10.09.2014 09:30

Autor: Dorota Szubska

Relacja z 3. dnia Soundrive Fest

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Relacja z trzeciego dnia Soundrive Fest
Gdańsk/06.09.2014

Energia, energia i jeszcze raz energia.

1. DZIEŃ
2. DZIEŃ

O wyjątkowości festiwalu Soundrive Fest nie trzeba się rozpisywać – rzadko kiedy w tym północnym zakątku Polski można uświadczyć tak potężnej dawki krajowej i zagranicznej alternatywy (wyjątkiem jest dobrze wszystkim znany gdyński Open’er Festival). Mimo, iż festiwal nie przyciąga mas, może poszczycić się publiką o wyjątkowo wybrednych preferencjach muzycznych.

fot. Jarek Sopiński / NotSoSilent

Wydawać by się mogło iż trzeci, a zarazem ostatni dzień festiwalu został jak gdyby specjalnie stworzony do tego, aby dopieścić te wysublimowane gusta. Sobotni line-up otworzył brytyjski Adult Jazz. Wbrew wszelkim oczywistościom grupa ta nie sprezentowała publiczności wyrafinowanego jazzu, lecz ciekawą interpretację eksperymentalnego indie-rocka. Adult Jazz rozpoczął swój występ intrygującym “Springful”, pochodzącym z wydanej w sierpniu tego roku płyty. W występie zespołu dało się zauważyć duże zróżnicowanie materiału oraz zastosowanie ciekawych zabiegów, takich jak chociażby jednoczesne użycie dwóch mikrofonów przez wokalistę (który, swoją drogą, wykazał się dużą rozpiętością głosu), wykorzystanie nagranych wcześniej partii wokalnych, zastosowanie saksofonu czy też roszady muzyków między instrumentami. Zanurzając się w tych eterycznych klimatach, momentami podszytymi nieco twórczością Sigur Rós, i obserwując fascynujące ruchy wokalisty poruszającego się na modłę umierającej baletnicy, można było zatracić poczucie czasu.

Z letargu wyrwały mnie dźwięki generowane ze sceny przez norweski Highasakite. Grupa lawirowała między kołysankowo-pozytywkowymi melodiami po to, by po chwili ze zdwojoną mocą oddać się tanecznym rytmom. Zespół zaprezentował ciekawą kombinację głębokich basów, subtelnych dźwięków pianina, nieco chropowatego żeńskiego wokalu i rozpływających się w przestrzeni hali syntezatorów. O ile Highasakite to jeden z tych zespołów, które zdecydowanie lepiej prezentują się na żywo niż na studyjnych nagraniach, to Fear of Men stanowi ich dokładne przeciwieństwo. Koncert wypadł dość blado, poza wyróżniającym się na tle pozostałych kompozycji “Alta/Waterfall”, całość brzmiała monotonnie i bez energii. Brytyjskiej grupie na plus należy jednak zapisać ciekawy efekt nakładających się na siebie subtelnych kobiecych wokali.

fot. Jarek Sopiński / NotSoSilent

W międzyczasie na dużej scenie swój występ rozpoczęła grecka kapela metalowa – Planet of Zeus. Zespół płynnie przeszedł od spokojnego, gitarowego intra do znacznie cięższych klimatów, co bynajmniej nie zdawało się przeszkadzać rozemocjonowanej publice. Ale to nie koniec energetycznej bomby, jaką organizatorzy zaplanowali na ten wieczór. Po krótkim czasie oczekiwania spomiędzy zebranej w małej sali publiczności zaczęły dochodzić dziwne, szklane dźwięki o bliżej niezidentyfikowanej lokalizacji – jak się okazało, w ten nietypowy sposób swoją obecność zaanonsował Islet, walijski zespół tworzący w nurcie eksperymentalnej alternatywy. Zespół, uzbrojony w niestandardowe instrumenty przypominające klawisze pianina, majestatycznie wkroczył na scenę, gdzie już po chwili subtelne brzmienie przeistoczyło się w niezwykle żywiołowy utwór. Trzeba przyznać, iż grupa oddała się swemu psychodelicznemu występowi z prawdziwym zaangażowaniem, miotając się po scenie, zamieniając miedzy sobą instrumenty, grając perkusyjną pałeczką na gitarze i zdzierając głosy (które niestety momentami ciężko było wychwycić spośród ogólnego hałasu). Poskramiacze pozornego chaosu bardzo szybko znaleźli dobry kontakt z publicznością.

fot. Jarek Sopiński / NotSoSilent

Jeśli słuchacze myśleli, że po tak szalonym występie dane im będzie odpocząć, byli w dużym błędzie. Na drugiej scenie pojawił się bowiem King Khan & the Shrines, przenosząc publiczność w klimaty karnawału w Rio. Nie na długo – kilka minut później zespół przerzucił się na bardziej rock&rollowe, niezwykle pozytywne rytmy. Grupa uczyniła ze swego występu bardzo interesujące show – widząc kolorowe stroje i peleryny, pióropusze czy też paradującego po scenie w cekinowanej koszuli i bokserkach King Khana, trudno było poskromić uśmiech.

Mały skok w bok na małą salę, i już mogę zanurzyć się w dźwiękach muzyki generowanej przez Samaris. Występ, choć może nie do końca spełniał moje oczekiwania, przeniósł mnie na chwilę do innego świata, który wypełniały chłodne dźwięki elektroniki, klarnetu i magiczny głos Jófrídur Ákadóttir. Podczas koncertu, pierwszego jaki zespół kiedykolwiek miał okazję zagrać w naszym kraju, grupa zaprezentowała miedzy innymi pochodzący z nowej płyty utwór “Brennur Stjarna” oraz wyczekiwany przeze mnie “Góda Tungl”.

fot. Jarek Sopiński / NotSoSilent

Moje obawy co do konieczności zrezygnowania z części koncertu Samaris celem doświadczenia początku występu gwiazdy wieczoru, Austry, okazały się być bezpodstawne, bowiem kanadyjska grupa rozpoczęła swój występ z ponad 40-minutowym opóźnieniem. Publiczność okazała się być jednak nad wyraz wyrozumiała (imponujące, zważywszy na późną porę) i konieczność oczekiwania przyjęła ze spokojem. Austra szczęśliwie doceniła cierpliwość swoich słuchaczy i zrehabilitowała się pięknym koncertem. Pomimo, iż zespół nie do końca wpasowywał się w moje muzyczne klimaty ciężko odmówić mu tego, że świetnie sprawdza się na żywo, a wokalistka Katie Stelmanis rewelacyjnie operuje wokalem. Austra zabrała publiczność w dyskotekowo-dreampopową podróż, będącą idealnym zwieńczeniem trzydniowego festiwalu.

Podczas trzydniowego wydarzenia nie zabrakło ochów i achów (Blaenavon, Highasakite, The Afterveins, Young Stadium Club czy Adult Jazz), energetycznych niespodzianek (Baths, Islet, King Khan & The Shrines) oraz – w zdecydowanej mniejszości – rozczarowań (Yuck, Gonzo Ant The Prezidents). Soundrive Fest po raz trzeci z kolei udowodnił, iż w pełni zasługuje na stałe miejsce na kulturalnej mapie Gdańska. Profesjonalna organizacja, świetne nagłośnienie, interesująca lokalizacja z historyczną duszą oraz ambitny program – to było właśnie to, czego brakowało dotąd na lokalnym rynku muzycznym. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję!

1. DZIEŃ
2. DZIEŃ

Dorota Szubska
fot. Jarek Sopiński / NotSoSilent




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.