Relacja z Halfway Festival 2015

Sztuka przyciągania.

Czwarta już edycja Halfway Festival udowodniła po raz kolejny, że to, co pod koniec czerwca dzieje się w Białymstoku jest czymś niezwykłym. Nastawiony na kameralność i pozbawiony rozbuchanej promocji festiwal, okazał się projektem niebanalnym i wyrafinowanym. I nie jest prawdą, że do stolicy Podlasia zjeżdżają wyłącznie songwriterzy. Podczas tych trzech dni można było wysłuchać muzyki mniej bądź znacznie odbiegającej od tej metki.

Rzeczywiście, pierwszego dnia, dało się “usłyszeć” przede wszystkim artystów z gitarą, ale kolejne dni przyniosły już inne dźwięki. Był songwriting, folk, ale i sporo dobrego rocka, choćby w wydaniu zakręconych sąsiadów ze wschodu, czyli litewskiej grupy Garbanotas Bosistas, elektroniki  islandzkiego Vök (których muzyka daleka jest od typowo skandynawskiego czy też islandzkiego oniryzmu) lub multiinstrumentalnego polsko-brytyjskiego trio Sister Wood.

I tak, zgodnie z tradycją, festiwal rozpoczął artysta związany z Białymstokiem. W tym roku wybór padł na Natalię Fiedorczuk, czyli Nathalie and the Loners, której delikatny głos przyjemnie wprowadził w cały festiwal. Mieliśmy jeszcze inna śpiewającą dziewczynę obdarzoną ciepłym głosem, czyli Oly., która zaśpiewała ostatniego dnia. Był to też jej pierwszy koncert tuż po wydaniu debiutanckiej płyty “Home”. Ciepłe przyjęcie publiczności musiało być niezwykłym przeżyciem dla tej nieśmiałej dziewczyny.

Wspaniałe jest to, że tutaj nie wmawia się nikomu, że artyści są z najwyższej półki, nie tytułuje się ich jako “znanych wszystkim”. Line-up jest wyrównany, przyjeżdżają tu także ci mniej znani, choć nie pominięto też nazwisk rozpoznawalnych. Nie zabrakło tych ze świetnym kontaktem z publicznością (choćby “Niepozorny Mały Smerf” jak poprosił o przedstawienie siebie Moodi czy Jessica Larrabee z zespołu She Keeps Bees), jak tych, którzy oszczędzali taką formę komunikacji kosztem ekspresji na scenie, czego nie zabrakło Jauhienowi Kuczmiejnce, czyli .K. Muzyka songwritrerska ma to do siebie, że jest oszczędna i subtelna. Jeśli dodać do tego literackość, a taki jest język białoruski, to dostajemy zestaw kompletny. Muzyk raz ze swą “(nie)zniszczalną gitarą” stworzył ciekawy mikroklimat, któremu niepotrzebne były anegdoty wplątywane między kolejne piosenki. Publiczność i tak była wpatrzona w niego jak w obrazek. Z resztą, trudno byłoby napisać o innym zachowaniu wobec pozostałych wykonawców. Nie da się inaczej. Każdy wytwarzał niesamowitą, swoistą aurę. Czarujący Portorykańczyk Gabriel Rios (występ wieńczący pierwszy dzień), wzruszony Silberman z The Antlers czy rozbrajająco szczery William Fitzsimmons (który końcówkę koncertu zagrał stojąc między ludźmi). Blisko ludzi, tak jak mówi idea Halfway.

Nie sposób pominąć, chyba najbardziej oczekiwanej na tym festiwalu Sharon Van Etten. Dla niej, jak i dla publiczności, musiał być to koncert niezwykły. Dla nas, słuchaczy, bo dała koncert magiczny, dla niej, bo kończyła właśnie trasę koncertową, i to w mieście, w którym urodził się jej prapradziadek. Z resztą, polskie korzenie ma też perkusista zespołu Maggie Bjorklund, która otworzyła ostatni dzień.

To niesamowity festiwal, świetny koncept, kameralna i przyjazna atmosfera. Nadal oparty na zaufaniu, który zyskuje coraz większe grono zwolenników. Bogaty we wzruszenia, piękną muzykę, emocje. Złe słowa? Mógłby trwać dłużej.

.K, fot. Michał Heller

Moddi, fot. Michał Heller

William Fitzsimmons, fot. Michał Heller

Maggie Björklund, fot. Michał Heller

Sharon Van Etten, fot. Michał Heller

Ilona Nieroda
Zdjęcia udostępnił organizator -  OiFP ECS w Białymstoku.




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.