06.11.2011 16:59

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Relacja z berlińskiego koncertu Bon Iver

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Bom Iver - photo by CJ FoecklerRelacja z berlińskiego koncertu Bon Iver
1.11.2011/Berlin

Justin Vernon burzy wyobrażenia o folkowym koncercie.

Na koncert Bon Iver jechałem z wielkimi oczekiwaniami – ilu artystów byłoby w stanie wydać po olśniewającym debiucie, album tak dojrzały i zaskakujący zarazem. Ale miałem także solidne powody do obaw, bowiem jeśli występ okazałby się rozczarowaniem, to upadłby w moich oczach jeden z koronnych dowodów, że w ostatniej dekadzie mogliśmy oglądać także narodziny nowych, silnych osobowości, a nie tylko kolejne szczeble kariery tych, którzy swoje pierwsze kroki stawiali w latach 90.

Jakakolwiek nie byłaby moja ocena, jedno było pewne: Justin Vernon jest w trakcie triumfalnego pochodu, którego jedną z przyczyn zapewne jest współpraca z Kanye Westem, skutkiem zaś wyprzedawanie do ostatniego biletu prawie każdego koncertu. Brak wejściówek na ponad miesiąc przed koncertem w berlińskiej C-Halle, mieszczącej 3500 osób, jest na to najlepszym dowodem. Sceniczne oblicze Bon Iver można opisać samymi liczbami: 8 muzyków, 2 perkusje, 3 keyboardy, 3 trąbki, 3 saksofony, puzon, klarnet, 3 pary skrzypiec, laptop, przeszkadzajki w postaci talerzy perkusyjnych, dzwoneczków itd. Nie wspominając już o niezliczonej ilości gitar. Jeśli ktoś nie śledził nagrań koncertowych hulających po Internecie i oczekiwał intymnego występu neurotycznego sing/songwritera, mógł się solidnie zdziwić.

(W tym miejscu powinienem napisać parę słów o supporcie, ale Kathleen Edwards była tak beznadziejna i w dodatku pijana, że dam sobie spokój)

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, co do tego, jak zabrzmią razem te wszystkie elementy, to stracił je wraz z otwierającym koncert “Perth”. Tak potężnego brzmienia nie słyszałem na większości koncertów gwiazd stadionowych. Bogate, robiące ogromne wrażenie aranżacje umieszczają naszego brodacza na jednej półce z Sufjanem Stevensem oraz Arcade Fire, tzn. absolutnego mistrzostwa, jakie można osiągnąć przy pomocy takiego instrumentarium. Być może widoczna jest tutaj inspiracja mocnych beatów, w których lubuje się Kanye, ale najbardziej zaskakujące jest, jak ów rozmach stanowi naturalną kontynuację surowej siły “For Emma, Forever Ago”. Emocje wciąż pozostają najważniejsze.

Bon Iver - photos by CJ FoecklerFascynującym było obserwować, jak w oszałamiających wykonaniach “Towers” czy “Creature Fear”,  muzycy przesuwają – a właściwie kompletnie zacierają – granice. W jednym momencie słyszymy popową piosenkę, ocierającą się o kicz typowy dla lat 80., po chwili przechodzi ona w freak-folkowe, chaotyczne improwizacje, z których wyłania się z kolei typowa dla post-rocka ściana gitar. Wielu muzyków mówi o swoim uwielbieniu dla różnych gatunków muzycznych, których fragmenty estetyk starają się zamieścić w swojej twórczości. Bon Iver idzie o krok dalej, biorąc w całości ulubione gatunki i bez żadnych skrupułów stawiając je obok siebie. Trudno tu nawet mówić o eklektyzmie – to postrzeganie muzyki, jako terenu, gdzie nie występują żadne podziały.

Przy tak wielkich ambicjach, równie potrzebny, co doskonale zagrany zespół utalentowanych muzyków, jest dobrze zbudowany plan koncertu. Vernon posiada wyrazistą wizję swojej muzyki oraz wszystkiego, co wokół niej. W półtoragodzinnej set-liście znalazło się miejsce dla piosenek wykonywanych solowo, przywołujących kameralną atmosferę z początków jego kariery. Samotnie zagrane “Flume” potrafiło wywołać takie same ciarki na plecach, jak fantazyjnie wykonane “Calgary”. Największą niespodziankę sprawiła jednak gospelowa wersja “Skinny Love”, oparta o gitarę, dwie perkusje i sześcioosobowy, rytmicznie klaskający i tupiący chór.

Obecne koncerty Bon Ivera kompletnie przemeblowują wyobrażenia słuchacza o tym, jak może wyglądać koncert poruszający najbardziej osobiste emocje. Pokazują, że można śpiewać piosenki dla kilku tysięcy ludzi tak, jakby zwierzało się swojemu przyjacielowi w cztery oczy.

Krzysztof Kowalczyk
photos by CJ Foeckler




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.