest Realem Madryt, a Katy Perry, Britney Spears czy nawet Beyonce mogą dziś ewentualnie trenować pod jej okiem. Barbadoska wielokrotnie powtarzała, że jej celem jest zostać “czarną Madonną”. Horyzont jest coraz bliżej.

Oczywiście, wyznaczania nowych trendów czy przekraczania granic tutaj nie ma. “Talk That Talk” to kilka radiowych hitów, trochę nieszkodliwch dyskotekowych przebojów i dodatek w postaci rzewnych ballad. Recepta zrealizowana, a pacjent zadowolony.

Początek albumu zwiastował jednak, że możemy mieć do czynienia z najlepszą płytą Barbadoski. Niesamowicie pozytywnie zaskakują dwa utwory wyprodukowane przez Calvina Harrisa. “We Found Love” zdążył już usłyszeć chyba każdy na świecie. Jestem jak najbardziej na “tak” i w skromnej opinii uważam, że to jeden z najlepszych popowych przebojów ostatnich lat. Nawet mój przyjaciel szczerze nienawidzący elektroniki uniósł kciuk do góry. To jednak nie koniec. Zdecydowanie lepiej wypada “Where Have You Been”, choć pewnie dla dużej części osób nie do wytrzymania będzie dość charakterystyczne dla Rihanny powtarzanie fraz (zamiast “umbrella ela ela ela” mamy tu “la a aa jf” i tradycyjne “oh”, “a”). Na uwagę zasługuje także “You da One”, choć w tym przypadku ilość refrenów staje się w pewnym momencie przesadzona. Dobrze się stało, że Barbadoska zrezygnowała z zapraszania większej liczby gości. W tytułowym “Talk That Talk” pojawia się jedyny – Jay Z i jest to symboliczne, bo przecież kariera artystki  zaczęła się dzięki temu panu. To by było na tyle. Po czterech pierwszych utworach następuje spadek formy. Trochę tak, jakby dobre pomysły skończyły się w połowie płyty. Dalsza część albumu może nie jest zła, ale łatwo można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z jakimiś “b-side’ami”. Trudno tam też będzie znaleźć kandydatów na kolejne single. Może warto by było trochę się wstrzymać i staranniej dobrać materiał?

Rihanna nie byłaby sobą, gdyby nie zaserwowała nam troszkę obrazoburczych tekstów. Rodzice przeżyją szok, gdy usłyszą z pokoju swoich pociech wyznania w stylu: “I wanna fuck you right now”. Słowne zabawy też zaskakują – chyba każdy uświadomiony seksualnie rozumie, co też miała Barbadoska na myśli śpiewając piosenkę “Cockiness (Love It)”. Z drugiej strony słyszymy: “I’ll let you in on a dirty secret / I just wanna be loved”. Zgodnie z przewidywaniami okazuje się, że ostra dziewczyna to skryta romantyczka.

Można, oczywiście, psioczyć, że nad wizerunkiem i muzyką Rihanny pracuje olbrzymi sztab ludzi (“Loud” to owoc dwutygodniowych warsztatów czołówki producenckiej), ale co mnie to obchodzi, gdy noga sama z siebie wystukuje rytm? Szkoda tylko, że jedynie przez pierwszą połowę “Talk That Talk”. Mimo wszystko, królowa jest tylko jedna, a korona na jej głowie nawet na chwilę nie drgnęła. Pewnie też dlatego, że konkurencja jest beznadziejna.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 5,06 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.