29.01.2013 07:00

Autor: Ewelina

Ra Ra Riot – “Beta Love”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Ra Ra Riot – “Beta Love”
Barsuk/2013

To nie jest wersja beta. Nie jest to nawet alpha.

Czym więc właściwie jest ta płyta? To pytanie na pewno zadają sobie teraz muzycy, którzy myśleli, że zmiany idą tylko w dobrym kierunku. “Beta Love” jest jednym wielkim regresem. Zespół, który grał indie rocka z kapitalnym wykorzystaniem instrumentów smyczkowych nagle przeistoczył się w pseudo synthpopowe coś. Co się stało? To przez chęć spróbowania czegoś nowego czy może zmiany w składzie zespołu?

Już od długiego czasu żadna płyta nie wywołała we mnie takich emocji. Na początku krzywiłam się, później histerycznie śmiałam, następnie spanikowałam i musiałam włączyć inny album, ale po chwili odpoczynku powróciłam do trzeciego krążka Ra Ra Riot, aby znowu się pośmiać.

Pierwsze dźwięki płyty naprawdę mnie od niej odrzuciły. Sprawdziłam nawet czy aby na pewno słucham tego, czego powinnam. Tak, to to. Ale jak inaczej mogłam zareagować na falset Wesa Milesa w utworze “Dance With Me”? Nieco ciekawszym utworem jest “Beta Love“, gdzie synthowe dźwięki tworzą przyjemny rytm, ale i tutaj (w refrenie) drażni głos wokalisty. Jednym z lepszych kawałków, które znajdziemy na albumie, jest “Is It Too Much“. Jest spokojnie, a delikatna elektronika przeplata się z przyjemnymi dźwiękami skrzypiec (w końcu!). W “For Once” muzycy nawiązują trochę do poprzednich płyt. Prawdziwą profanacją muzyki jest utwór “Angel, Please” (przeskakiwanie z wysokich tonów w jeszcze wyższe w refrenie – naprawdę “mistrzostwo”, polecam). W “What I Do For You” mamy do czynienia z bardzo głębokim basem, który tworzy quasi hiphopowy podkład. Na płycie oprócz “Is It Too Much” broni się także równie łagodne “When I Dream”. “Wilderness” to nieudana próba wtargnięcia na arenę synthpopu, jednak w tym utworze słychać jakiś pomysł.

Na “Beta Love” niemal każdy utwór jest bardzo wtórny. Brak tu ciekawych koncepcji, rozwiązań. Zabrakło chwytliwych melodii (co przecież w wesołym indie popie jest tak istotne!); zabrakło też bogatszego instrumentarium (i nie mówię tu o odejściu wiolonczelistki) i przede wszystkim gitarowego brzmienia. Jedyne, co naprawdę podoba mi się w tym albumie, to jego okładka – prosta, z ładnym zestawieniem kolorów.

Studenci! Jeśli bardzo nudzicie się w trakcie sesji, włączcie “Beta Love” i tańczcie (bo przecież nawet ta płyta jest lepsza niż nauka na egzaminy), tylko uważajcie na to, aby nikt Was nie widział i nie słyszał.

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 5,44 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.