07.11.2013 20:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Relacja z koncertu i wywiad z Editors

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, Wywiady

Wykonawcy: |


Relacja z koncertu i wywiad z Editors
29.10.2013/Kraków

Co działo się w Teatrze Nowa Łaźnia?

Do niebezpiecznej sytuacji dochodzi w przypadku, kiedy to na koncercie Editors pojawia się fan U2 i fan Coldplay’a. Z chwilą przekroczenia progu Teatru Łaźni Nowej w Krakowie, nasze serca bezwzględnie należały do kapel, które wedle powszechnej opinii należą do inspiracji zespołu z Birmingham.

Krakowski koncert był trzecim październikowym występem grupy w Polsce. Wcześniej mogliśmy ich usłyszeć w Poznaniu i warszawskiej Stodole. Choć nigdy nie byłem zagorzałym fanem zespołu – zaryzykowałem. Czy opłacało się?

Zanim zespół pojawił się na scenie, swój występ rozpoczęła belgijska grupa Balthazar. Studyjne kawałki nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, lecz oczywiście do czasu, kiedy usłyszałem je na żywo. Bogate instrumentarium, kapitalne brzmienie, współpraca i charyzma muzyków. Chwytające za serce melodie o miłości, po rytmy, przy których aż chce się skakać. Wokalistą zespołu jest Maarten Devoldere, który podczas każdego kawałka był wspierany przez cały zespół. Rzadko kiedy mam okazję patrzeć na tak barwną ekipę, która nie mogła  powstrzymać się od podśpiewywania partii Maartena. Spełniło się też moje małe oczekiwanie – zespół świetnie nadawałby się do duetu z Damienem Ricem. I żebym nie zapomniał  – pełna uroku skrzypaczka Patricia bezwzględnie zdobyła moje serce.

No i czas na Editors. Rozpoczęli od “Sugar”, później starsze “Someone Says”, aż w końcu hity z drugiej płyty “Bones” czy “Smokers Outside the Hospital Doors”. Coś, czego nigdy nie mógłbym wytknąć wokaliście to ekspresja i umiejętność przekazywania emocji. Porywanie się na koncertowe szaleństwo, nadawanie całemu “show” specyficznej teatralnej atmosfery. Przy każdym kawałku zespół jakoby “wybuchał”, a tym też zachęcał ludzi do wspólnej zabawy. Publiczność szalała, zespół biegał po całej scenie, a ja nawet nie poczułem kiedy zacząłem skakać razem ze wszystkimi.

Miałem obawy, że to będzie nudny koncert, jednakże była to moja najlepsza dwugodzinna muzyczna inwestycja. Powiedzmy – kredyt na oślep, który zespół spłacił z nadwyżką. W pamięć mocno zapadło mi wspólne odśpiewanie utworów z najnowszej płyty: “A Ton of Love”, “Formaldehyde” czy jak zdołałem zauważyć, lekko zmodyfikowaną wersje “Like Treasure”. O bisy nie trzeba było prosić. Niezliczona ilość utworów, “Papillon” wydłużone o kilka minut, mistrzowskie pianino i panowanie muzyków nad tłumem. To, co mnie urzekło najbardziej to sposób w jakim zespół traktuje swoich fanów. Emocje, wizualizacje, dodatki i energia!

Film użytkownika Krzysiekcrv:

Przed występem miałem okazję zamienić parę zdań z Russelem i Justinem. Zapraszam do krótkiej lektury.

WYWIAD

Mateusz Grzeszczuk: Wspomniałeś kiedyś, że w czasie pracy nad albumem, robicie wszystko, by pozytywnie zaskoczyć fanów. Czy macie jakieś specjalne reguły, zasady pracy, które pomagają wam osiągnąć wspomniany efekt zaskoczenia słuchaczy?

Russell Leetch: Czy mamy takie zasady? Chyba nie.

Justin Lockey: Nie, nie mamy. Staramy się w czasie pracy swobodnie rozwinąć skrzydła.

