21.12.2011 09:08

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Rebecca & Fiona – “I Love You, Man”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


Rebecca & Fiona – “I Love You, Man”
Universal / 2011

Wszystkie możliwe wcielenia elektroniki?

W Szwecji duet ma status gwiazd i ciężko na to zapracował. Wbrew pozorom niekoniecznie najważniejszym czynnikiem był wygląd. Rebecca i Fiona dawały sety w klubach, miały program w telewizji, prowadziły bardzo poczytnego bloga i powolutku zaczęły wypuszczać także własne kompozycje. “Luminary Ones” oraz “Bullets” cieszyły się ogromną popularnością, wskutek czego dziewczyny produkowały kolejne pojedyncze kawałki. Tak smakowitego kąska nie mógł przegapić Universal, czyli jeden z trzech największych światowych wydawców.

Debiutancki krążek zawiera 12 kompozycji, z czego 4 utwory zostały oficjalnie wydane jeszcze przed premierą. Wyważone i chyba optymalne proporcje, bo szkoda by było, gdyby piosenki z ogromnym przebojowym potencjałem (“Jane Doe”, “Bullets”, “If She Was Away” i “Hard”) nie znalazły się na większym wydawnictwie. Nie jest jednak tak, iż Szwedki nie mają nic poza tymi kawałkami do zaoferowania. Sytuacja jest wręcz wyborna, każdy kolejny utwór mógłby być hitem.

Jak udało im się taką względną perfekcję osiągnąć? Warto uwzględnić dwa faktory: długość utworów i wielorakie nawiązania stylistyczne. O pierwszym czynniku nie trzeba wiele pisać, to po prostu fakt – połowa kompozycji nie przekracza trzech minut, a trzy inne przekraczają zaledwie o kilkanaście sekund. Przez tak krótki okres trudno znudzić słuchacza, szczególnie mając w zanadrzu wiele aranżacyjnych atrakcji. Drugi wymieniony element podlega już subiektywnej ocenie, aczkolwiek nie dostrzeżenie przez słuchacza szerokiego spektrum gatunkowego byłoby nie lada wyczynem. Rebecca & Fiona serwują elektronikę w wielu wcieleniach; od współczesnej parkietowej mody (“Hard”), poprzez lata 80. (wspaniałe “Ted”) do mariażu z alternatywą (“If She Was Away”, “Bullets”).

Przy tego rodzaju muzyce ważną rolę odgrywa producencka kreatywność i można mieć faktycznie trochę wątpliwości co do absolutnej autonomii dziewczyn, skoro wiadomo, iż w jakimś stopniu pomagał im Adrian Lux. Mało jest natomiast kolaboracji z innymi artystami. Rodzynkiem jest kawałek, który niekoniecznie musi się spodobać Słowianom – “Church Is on Fire”. Szwedkom pomagają panowie z amerykańskiej grupy Spank Rock, dzięki czemu odbiorcy zapoznają się z kolejnym gatunkiem reinterpretowanym przez Rebeccę i Fionę. Pulsujący bas i ogólnie panujący mrok w tym utworze mogą być dla niektórych zaskakujące, lecz potwierdza to zarazem istnienie pierwiastka artystycznego geniuszu. Na zwiedzanie takich muzycznych zakątków stereotypowe różowe niewiasty na pewno by się nie porwały, więc tym większe uznanie należy się temu duetowi.

Pomimo tego, że są to w większości bardzo krótkie kompozycje, to można by o każdej z nich napisać bardzo wiele. Na sam koniec debiutantki podrzucają nawet zmęczonym ciągłym podrygiwaniem słuchaczom balladę. Można, by się spierać czy nie psuje to cudownego imprezowego zestawu, ale dobre party to często wypadkowa szybkich i wolniejszych kawałków. Osobiście nie przepadam za płyciutką elektroniką, dlatego ten krążek mogę polecić otwartym fanom alternatywy wiedząc, iż mogą się uzależnić tym muzycznym narkotykiem, tak jak i ja. Mam nadzieję, że szybko nie przejdzie i kolejnymi wydawnictwami Rebbeca & Fiona dadzą ku temu dobre powody.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.