16.06.2011 20:33

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Relacja z koncertu Ayo na Szczecin Music Fest 2011

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Relacja z koncertu Ayo na Szczecin Music Fest 2011.

Szczecin na kolanach?

Od kilku lat wyjątkowo do Szczecina, w cieplejsze miesiące, trafiają artyści z najwyższej półki. Niektórzy powszechnie znani i lubiani, inni bardziej niszowi ale gwarantujący dobry poziom. Wszystko w ramach Szczecin Music Fest. W 2011 w zestawie muzycznym znaleźli się Bassekou Kouyate, Juan Carlos Caceres, Ayo, Cesaria Evora oraz Chris Botti. Niestety podobnie jak w zeszłym roku, ze względu na terminarz, mogłem wybrać się tylko na jeden koncert. Wtedy był to Nils Petter Molvaer (tutaj relacja), a tym razem padło na Ayo – obywatelkę świata. Pochodzenie nigeryjsko-romskie, narodziny w Niemczech, pobyty w Anglii i we Francji…trudno więc przypisać jej jedną narodowość. W Polsce stała się popularna przede wszystkim za sprawą przeboju “Down on my knees”. Debiutancki krążek zajmował wysokie miejsce na listach, nic więc dziwnego, iż artystka chętnie tutaj przybywa.

Ayo ruszyła w trasę po kilku polskich miastach, więc występ w Szczecinie nie był wcale taki wyjątkowy. Całe szczęście jednak, że ktoś w te rejony w ogóle się zapuszcza. Pomimo bliskości Zachodu Szczecin jest paradoksalnie kulturalną pustynią. I niekoniecznie organizatorzy są temu winni, zapotrzebowanie może być małe, o czym świadczy frekwencja na wielu imprezach która zbyt często nie przekracza 100 osób. Choć wokalistkę kojarzy, czy to z radia czy z telewizji, wielu Polaków, to nie oczekiwałem tłumów. Dziedziniec zamku zapełnił się jednak, o czym można przekonać się oglądając zdjęcia. Publika jest, muzycy s….ekhem…nie obyło się bez spóźnienia. Nie było ono jednak znaczne, poza tym artystka przeprosiła i usprawiedliwiła się mówiąc, że musiała nakarmić swoje dziecko (dzieci?) i dlatego popędziła do hipermarketu.

Zanim przejdę do wrażeń koncertowych czas na nieodłączny akapit narzekający na organizację. W zasadzie jedynym punktem krytycznym jest kwestia archiwizowania występu. Przed wejściem muzyków na scenę zostało powiedziane, że zdjęcia i ewentualne filmy można robić tylko podczas pierwszych trzech utworów. Abstrahując od przedstawicieli mediów naprawdę dziwnie wygląda sytuacja, kiedy ochroniarze podchodzą do poszczególnych osób zgromadzonych pod sceną i każą schować amatorski aparat. Muzycy źle wychodzą na zdjęciach zrobionych gorszym sprzętem? Działo się po tych trzech utworach na scenie coś zakazanego, iż nie można tego uwiecznić? Ochrona wykonuje zalecenia organizatora. A organizator czyje? Może tak sobie życzył management albo sami muzycy. Pewnie chodzi o prawo wizerunkowe, po trzech utworach artyści są już za bardzo spoceni. A filmy? Prawo autorskie. Poza tym wszystkie te koncertowe nagrania z youtube mają zdecydowanie gorszą jakość aniżeli płyty CD. Kupujcie płyty a nie kręcicie! A poważnie nie spotkałem się w Niemczech z takim podejściem, by ochrona wyłapywała osoby robiące zdjęcia. Chociaż tam na koncertach w zasadzie ochrona nie jest potrzebna, a na bardziej masowych imprezach jej rola ogranicza się do wyławiania dryfujących na rękach publiczności i odprowadzania ich do tłumu. Nawet na polskich festiwalach można wnosić amatorski sprzęt i zazwyczaj nikt nie przyczepia się do samego archiwizowania. Nie wiem na ile była to autonomiczna decyzja organizatora, a na ile niepodlegające dyskusji żądanie artystki, więc nie będę przypisywać nikomu winy. Po prostu szkoda, że do takich sytuacji jeszcze gdziekolwiek dochodzi.

