23.09.2011 16:35

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Relacja z koncertów Gaby Kulki i Jasona Webley’a w Gdyni i Warszawie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, Tylko u nas

Wykonawcy: |


Relacja z koncertów Gaby Kulki i Jasona Webley’a w Gdyni i Warszawie
16 i 17.09.2011/Gdynia i Warszawa

Dwóch redaktorów, dwa koncerty oraz dwie bardzo różne publiczności.

Michał Wieczorek (Warszawa): Czekałem na ten koncert dwa lata. Od niesamowitego występu na gdyńskiej Globaltice. Cierpliwość się opłaciła, w tym roku Jason przyjechał na 3 koncerty do Polski i moje marzenie się spełniło, zobaczyłem kolejny koncert tego niezwykłego barda z Seattle. Warto było czekać te dwa lata, bo w Warszawie było jeszcze lepiej niż w Gdyni. Częściowo za sprawą miejsca: nie dość, że Cafe Kulturalna mieści się w Pałacu Kultury, to jeszcze potrafi się tu wytworzyć niezwykle intymna atmosfera.

Krzysztof Kowalczyk (Gdynia): Ja także wyczekiwałem koncertu Amerykanina, mając w pamięci jego gdyński występ sprzed kilku lat. Niestety, o ile w stolicy miejsce koncertu dodatkowo potęgowało wrażenia, o tyle w gdyńskim Uchu uzyskano odwrotny efekt. Po środku sali rozstawiono kilka rzędów krzeseł, na których rozsiedli się krawaciarze i starsza publika, typowa dla fascynujących wieczorów ze smooth jazzem, spodziewająca się chyba usłyszeć piosenki Młynarskiego. Zamiast tego, występująca przed Webley’em Gaba Kulka postawiła m.in. na ukulele oraz cover Toma Petty’ego. I dzięki Bogu.

Michał Wieczorek: Krzesła? Takich “atrakcji” zabrakło w Warszawie. Na szczęście, jak piszesz. U nas Kulka tez zagrała cover Petty’ego (przy okazji okazało się, że lubią go tylko starcy i ona) na ukulele i kilka starszych piosenek, w tym moje ulubione “Królestwo i pól” już na fortepian. Set Gabrieli był krótki, ledwie dwadzieścia kilka minut. Normalnie bym się oburzał, że za krótko, ale zanim się zorientowałem, że to już koniec, Gaba wciągnęła na scenę trochę przestraszonego Jasona, który już przy drugiej piosence pokazał, że w dyrygowaniu publicznością nie ma sobie równych. Tak, tak szybko zagrał “There’s Not A Step We Can Take That Does Not Bring Us Closer” z obowiązkowa wojną skrzypiec i puzonów.

Krzysztof Kowalczyk: W Trójmieście też była wojna, a raczej próba jej wzniecenia. Już dawno nie widziałem takiego samozaparcia, jakim wykazał się bard: mimo braku reakcji połowy publiczności na jego starania (momentami przeradzające się oburzenie pt. “jak tak można”), on nie poddawał się i nawiązał kontakt z tą stojącą częścią publiki, która próbowała nadrabiać śpiewem i krzykiem za resztę. Webley był fantastyczny: jedyne co potrzebował to gitara, akordeon oraz mikrofon, wyłapujący rytmiczne uderzenia stopy o podłogę. Kilka razy muzykowi zdarzyło się wyjść na skraj sceny i śpiewać bez pomocy nagłośnienia, które, jak się okazało, wcale mu nie było niezbędne, gdyż posiada on bardzo silny i charakterystyczny głos.

Michał Wieczorek: To już wiem, czemu podczas nawoływania do wojny Jason mówił, że mamy pokonać Kraków, a o Gdyni nie wspomniał ani jednym słowem. Gdzieś w połowie koncertu Jason sięgnął po klasyk Michaela Jacksona “Billy Jean” i po tym utworze Jason na moment stał się szafą grającą – każdy mógł sobie zażyczyć piosenkę. Webley zagrał fragmenty “Like a Virgin” Madonny i innych przebojów lat 80. A potem spytał się, czy jest jakaś jego piosenka, którą chcemy uslyszeć, I tu się zdziwiłem, większość publiczności znała Jasona wcześniej i vox populi wybrał “The Ways to Love”.

Krzysztof Kowalczyk: W Gdyni również odbył się konkurs na przebój lat 80-tych, w którym wygrało “Living On a Prayer” Bon Joviego. Nie zabrakło także popisowego numeru “Hockey Star”, czyli idealnie skrojonego i wystylizowanego hitu ejtisowego, stworzonego przez samego Jasona. W końcu nadeszła pora na finał, czyli wspólny występ z Gabą, podczas którego nastąpiło wspólne wykonanie jednej z polskich piosenek z lat minionych. Webley dzielnie próbował śpiewać polski tekst razem z naszą wokalistką, ale zdarzały się mu momenty językowej porażki, które zamieniał na nieśmiertelne “na-na-na”. Wywołanemu na bis Webley’owi udało się w końcu poderwać przyspawaną do siedzeń publiczność i zastosować swoją sztuczkę z bezalkoholowym upiciem się: trzeba było wznieść palec wskazujący do góry, patrzeć na niego cały czas, jednocześnie obracając się wokół własnej osi. Efekt murowany. I sami przyznajcie, czy koncert pełen tego typu atrakcji, mógł być słaby?




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.