15.10.2016 08:00

Autor: Kuba

Radiohead – “A Moon Shaped Pool”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Radiohead – “A Moon Shaped Pool”
XL Recordings / 2016

Dziewiąty album Brytyjczyków po raz kolejny celnie trafia w czułą strunę i eksploruje to, za co zespół kochamy najmocniej.

Od maja minęło sporo czasu i jestem skłonny stwierdzić, że poniższa recenzja będzie jedną z ostatnich w polskim internecie, bo o tym albumie wszyscy zdążyli rozpisać się do upadłego. Myślę, że powodów, dla których zwlekałem jest wiele, ale najważniejszym z nich było to, że do końca nie wiedziałem, co o tej płycie mam myśleć, bo Radiohead to jeden z ważniejszych zespołów mojego pokolenia. Dzieciaków lat 90-tych, którzy w odpowiednim momencie szukali ukojenia od wszechobecnego rockizmu i z rozkoszą oddawali się neurotycznym harcom przy “Idioteque”, łkali rzewnie przy “Pyramid Song”, ale też uśmiechali się pod nosem słysząc charakterystyczne tony gitar “Paranoid Android”. Tak, Radiohead to głos pokolenia i dla wielu – w tym niżej podpisanego – żywa legenda muzyki. Całe szczęście, że na swoim dziewiątym albumie wciąż unoszą się na powierzchni.

A Moon Shaped Pool” to album odbiegających od swoich ostatnich dokonań, bo po raz pierwszy od wielu lat brytyjski kwintet tak świadomie spogląda w przeszłość i otwiera dawno zapomniane (bądź niezapomniane) szuflady, przepuszczając je przez filtr swoich doświadczeń. Oczywiście, nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy grupa bierze na warsztat stare szkice (dla przykładu “Nude”, który powstał dekadę przed swoim wydaniem na albumie “In Rainbows”) ale nigdy nie zdarzyło się, żeby płyta składała się z takich eksperymentów w większości. Siedem z jedenastu utworów na “A Moon Shaped Pool” to utwory grane na żywo na poprzednich trasach razem z zespołem bądź solowo przez Thoma Yorke’a, przez co jesteśmy w stanie spojrzeć na dziewiąty album z ciekawej perspektywy. Możemy bowiem zaobserwować rozwój utworów bądź ich małych fragmentów do ich obecnej formy i zobaczyć, jak zawiły nieraz jest proces selekcji w tym zespole. Najjaśniejszym przykładem jest, oczywiście, “True Love Waits”, który doczekał się swojej albumowej wersji po ponad dwóch dekadach (wyłączając wersję na żywo z EPki “I Might Be Wrong” z 2001 roku), gdzie gitarę akustyczną zastąpił fortepian, a temat tekstu nabrał nowego znaczenia.

Jest to album o rozstaniu i towarzyszącej mu goryczy. Na płycie znajduje się masa sprawnie ukrytych odniesień do sytuacji, jaka przydarzyła się w życiu Yorke’a. Po dwudziestu trzech latach rozstał się ze swoją partnerką, Rachel Owen i wątek, choć w sposób nieoczywisty, pojawia się na całym albumie. Rozpoczęcie albumu od słowa stay w “Burn the Witch” i zakończenie go na leave w “True Love Waits”; zakończenie utworu “Daydreaming”, w którym wokal Yorke’a od tyłu mówi Half of my life/ I’ve found my love/ Half of my love, a w towarzyszącym mu klipie wokalista przechodzi przez symboliczne dwadzieścia trzy pary drzwi. To i wiele innych elementów układa się w całość – historię człowieka, który próbuje skleić z powrotem swoje życie. Choć tytuł albumu nie został wytłumaczony w żaden sposób, dla mnie ma swoje odzwierciedlenie z grawitacyjnej sile księżyca, która wpływa na przypływy i odpływy, co z uwagi na tematykę płyty może mieć swoje uzasadnienie. Choć, jak to w przypadku Radiohead bywa, dowiemy się zapewne po latach (jeśli w ogóle).

Pod względem muzyki zespół także zatoczył koło odwołując się w swoich utworach do poprzednich płyt. “A Moon Shaped Pool” w porównaniu do swojego poprzednika, “The King of Limbs” wypada zdecydowanie bardziej gitarowo, choć wciąż w charakterystycznym dla grupy stylu. “Identikit” i “Ful Stop” zaskakują głośnością i charakterystyką – pierwszy decydując się na niemal hip-hopowy bit, który eksploduje w emocjonalny refren, drugi ze względu na krautrockową motorykę, w której wyłaniające się elementy z początkowego chaosu składają się w wielką i ciężką maszynę, która prze przede wszystkim dzięki genialnej pracy Philipa Selwaya na perkusji. Dziewiąta płyta Radiohead to także popis Jonny’ego Greenwooda, którego wkład w wielu miejscach na albumie jest oczywisty. Mowa tutaj chociażby o świetnych “Burn the Witch” i “The Numbers”, do których skomponował partie smyczkowe wykonane przez London Contemporary Orchestra, z którymi współpracował przy swoich neo-klasycznych wojażach. Jednak osią albumu, z uwagi na towarzyszący mu temat, są ballady. “True Love Waits” jest tutaj najważniejszym punktem ze względu na dramatyczną końcówkę (Just don’t leave/Don’t leave), ale warto zwrócić uwagę chociażby na poprzedzający finał “Tinker Tailor Soldier Sailor Rich Man Poor Man Beggar Man Thief”, w którym ważną rolę pełnią jazzowe wstawki ze świetną linią smyczków w tle; “Present Tense” stylistycznie osadzający się w czasach “Hail to the Thief” czy “In Rainbows” ze śliczną ścieżką gitary akustycznej miękko rozpościelającej atmosferę w utworze; “Glass Eyes” będący łamiącym serce wstępem przed następującym po nim “Identikit” głównie ze względu niesamowitą linię melodyczną Thoma Yorke’a zostawiającą dreszcze i poczucie niepokoju.

“A Moon Shaped Pool” to album, który nawiedzał mnie na długo po swojej premierze. Po inicjalnym odsłuchu aż do upadłego musiałem zrobić sobie przerwę na pewien czas, bo w pewnym stopniu zacząłem nienawidzić te utwory – te piękne balladki, te zniekształcone, elektroniczne echa, te bezbrzeżnie smutne, fortepianowe wstawki. Jednak po pewnym czasie powróciłem do materału i przerwa była najlepszą rzeczą, jaką mogłem zrobić. Z dystansem i spokojem byłem w stanie na nowo wsiąknąć w świat zespołu, pełen niejasności i szarości. Pamiętać należy, że muzyka Radiohead nigdy nie należała do najradośniejszych i nawet w jej bardziej optymistycznych momentach wciąż czuć było smutek. Dziewiąty album Radiohead po prostu głębiej eksploruje to uczucie i wywraca je na drugą stronę. Z każdym kolejnym odsłuchem będziecie w stanie doznać coraz więcej, zrozumieć coraz więcej.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 7,92 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.