Na scenie artystka przebywała przez prawie dwie godziny. Utwory wydłużano dodając improwizacje i bawiąc się stylistyką. Wokalistka dysponowała tego dnia mocnym, pewnym głosem. Dobrze radziła sobie z graniem na gitarze. Podobnie wspierający ją instrumentaliści. Szczególnie popisywał się basista, który generował ciekawe rytmy i prezentował umiejętność utrzymywania lub nawet przyspieszania bardzo szybkiego tempa. Gitarzysta nie oferował tylu solówek, choć kilka razy definitywnie był najważniejszą osobą na scenie. Ayo przyjechała promować swój krążek “Billie-Eve”, dlatego też pojawiło się kilka utworów z tego albumu; m.in. przebój “I’m gonna dance”. W wersji koncertowej wypadł bardzo korzystnie.

Spektrum wieku publiczności było bardzo szerokie; od małych biegających dzieci do siwiejących czy wyłysiałych już starszych osób. Większość zasiadła na ławkach lub krzesłach, lecz niektórzy stali lub siedzieli po bokach. Po którymś utworze wokalistka postanowiła nawiązać kontakt z publicznością. Dziękowała po polsku i pytała po angielsku. Niektóre sceny wyglądały komicznie dla osób znających ten drugi język. Kiedy Ayo prosiła o powtórzenie wersu Yes, I believe, ludzie odpowiadali Yeaaaah. Analogicznie kiedy zapytała czy publiczność lubi hip-hop: Yeaaaah. Dalej: Kochacie hip-hop czy lubicie hip-hop? Odpowiedzi czytający się już raczej domyślają. W pewnym momencie poprosiła publiczność o powstanie, klaskanie, śpiewanie, tańczenie. Dość szybko zgromadzeni zrealizowali życzenie wokalistki i przez kilka minut większość bawiła się bardzo dobrze. Później oczywiście usiedli.

Kilka razy aż się prosiło o klawiszowe pasaże, niestety keyboardzista opuścił trasę koncertową, gdyż zmarł mu ojciec. Z bogatszym brzmieniem koncert byłby jeszcze lepszy. Raz Ayo usiadła sama za sprzętem, zagrała i na tym skończyła się rola klawiszy. Kiedy stało się jasne, że występ zbliża się nieubłaganie do końca, ktoś z publiczności krzyknął “Down on my knees”. Wokalistka odpowiedziała przewrotnie Co? Nie słyszę. Ale wiadomo już było, iż to właśnie tą kompozycją zakończy set. Tym razem publiczność spontanicznie wstała i śpiewała. Techniczni zaczęli już zbierać sprzęt, Ayo próbowała przebrnąć przez tłum, rozdając przy okazji trochę autografów i powróciła na scenę, by wykonać jeszcze jedną piosenkę. Tego dnia kilka razy poruszyła typowo polski temat. Mówiła o śmierci ojca klawiszowca i o tym jak nieoczekiwanie odchodzą od nas ukochani, dlatego powinniśmy się nimi nacieszyć zawczasu. Stwierdziła także, podobnie jak 196% Polaków, że wierzy, iż ciało to nie wszystko – jest jeszcze coś więcej.

Pomimo tego jednego krytycznego organizacyjnego punktu koncert należy uznać za udany. Obywatelka świata pokazała, że także w Polsce czuje się dobrze. Udowodniła, iż potrafi śpiewać na żywo. Razem z zespołem stworzyła dość ciekawe show. Efekty wizualne nie były ważne, liczyła się w zasadzie sama muzyka. Może nawet Ayo zaszczepiła bakcyla niektórym ludziom, którzy dotąd chodzili tylko okazjonalnie na koncerty. Oby.

Łukasz Stasiełowicz

[Nie odnaleziono galerii]


Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.