09.09.2012 13:22

Autor: Michał Wieczorek

We yell like hell to the heavens – relacja z koncertów Japandroids

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


We yell like hell to the heavens – relacja z koncertów Japandroids

Jeśli zastanawiacie się, czemu relacja z dwóch koncertow Japandroids pojawia się dopiero teraz, odpowiadamy. Dopiero teraz zebraliśmy szczęki z podłogi.

Najpierw Poznań. Tam zagrali w Fabrice, co było dla mnie zaskoczeniem., Miejsce niewielkie, schowane w piwnicy, salka koncertowa wielkości tej w warszawskiej Eufemii. I nie ma tu ani słowa przesady. Nisko, ciasno i wąsko. A ludzi tłum. JPNDRDS nic nie robili sobie z tych dość ciężkich warunków i zagrali, jakby byli na festiwalu. Głośno, energetycznie, z wykopem. Po prostu nie dało się ustać na miejscu. Zaserwowali same hity, a że każda ich piosenka jest potencjalnym singlem, zagrali całość “Celebration Rock”, a z “Post-Nothing” zabrakło “Crazy/Forever”, co mogło zaskoczyć i “I Quit Girls”, którego brak w secie żadną niespodzianka nie mógł być, bo bardzo rzadko grają tę piosenkę. Z wcześniejszych EPek tylko cover “To Hell With Good Intentions” McLusky i fragment “Press Corps”. Razem ponad półtorej godziny. Wydaje się, że to dużo, ale ten czas minął stanowczo za szybko. Zaczęli od “The Boys Are Leaving Town”  i już po tym kawałku okazało się, jak błęna decyzją było umieszczenie tego koncertu w Fabrice. Nawet nie chodzi o ciasnotę i fakt, że połowa publiczności nie miała szans zobaczyć tego, co działo się na scenie, tylko o dudniące nagłośnienie i słabą akustykę. Nic to, JPNDRDS zagrali fenomenalnie mimo tych problemów. Największą histerie wzbudziły “Young Hearts Spark Fire” i “The House That Heaven Built”, a zakończyli całość obłędną wersją “For the Love of Ivy”.

A następnego dnia w Warszawie, choć trudno w to uwierzyć, było jeszcze lepiej.

Michał Wieczorek

Po poznańskim koncercie dzień wcześniej, wypadało mi oczekiwać tego samego po warszawskim, który odbył się 1 września. Chciałem po raz kolejny poczuć się, przez te półtorej godziny, jak dziecko. Niczym nieskrępowane, eskalujące swoją chęć zabawy przy dźwiękach rockowej kapeli, którą lubi.

Nie dość, że ponownie otrzymałem to na co czekałem. To zostało to jeszcze spotęgowane. Gdy przy pierwszych piosenkach Brianowi pękła w gitarze struna, wcale nie byłem zaskoczony. Ba! Przy takiej intensywności muzyki wyobrażałem sobie, że zmiany gitar i pałeczek od perkusji wymuszane będą znacznie częściej. Na szczęście robią powyższe dosyć solidne i potrzeby już takiej nie było. Co oczywiście nie umniejszyło przeogromnej energii, która wylewała się ze sceny. Nie tylko mi dane było ją poczuć, gdyż już w przy pierwszych utworach pod sceną zrobił się piekielny kocioł, a na wzniesionych rękach powędrowali pierwsi ‘crowdsurferzy’.

Jeżeli ktokolwiek spytałby: “jak wielki harmider może zrobić dwóch gości na scenie?”, wiedziałbym z miejsca, że nie był on na żadnym z koncertów Japandroids. W warszawskiej Hydrozagadce kanadyjski duet zagrał prawie dwie godziny, a zabrzmiały wszystkie kawałki z ich dwóch płyt “Post-Nothing” i tegorocznej “Celebration Rock”. Brian z Davidem zagrali nawet, na prośbę publiczności “I Quit a Girls”, które nie gości w ich setlistach już od ponad pół roku, jak oznajmił gitarzysta. Aby nie było tak łatwo, do utworu trzeba było jednak założyć zerwaną na początku koncertu strunę ale czego nie robi się dla fanów?

Widać, że mimo niesamowicie intensywnej trasy koncertowej, granie, za każdym razem sprawia im frajdę. To widać. To się ceni. To się sprzedaje. To po prostu świetnie brzmi!

Tomasz Milewski




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.