R.L. : Staramy się robić to, co dla piosenki jest najlepsze, rozważyć wszystkie możliwości. To najlepsze co możemy wskórać.

Jak się czujecie po zmianach w zespole?

R.L. Teraz jest dobrze, przeżyliśmy już naprawdę wiele ciekawych, fajnych chwil od czasu odejścia Chrisa Urbanowicza. Z tym, że były też i ciężkie momenty. Tak to już się dzieje w prawdziwym życiu, raz jest dobrze, a raz źle.

J.L. Ja dołączyłem do zespołu już po tych “trudnych chwilach”. Od tego czasu wszyscy pracowali naprawdę ciężko i mieliśmy z tej pracy sporo radości.

Macie teraz jakikolwiek kontakt z Chrisem?

RL: Nie, naprawdę nie mamy.

Czy wasz nowy album “The Weight of Your Love” to powrót na właściwe tory, którymi brnęliście przez pierwsze dwie płyty?

R.L. Zdecydowanie tak. To co chcieliśmy osiągnąć to krążek bardziej prowadzony przez gitary, chcieliśmy się odsunąć od stylu wyznaczonego przez trzeci album, od tego, co na nim się znajdowało. By sprowadzić z powrotem więcej dźwięków organicznych, a nie syntetycznych. Początkowo planowaliśmy współpracować z Floodem (red. Mark “Flood” Ellis – brytyjski producent muzyczny znany z produkcji albumów gwiazd takich jak U2 i Depeche Mode) jako producentem, ponieważ w przeszłości odbyliśmy z nim świetne sesje nagraniowe. Ostatecznie udaliśmy się do Stanów z Jacquirem (red. Jacquire King – amerykański producent muzyczny) i to właśnie z nim nagraliśmy płytę. Z prostego powodu: jest w tym naprawdę dobry.

Zastanawialiście się nad tym, że jako zespół walczycie z ciągłymi porównaniami do innych kapel?

R.L. : Cały czas ktoś nas do kogoś porównuje, a lista ciągle robi się dłuższa, porównuj śmiało, mi to nie przeszkadza.

O nie! Nie mam takiego zamiaru. Więc spytam, czy udało wam się ostatecznie ustalić wagę miłości?

R.L. : Ile waży? 21 gramów! Tyle co twoja dusza (śmiech). Waga twojej duszy to 21 gramów (aluzja do eksperymentów dr Duncana McDougalla, który rzekomo zważył duszę).

Nawet o tym nie wiedziałem! Czy podczas nagrań w Nashville zażyliście trochę kowbojskich klimatów?

J.L.: Czy poczuliśmy atmosferę Nashville? Pewnie, że tak. Jedliśmy sporo dań “barbecue”.

R.L: Spędzaliśmy czas w barach, rozmawialiśmy z ludźmi, to był naprawdę dobrze spędzony czas.

Jesteście w Polsce kolejny raz, znacie jakiś polskich wokalistów? Słuchaliście polskiej muzyki?

R.L.: Niestety, nie jesteśmy z nią zaznajomieni. Ale znam nazwisko “Górecki”, Henryk Górecki, był jednym z najsłynniejszych kompozytorów.

Może są wam znani jacyś Polacy?

R.L: (śmiech) Robert Lewandowski! Szczęsny? I to by chyba było na tyle, no chyba że chcesz usłyszeć więcej piłkarskich nazwisk.

Myśleliście o tym, czy macie jakieś specjalne zasady pracy w zespole, na scenie, poza sceną?

R.L: Nie, nie wydaje mi się, czasami Tom Smith podsuwa jakiś tekst i próbujemy otworzyć swoją wyobraźnię; ciekawie jest wtedy patrzeć dokąd nas to zaprowadzi. Nie ma żadnej książki z zasadami.

J.L: To prawda, każda sesja jest inna, a my próbujemy grać prosto z serca.

Plany po koncercie w Krakowie?

R.L: Czekają nas jeszcze 4 koncerty w ramach trasy po Europie, a później powrót do Wielkiej Brytanii.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk

Pomoc w przygotowaniu: Łukasz Kuśmierz




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.