30.11.2017 15:15

Autor: Szymon

Pitchfork Music Festival Paris 2017

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | |


Pitchfork Music Festival Paris 2017
Paryż/2-4.11.2017

Avant-Garde, czyli przedfestiwalowe Downside-Up.

Niedługo po tym jak z podwozia samolotu wysunęły się koła i wylądowałem na lotnisku Paris-Charles de Gaulle (największy port lotniczy Francji) przekonałem się, że wrota do alternatywnego wymiaru stoją dla mnie otworem. Równoległy do naszego świat zapraszał gigantycznych rozmiarów plakatami prezentującym portrety bohaterów serialu “Stranger Things” na północnym dworcu stolicy Francji. Pomyślałem wtedy, że za drzwiami, które w trakcie zeszłorocznej edycji festiwalu Unsound otwarli autorzy ścieżki dźwiękowej serialu Kyle Dixon i Michael Stein, pojawił się pomost biegnący przez podziemną stację metra, który doprowadzi mnie w końcu do muzycznego “Upside Down”. Z tą różnicą, że w przeciwieństwie do bohaterów serialu mnie przeraża bardziej rzeczywistość i to muzyka tworzy mój pokolorowany dźwiękiem, nazwijmy go “Downside-Up”.

Niestety musiałem radzić sobie bez BMX-a i krótkofalówki. Zdany kompletnie na siebie i szwankujący GPS, nieświadom czyhającego na każdym rogu niebezpieczeństwa, wkroczyłem do dzielnicy, gdzie jeśli nawet gołym okiem nie było widać pistoletów, to z całą pewnością tam były. Gdy odbierałem klucze do mieszkania znajomej, gdzie miałem się zatrzymać w trakcie festiwalu, po raz pierwszy ujrzałem zupełnie inny Paryż,  niewiele mający wspólnego z magicznym pocztówkowym miastem. Uznałem to jako drogowskaz, który mimo że prowadził w nieznane wiązał się z poznawaniem ludzi i odkrywaniem świata. Przemykając metrem z miejsca na miejsca nieco poganiany przez czas w końcu dotarłem do pierwszego miejsca goszczącego młodych artystów w ramach Pitchfork Avant-Garde. Wszedłem do podziemi ukrytego nieco na uboczu Quartier Bastille klubu o wdzięcznej nazwie Pan Peiper. Przekonałem się tam, jak później będzie wyglądać formuła koncertów w trakcie paryskiej imprezy. Nie zawiodła mnie o słodko brzmiącym pseudonimie i jednocześnie ostrymi jak brzytwa flow Ama Lou. Dziewczyna nie owijała w bawełnę. Chwytliwy groove, liryczne teksty oraz młodzieńcza energia, szczerość i bezpośredniość to bez wątpienia jej atuty. Spodobały mi się kawałki “Lost My Home”, “Not Always” czy akustyczny (przy akompaniamencie samej gitary) cover “Same Drugs” z repertuaru Chance’a Rappera. Trwało to niespełna pół godziny, a korki od szampana w ramach uznania mogły spokojnie polecieć w górę. Niewątpliwie mały sukces artystki z północnego Londynu.

Znane jest powiedzenie o “gustach i kolorach nie dyskutujemy”. Choć muszę przyznać, że z tłumnie przybyłymi do Babadoum (kolejnego z klubów Bastylii) na koncert niejakiej Oklou chętnie bym sobie porozmawiał. Nie do końca liczyła się dla nich muzyka, a bardziej postawa, bunt i angielskie określenie “…is pretty avant-garde”, choć wyrwane umyślnie z kontekstu należałoby odczytywać dosłownie. Bardziej przykuł moją uwagę sposób ubierania się dwudziestopięcioletniej artystki niźli jej muzyka. No cóż, nie można mieć wszystkiego, a eksperymentalnego elektronicznego popu na świecie całkiem sporo.

Jedna jest za to Ray BLK zajmująca pierwsze miejsce na liście BBC Sounds of 2017. Nie wydała dotąd albumu, ale zdobyła już uznanie współpracując z Gorillaz, Stromy czy SG Lewisem. Bardzo byłem ciekaw, czym zaskoczy publiczność pochodząca z Catford w południowym Londynie Ray. Spodziewałem się dziewczyny w dresie, baseballówce z kolczykami przypominającymi hula-hop w uszach, a zobaczyłem soulową diwę. Zostałem zaskoczony nowym, bardziej zobowiązującym wizerunkiem scenicznym Ray BLK. Wygląda na to, że artystka sama podnosi sobie poprzeczkę w górę od ubioru poczynając. W piosence “Doing Me” śpiewała “My dressing is expression so don’t judge me by my clothes…”. Poszedłem za jej radą, mimo że kojarzyła mi się nieodzownie z widzianą przed paru laty na festiwalu Tauron Nowa Muzyka Kelis. Pulsujący przytulny beat “podrzucany” przez akompaniującego jej DJ-a od samego początku mną rozkołysał. Ray była na wyciągnięcie ręki, a jej muzyka jeszcze bliżej. Wybrzmiał cover “Killing Me Softly” z repertuaru Roberty Flack, ale to bardziej duch wykonania Lauryn Hill, który przyniósł The Fugees statuetkę Grammy unosił się w powietrzu. Nie gorsza z Ray też raperka. Choć swój krótki, acz treściwy występ-manifest kończyła hitowym “Chill Out”, to powiem tylko “hell yeah”. Warto mieć na uwadze dalsze jej poczynania.

Szukałem tego wieczoru dalej. Nie będę może przytaczał w jakich okolicznościach przehandlowałem zamiar wybrania się na koncert Nicka Hakima. No dobra, zwyczajnie się zgubiłem, a Babadoum było wtedy w najbliższym zasięgu. Miałem więc okazję posłuchać kalifornijskiego Hundred Waters. Oszczędne melodie folkowej muzyki zaprawionej elektronicznym beatem nie zdążyły mnie na dobre porwać, gdyż w kulminacyjnym momencie koncertu organizatorzy zwyczajnie odcięli im prąd. Tryer Tryon złapany i zapytany przeze mnie tuż po występie czy mieli zamiar tak szybko kończyć odparł, że nie,  gdyż przygotowane było drugie tyle materiału. Najwyraźniej organizatorzy musieli zarządzić swego rodzaju capstrzyk. Trochę szkoda mi było muzyków. Kolejnego dnia mieli ruszyć dalej w trasę, a ja wejść już na dobre w Downside-Up.

Szymon Matlak




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.