03.09.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Pop Will Eat Itself – “Anti-Nasty League”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Pop Will Eat Itself – “Anti-Nasty League”
wyd. własne/2015

Solidne wydawnictwo, ale tylko na jeden raz.

Nie będę ukrywał, że jestem człowiekiem o wielu muzycznych słabościach i zdarza mi się usilnie doszukiwać plusów na nowym albumie jednego z ulubionych zespołów, mimo że obiektywnie nie ma ich tam wiele. Z “Anti-Nasty League” trochę tak jest – kilku znakomitym kawałkom towarzyszą ich nudne kopie, ale ze względu na bezkrytyczną miłość do wydanego ponad dwadzieścia lat temu “Dos Dedos Mis Amigos” wmuszam w siebie całe pięćdziesiąt trzy minuty i tam, gdzie w innym wypadku odwracałbym głowę, przymykam oko.

Zaczyna się równie dobrze, jak dwie dekady temu. “21st Centrury English Civil War” to potężne otwarcie na miarę “Ich Bin Ein Auslander” (tekstowo bardziej aktualne dzisiaj niż kiedykolwiek wcześniej), w którym Brytyjczycy zgrabnie eksponują swoje największe atuty – wpadający w ucho refren, budujące napięcie zwrotki i czar, którego rzucenie zmusza słuchacza do zwiększania głośności aż do oporu. Zgromadzenie tych składników nie jest jeszcze gwarantem sukcesu, o czym można się przekonać już przy “They Can’t Take (What You Won’t Let ‘Em Have)”. Niby wszystko jest na miejscu, a jednak nawet po dziesiątym czy dwudziestym przesłuchaniu nie zostaje w pamięci ani jeden dźwięk, ani jedna nuta. Zabrakło najważniejszego – związku X, za sprawą którego cukier, słodkości i różne śliczności nabierają nadprzyrodzonej siły.

Reszta albumu to przerzucanie z jednego bieguna na drugi. Przy “Digital Meltdown” kark sam się gnie do rytmu, ale chwilę później utwór zostaje wymazany z pamięci. Z kolei w “(War Inside) My Stupid Head” wystarczy kilka przesterowanych riffów i już pojawia się zalążek uzależnienia. “Anti-Nasty League” składa się z wielu tego typu nierówności, czasami zawartych w pojedynczej kompozycji (na przykład “Set Sail for Death” ze świetnymi zwrotkami i marnym refrenem). Jedyne, co pomaga przełknąć słabsze momenty, to obcowanie z niepowtarzalnym stylem kapeli. Wypracowali oryginalne połączenie rocka, industrialu, hip-hopu, a nawet popu, którego nie potrafię przyrównać do żadnego znanego mi zespołu. Niekiedy słychać coś z Apoptygmy Berzerk, kiedy indziej wczesne Nine Inch Nails, H-Blockx czy Quarashi, ale o naśladownictwie nie może być mowy – Pop Will Eat Itself zostało założone blisko trzydzieści lat temu.

Bardzo chciałem, żeby “Anti-Nasty League” okazało się albumem roku (tym bardziej, że dotarcie do niego nie jest łatwe – trzeba do ściągnąć w formie fizycznej od samego zespołu) i choć nie mam większych zastrzeżeń, to poza kilkoma ścieżkami niewiele się tu dzieje. Podejrzewam, że do “Dos Dedos Mis Amigos” wciąż będę wracał za kolejne dwadzieścia lat, po “Anti-Nasty League” prawdopodobnie zostanie jedynie “21st Centrury English Civil War”.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 5,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.