03.03.2015 11:00

Autor: Jarosław Kowal

Popsysze – “Popsute”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Popsysze – “Popsute”
Nasiono Records/2015

Pięćdziesiąt twarzy rocka.

Rzadko piszę o polskich albumach. “Popsute” jest właściwie pierwszym krajowym krążek, który recenzuję dla Uwolnij Muzykę!. Nie jest to ani przypadek, ani efekt czyjejś namowy. Popsysze jest po prostu tak dobre, że aż chce się o nim pisać.

Współczuję Wam, słuchaczom spoza Trójmiasta, że nie możecie uczestniczyć w tych wszystkich przedziwnych przedsięwzięciach, jakich podejmuje się ten gdański, a więc mało egzotyczny, tercet. Miałem przyjemność usłyszeć koncert Popsysze odegrany w parku, bez nagłośnienia, z saksofonem zamiast gitary basowej i z perkusją skonstruowaną chwilę wcześniej ze śmieci wraz z uczestniczącymi w warsztatach dziećmi. Słyszałem jak zespół przez godzinę improwizował w towarzystwie Damo Suzuki, który sam ich wybrał jako wsparcie podczas występu na festiwalu SpaceFest. Te wszystkie wydarzenia pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego właściwie nie wiadomo, co zostało “popsute” na drugim krążku zespołu. Dla tych, którzy znają muzykę Popsysze tylko z debiutanckiego albumu musi to być ich przebojowość, dla pozostałych może to być równie dobrze ich niebywała umiejętność do tworzenia znakomitej muzyki w czasie rzeczywistym. To jeden z tych zespołów, których setlisty nie chce się znać przed koncertem, które nawet mogą nie mieć żadnej przygotowanej setlisty, a i tak porywają słuchaczy.

Popsysze dorobiło się szeregu łatek gatunków (m.in. muzyka garażowa, rock psychodeliczny, stoner rock) i porównań (do m.in. The White Stripes czy The Velvet Underground). Lekka kompozycja i ciężkie wykonanie “Nie Nadążam” są wyważone w stylu przypominającym Queens of the Stone Age, Ty Segall mógłby się poczuć zazdrosny o instrumentalny fragment “Łasi się”, z kolei “Rita” to niemal indie rockowy hicior. Nad wszystkim dominuje jednak autorska koncepcja. Siłowe etykietowanie zespołu jest jak doszukiwanie się podobieństw pomiędzy Bennym Goodmanem a Charliem Parkerem. Gdzieś są, bo w końcu obydwaj parali się jazzem, ale różnice można dostrzec z jeszcze większą łatwością.

Jeden z moich ulubionych momentów “Popsute” to środek utworu “Biały Szum”. Kuba Świątek odgrywa w nim rewelacyjną, niemal free jazzową, gęstą od niemilknących talerzy partię perkusyjną. Doskonale odstaje od tego drugi element sekcji rytmicznej – Sławek Draczyński nawet nie próbuje podążać za kolegą, wydobywa z basu motoryczne, budujące napięcie dźwięki. Jarek Marciszewski z początku wycisza kompozycję pojedynczymi szarpnięciami za struny gitary, ale wreszcie przyłącza się i stawia potężną ścianę dźwięku. To wszystko mieści się na przestrzeni zaledwie trzech minut jednego utworu. Na “papierze” może wyglądać na niemożliwe do wykonania i prawdopodobnie niewiele zespołów w Polsce rzeczywiście mogłoby wykrzesać z instrumentów tak nietuzinkową kombinację. Często podkreślana jest prostota muzyki Popsysze, ale to tylko jedna z ich twarzy.

Wiem, że nawiązywanie do pięćdziesięciu twarzy wiadomo kogo jest marne, więc zacytuję mojego czteroletniego syna, który od dwóch dni słucha “Popsute” do snu: “To muzyka Spider-Mana”. Nie do końca wiem, co to oznacza, ale jestem pewien, że mniej więcej tyle, co 10/10 albo pięć gwiazdek.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,43 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.