26.12.2013 08:00

Autor: Szymon

Phoenix – “Bankrupt!”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Phoenix – “Bankrupt!”
Glass Note/Loyauté/2013

Psychodeliczne ryzyko bez konsekwencji.

Zespół Phoenix jest dzisiaj w takim punkcie kariery, w którym może bez większych konsekwencji podjąć ryzyko i pozwolić sobie na muzyczny eksperyment. Takie działanie mogłoby doprowadzić początkującą grupę do bankructwa, ale Thomasowi Marsowi i kolegom może przytrafić się najwyżej utrata kilku fanów i pozyskanie w ich miejsce paru nowych. Bilans końcowy wyjdzie na zero, bądź nawet trochę na plus. Niewypłacalność w żadnym razie im nie grozi.

Bez względu na to, czy nagrywają album bardziej akustyczny niż elektroniczny, bardziej popowy niż rockowy, to magiczna formuła dziesięciu utworów-przykazań ciągle pozostaje aktualna. Rozpoczynający piąty studyjny album, singlowy “Entertainment”, to taka zwyczajna piosenka z żywymi bębnami i pokręconym refrenem jakby z azjatyckich kreskówek. Nie rozbija banku od pierwszego odsłuchu, ale będzie mi na pewno jeszcze towarzyszyć przez dłuższy czas. Tego samego nie mogę powiedzieć niestety o “The Real Thing”, choć perkusja brzmi jakby żywcem wyjęta z “When Doves Cry” Prince’a. Już po pierwszym “przyłożeniu” ucha do płyty “Bankrupt!” stwierdziłem, że w nowych kompozycjach Phoenix jest teraz mniej melodii, a więcej rockowej improwizacji. Mimo początkowego szoku, do kontynuowania napadu rabunkowego zachęciły mnie wykrzyczane refreny w stylu tej bardziej elektronicznej odsłony Primal Scream: Follow me, follow me! Postanowiłem zaufać słowom piosenki i podążałem dalej za Thomasem Marsem i jego gangiem.

Jak tylko usłyszałem sygnał “SOS In Bel Air”, to bezinteresownym i skocznym krokiem ruszyłem na pomoc. Jednak gdy dotarłem na miejsce, okazało się, że You can’t cross the line. Zostałem zatrzymany przez rozpływające się dźwięki syntezatorów połączone z jazgotliwymi gitarowymi riffami i przypominającymi mowę robotów telegraficznymi wokalami. Jakże zaskoczył mnie progresywny szyfr zastosowany tym razem przez Phoenix! Za to nie miałem większego problemu ze znalezieniem odpowiedniej kombinacji do sejfu, w którym znajdowało się “Trying To Be Cool”. Chwytliwy singlowy początek natychmiast zwabił mnie (niczym lśniące sztabki złota) mnogością poukładanych dźwięków i efektów. Soczyste brzmienie i doskonała dynamika sprawiły, że słuchałem tego utworu na zapętleniu. Wróżę mu długie singlowe i przebojowe życie. Z kolei gdyby tytułowy “Bankrupt” został wybrany jako kompozycja promująca album, to katastrofa finansowa byłaby gwarantowana. Utwór ten przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla milionerów oraz prawdziwych wyznawców Phoenix. Zdecydowałem się jednak wejść do ich skarbca, gdzie przywitały mnie organy wprowadzające do perfekcyjnej ceremonii. Wtem kosztowności zaczęły wydawać dźwięki (czyżby Paul Kalkbrenner i Gold Panda się w nich taplali?). Usłyszałem szalejący klawesyn i tchnienia basu w stylu Cliffa Martineza, które przekonały mnie, że w niedalekiej przyszłości Phoenix podążą śladem Daft Punk lub M83 i skomponują w całości ścieżkę dźwiękową do filmu. W dalszej części kompozycji pojawiły się wokale, gitara akustyczna i dzieci kwiaty. Iście barokowy przepych. Bankruptowy odpowiednik “Love Like a Sunset” z albumu “Wolfgang Amadeus Phoenix”.

Powoli zacząłem już odczuwać tęsknotę za prostym utworem w dawnym stylu. Miałem nadzieję, że może właśnie “Drakkar Noir” zabierze mnie na spokojne wody, po których nie grasują żądni bogactw korsarze. Po chwili okazało się, że niestety nie. Wiele działo się na statku – m.in. gitary naśladowały dźwięki japońskich instrumentów, a uderzenia perkusji poganiały niewolników-marynarzy do żwawszego wiosłowania. Wypełniony skarbami modulowany drakkar wikingów (z niezwyciężonymi Galami z Phoenix na pokładzie) płynął w kierunku Chin.

Nie napotkawszy piratów, za namową Phoenix opuściłem statek u wybrzeży Kalifornii i udałem się wraz z nimi na Coachellę. Na festiwalu poczęstowali mnie magicznym napojem o nazwie “Chloroform”. Upojony klawiszową kołysanką, przesterowanym dźwiękiem rozmaitych syntezatorów i jednostajnym, lecz dość ciekawym beatem postanowiłem zostać na dalszej części koncertu. Francuzi powiedzieli następnie “Don’t”, czyli nie wchodź do kotła wypełnionego wiadomo czym. Na przekór im postanowiłem sprawdzić konsystencję ostrzeżenia i trafiłem na pop-punkową rebelię. Napięcie kompozycji budowane było przez tętniące keyboardy i wybuchające niczym gejzery Yellowstone refreny. Zawodzenie muzyków pochodzących z ojczyzny barda Kakofoniksa przypominało nieco Lansing-Dreiden, choć oczywiście w wykonaniu Francuzów było ono znacznie weselsze. Doczekawszy “Bourgeois” i “Oblique City”, powoli zacząłem się zastanawiać, czy słucham jeszcze Phoenix czy raczej psychodelicznych The Beatles z “Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” lub “White Album”?

W muzyce Francuzów cały czas coś się zmienia, zdaje się być płynną, nieokreśloną i coraz cięższą do sklasyfikowania, drogocenną substancją. Wiele rozmaitych wpływów i inspiracji nachodzi na siebie, przez co końcowy obraz staje się nieco rozmyty. Tylko czy właśnie nie o to chodzi w muzyce psychodelicznej? Chwilami popadam w euforyczne urojenie, choć nie ukrywam, że jestem zwolennikiem bardziej przemyślanych i dopracowanych kompozycji, a w utworach nagrywanych przez Phoenix urzekała mnie dotąd bardziej lekkość brzmienia, melodyjność, wprawne wplatanie elektroniki i popowy pazur. Płyta “Bankrupt!” z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym muzyczny eksperyment, przytłaczający przepych i psychodeliczną improwizację. Pozostałym polecam swoją – sprawdzoną już – metodę delektowania się nowym albumem: wystarczy zgrabnie wpleść “Bankrupta!” w poprzednie dokonania zespołu, a powstanie iście coachellowa lista utworów, która pozwoli przygotować się do ekscytującego, open’erowego “Freakin’ Weekend” z Phoenix.

Szymon Matlak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,25 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.