04.10.2013 09:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Po cichu, przy świecach

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Po cichu, przy świecach
3.10.2013/Kraków

Ryland Bouchard w Pięknym Psie.

No dobrze, w Psie nie było kandelabrów, tylko małe podgrzewacze, a pan miał elektryczną gitarę i nie szeptał. Ale było czarująco.

Próbuję sobie przypomnieć, skąd w moim odtwarzaczu wzięła się płyta “They Ate Themselves” i nie wiem. Grunt, że od 2007 roku od czasu do czasu delikatny głos śpiewał mi do ucha goodnight, please don’t kill me in my sleep albo we celebrate, we dance around, until you died. Skrzypiące struny, jakieś delikatne plumkania i przedziwne koncepty – to wszystko przyszło mi na myśl, kiedy dowiedziałam się o koncercie Rylanda Boucharda. Od tego czasu pan się trochę zmienił (mimo całego uroku płyty jakoś nie sięgnęłam do jego późniejszych dokonań).

Bouchard to przeuroczy człowiek dysponujący wysokim głosem i łagodnym usposobieniem (jeśli oceniać po tym, co prezentuje na scenie). Pomiędzy utworami nieśmiało zagadywał publiczność, pytając, jak się czujemy, chwaląc pierogi czy mówiąc it’s so serious… is it because of cold? Później stwierdził, że to jego wina, i rzeczywiście miał rację. Zbyt rozrywkowy nie jest i w sumie nie przystawałoby to do jego delikatnych kompozycji. Choć brzmią melancholijnie, piosenki Rylanda są często optymistyczne – jest w nich wiara w miłość i zachęta do wzięcia spraw w swoje ręce. Jako zwolennik morderczej melancholii bardziej doceniłam te momenty, w których tematem była na przykład skłonność ludzi do komplikowania sobie życia. Prawdziwie smutnych kawałków, jak te z pierwszej płyty (we tried to bring you back, but it was too late) było jednak niewiele.

Muzyk zagrał “I Miss You (Eger)” z trudem przypominając sobie, jak należy to zrobić i stwierdził, że z wiekiem zapomina o starszych kompozycjach. Te, na których się skupił, były bardzo ładne, ale jednak odrobinę monotonne. Najpiękniej wyszedł finał – tak zresztą przystoi – kiedy Bouchard poprosił publiczność o zaśpiewanie fragmentu i kameralne grono zebrane w Psie poradziło sobie całkiem zgrabnie z dość wysokimi tonami. Ostatnim wykonanym utworem był – na publiczność i Rylanda, bez gitary – “Bad Feelings” z płyty “Carousel Waltz” (2005).

Spośród smutnych panów z gitarami śpiewających o miłości Bochard prezentuje się całkiem nieźle i warto wyłowić jego delikatny głos, który brzmi równie miło na żywo.

Dobry początek koncertowego miesiąca w Psie.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.