13.06.2011 21:51

Autor: Monika Pomijan

Relacja z 4. Before Tauron Nowa Muzyka – Stateless

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Relacja z 4. Before Tauron Nowa Muzyka – Stateless

Miazga emocjonalna i piękno w czystej formie.

W ramach 4. Before Tauron Nowa Muzyka do Polski przybyła brytyjska grupa Stateless dając koncerty w dwóch miastach – Katowicach (10.06.) i Warszawie (11.06.). Przeniósłszy się pod skrzydła legendarnej Ninja Tune wydali album, który stanowi esencję eklektyzmu dającego wyczuć się już na debiutanckim “Stateless”. Pozostał zmysłowy liryzm, pozostała też energia – czy wręcz została zdecydowanie rozwinięta – więc oczywistym było, że oczekiwania fanów wobec koncertów będą spore. Tym bardziej, że odkąd Stateless pojawili się na rynku muzycznym, w zdumiewającym tempie osiągnęli wyjątkowo mocną pozycję niekwestionowanych talentów o wyjątkowej wrażliwości i wyobraźni. Dlatego znając również prywatną relację z katowickiego występu Brytyjczyków, oczekiwałam po Warszawie jak najlepszych wrażeń.

Koncert z niewiadomych przyczyn zaczął się z godzinnym opóźnieniem, więc podczas dłużącego się oczekiwania dało się wyczuć znudzenie i zniecierpliwienie koczujących pod ścianami i na schodach ludzi. Klubokawiarnia Powiększenie okazała się jednak idealnym miejscem dla tego występu – kameralna sala, kilkudziesięcioosobowa grupa prawdziwych fanów, półmrok i mnóstwo emocji. Kiedy członkom Stateless udało się przecisnąć przez tłum i wskoczyć na scenę, wybuchła nieopisana radość. To miał być naprawdę niezapomniany wieczór.

Zagrali głównie piosenki z nowej płyty “Matilda”, co było do przewidzenia, ale nie obyło się też bez niespodzianek w postaci m.in. dwóch czy trzech nieopublikowanych nigdzie kawałków. Jednym z nich była właśnie “Matilda” (ciekawe, czy to taki chwyt marketingowy) roznosząca energią, jak mało co. Całym koncertem Stateless udowodnili, że są zespołem o naprawdę wysokiej randze i doskonale wiedzą, co robią. Wszystko brzmiało bez zarzutu, a głos Chrisa Jamesa, lidera grupy, był po prostu idealny, podobnie zresztą jak śpiewającego partie chórowe basisty, Justina Percivala. Piosenki takie jak “Vissions” czy singlowy “Ariel” elektryzowały, a bijąca z nich energia brała w posiadanie każdego bez wyjątku. Niesamowite emocje, jakie emitował zespół mieszały się z podekscytowaniem całej sali, zamieniając ten pamiętny wieczór w jeden, niekończący się trans. Oddechu można było zaczerpnąć na przykład podczas przepięknego “I’m On Fire” – zamknęłam więc oczy i oddałam się w pełni muzyce. Podobnie przy chyba najbardziej zmysłowej piosence w całym, wciąż jeszcze skromnym dorobku Stateless – “Bloodstream”, zagranym wyjątkowo na gitarach. Wersja ta nie ujęła jednak nic jej magii, może nawet wręcz przeciwnie. James śpiewał You’ve gotten into my bloodstream, I could feel you floating in me, a ja się zastanawiałam, czy to już jest raj. Mało który zespół potrafi tak uwodzić ze sceny każdego, kto się pod nią zgromadził. Oczarowanie zresztą było obopólne. Widać było, że zespół jest uradowany pozytywnymi reakcjami publiczności i możliwością powiedzenia do niej kilku słów po polsku. Poza tym obiecali wrócić do Polski jesienią.

Tak wyglądał czwarty Before przed festiwalem Nowej Muzyki, który odbędzie się w sierpniu – i jeśli takie emocje były już na beforze, to ciekawe, jakie ogarną wszystkich, którzy przybędą do Katowic na Taurona!

Monika Pomijan




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.