24.06.2011 20:43

Autor: Monika Pomijan

Relacja z warszawskiego koncertu The Cinematic Orchestra

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Relacja z warszawskiego koncertu The Cinematic Orchestra
21.06.2011/Warszawa

Tak właśnie spadają gwiazdy.

W ramach Warsaw Summer Jazz Days w klubie Palladium wystąpiła jedna z ikon wytwórni Ninja Tune, założona w 1999 roku przez Jasona Swinscoe – The Cinematic Orchestra. Wystarczy znać tylko ostatni album zespołu – “Ma Fleur”, aby oczekiwać koncertu nieziemsko pięknego. Licznie zgromadzona w stołecznym klubie Palladium publiczność mogła cieszyć się właśnie takim występem.

Koncert The Cinematic Orchestra oczarował dosłownie wszystkich. Jedni kompletnie zaniemówili i stali urzeczeni, drudzy bujali się do rytmu, jeszcze inni wpadli w niekończący się trans. Nagłośnienie było wyjątkowo dobre, czym Palladium mnie pozytywnie zaskoczyło, więc z radością mogłam oddać się muzyce. Najwięcej piosenek pojawiło się z “Ma Fleur” ze względu na to, że jest to ostatni album zespołu (przy okazji to mój ulubiony krążek, więc byłam w zupełności ukontentowana). Panowie byli idealnie zgrani, fenomenalnie profesjonalni i grali po mistrzowsku – a część kawałków dopełniał wokal gwiazdy soulu Fontelli Bass. Wprawdzie na początku miałam wrażenie, że właśnie wokal trochę tutaj kuleje, później się to zmieniło, ale czasem czułem jeszcze pewien niesmak. Może od roku 2007 skala głosu Fontelli po prostu straciła na rozpiętości, bo jakoś nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że były punkty w piosenkach, kiedy zwyczajnie nie dawała rady.

Te niedociągnięcia zaraz jednak były zacierane przez szóstkę muzyków, którzy dawali z siebie wszystko – coraz bardziej podbijając serce publiki. Solówki perkusji (ogromne podziękowania dla Alexa Jamesa) i pianina (Nick Ramm jak mało kto potrafi przekazać swoją miłość i pasję) budziły szacunek. Jednak dla mnie to saksofon stał tutaj na piedestale, a wraz z nim Tom Chant ze swym stylowym kapeluszem na głowie. Już na płycie brzmi fantastycznie, ale nie przypuszczałam, że będę słuchać jego gry z zapartym tchem. “Burn Out”, “Flite” czy “Man With The Movie Camera” nabrały zupełnie nowego znaczenia. Nie dało się przejść obojętnie wobec takiej wirtuozerii. Ta zresztą charakteryzuje wszystkich członków zespołu i muzykę, którą tworzą, więc nic dziwnego, że są tak kochani.

Oczarowanie, radość i ogromy szacunek nie były jednak jednostronne. The Cinematic Orchestra zostali urzeczeni przez wspólne emocje, jakie wypełniły salę klubu, dziękowali wszystkim, bisowali i obiecali znowu wrócić. Zatem niech uczynią to jak najszybciej, bo są setki osób, które na nowo przeżyją tę nieomal mistyczną podróż przez nu jazz – w tym również i ja.

Monika Pomijan




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.